Żenujący koniec stron potterowskich...


Pamiętam czasy, kiedy z zapartym tchem śledziłem ulubione strony potterowskie, żądny wiedzy i informacji. Później ich złota era dobiegła końca, a portal za portalem szedł do zamknięcia. Dziś na arenie pozostały te najpopularniejsze. Tyle, że zamiast w chwale, pławią się w rozcieńczonym łajnie… 

Z dużym smutkiem przyglądałem się zamknięciu Aurora czy Nowej Strefy Fanów Pottera. To na te strony trafiłem najpierw, gdy w wieku lat 16 dostąpiłem zaszczytu podpięcia do sieci. Te strony, a potem wiele innych, stało się dla mnie prawdziwymi przewodnikami po magicznym świecie. Źródłami nie tylko newsów, ale i informacji. Ciekawe artykuły, dyskusje, zapowiedzi, teorie… Śmiało mogę stwierdzić, że klawisz F5 był jednym z najbardziej zmaltretowanych na mojej klawiaturze. O, pardon. Klawiaturach. 

Harry Potter łączył ludzi i tworzył prawdziwe fanowskie społeczności, w których – nie przesadzając – czuliśmy się nierzadko jak w rodzinie…

Jako pierwszy odszedł Auror. Tuż po premierze ostatniego tomu. Twórcy strony w oficjalnym oświadczeniu stwierdzili, że to już koniec książkowej ekscytacji, a nie mają ochoty pisać o aktorach i nadchodzących filmach. Powiedzieć można, że odeszli w momencie szczytu popularności magicznej serii. I nie ukrywam, było mi przykro z tego powodu. Uważałem, że poddali się przedwcześnie. 

Z perspektywy lat mam zgoła inne zdanie. Oni po prostu wiedzieli, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Dowodzą temu ostatnie lata, kiedy rzeczywistość potterowskich stron uległa diametralnej przemianie. Kiedy w desperacji wynikającej z ograniczonej ilości nowinek, twórcy owych poczęli sięgać po zapchajdziury. 

Cóż jest dzisiaj tematem przewodnim stron potterowskich
Aktorzy. Newsy celebrujące ich urodziny, nowe filmy, nową torebkę, pojawienie się na evencie czy przekazanie na cele charytatywne dziurawych skarpetek. Mam wrażenie, że brać potterowska uznawszy ich za coś nieodparcie i nieodwołalnie związanego z Potterem, wrzuciła ich do tego samego worka, w którym siedzi J.K. Rowling. 

Kto wymyślił określenie aktor potterowski? I co ono oznacza? Z jednej strony to idiotyczne określenie jest ograniczające dla aktorów, którzy ani od Pottera nie rozpoczęli swojej kariery, ani też na nim nie skończyli. Czy Alan Rickman, Maggie Smith czy Eddie Redmayne to NAPRAWDĘ aktorzy potterowscy? Z drugiej strony, to durne łechtanie własnego ego. Bo każdy, nawet niepotterowski sukces aktora występującego w Potterze uznaje się za sukces samego Pottera! Ostatnio w oczy uderzyła mnie informacja o potterowskiej reprezentacji na ceremonii wręczenia Złotych Globów. Czy tym ludziom już naprawdę rozum odjęło? Czy ktoś naprawdę uważa, że sukces Oldmana, który w sposób wybitny wcielił się w Churchilla przechodząc jedną z najwspanialszych metamorfoz w historii kina, można utożsamiać z triumfem serii, w którejś kiedyś zagrał? 

Nie tak dawno temu zetknąłem się z oburzeniem ze strony fanów, gdy Miriam Margolyes (prof. Sprout) została zapytana o Harry’ego Pottera. Aktorce, delikatnie mówiąc, pytanie to nie przypadło do gustu i powiedziała, że te filmy to już dla niej zamierzchła przeszłość i nie ma z tym już nic wspólnego. Oczywiście, to aktorka została zrugana w Internecie za swoją bezczelność. Za to, że najwyraźniej wcale jej się nie podoba łatka aktorki potterowskiej, którą wielu jej wmówiło i każe nosić, za przeproszeniem, do usranej śmierci. 

Bycie aktorem to wcielanie się w wiele ról. To odgrywanie wielu bohaterów. W tym zawodzie nic nie jest stałe. Dlaczego więc strony potterowskie uczepiły się tych biednych ludzi jak rzep psiego ogona? Inna sprawa: co mnie obchodzi, co dziś robi człowiek, który lata temu zagrał w Potterze? Jaką wagę ma ta informacja dla społeczności fanów Pottera

Patrząc dziś na światowych gigantów, czyli The Leaky Cauldron czy Mugglenet – największe i najpopularniejsze niegdyś serwisy potterowskie, nie czuję nic poza zażenowaniem. Jestem zażenowany rodzajem newsów przez nich publikowanych. To już nie są portale potterowskie, lecz filmowe, ograniczające się do aktorów, którzy wystąpili lub wystąpią w kolejnych filmach z czarodziejskiego uniwersum. Na polskim polu wcale nie jest lepiej – wystarczy spojrzeć na HPNet, który obrał ten sam kierunek i również osiąga mistrzostwo w sprzedawaniu bezsensownych newsów, które z Potterem mają tyle wspólnego, co zeszłoroczny śnieg…

Rozcieńczone treści, nie na temat i zapchajdziury – to dzisiejsza rzeczywistość portali potterowskich. Czy to naprawdę ma jeszcze jakikolwiek sens? 

Chwała tym, którzy wiedzieli, kiedy powiedzieć: „koniec”. Wychodzi na to, że tylko ci zeszli z tarczą, a nie zostaną zniesieni na tarczy. I to w dodatku utkanej z łajna. Oto prawdziwy, smutny koniec ery potterowskich stron. Nazwa pozostała. Ale magii już w tym nie znajduję. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

4 komentarze:

  1. Aż kusi spytać, czy czytacz moje potterowskie filmiki też tak traktuje, ale tego nie zrobię. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczera prawda... I bardzo przykra prawda. Zamiast zgłębiać się dalej w świat Pottera, reklamować treści z Pottermore itp., to te strony pozostały już tylko zbiorem plotek i "nowości" o aktorach. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie mamy czasy, że nawet te strony, które przedstawiały kiedyś jakąś fajną zawartość teraz skupiają się na ,,gwiazdkach" i na tym jakie założyli dzisiaj gacie. Co zrobić...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ są strony gdzie mamy jeszcze magię! Świat Magii, kilkanaście szkół internetowych, które prowadzą lekcje magii (gł. Przedmioty z HP) w formie czatu. Tutaj przykładowa jedna z najlepszych szkół: http://hogwart.pl zapraszam!

    OdpowiedzUsuń