Dlaczego książka NIE jest lepsza od TV?

https://pbs.twimg.com

Od dekad toczy się nieustanny spór między książką, a telewizją. Istna wojna, wręcz. Wojna, gdzie do obozu przeciwnego książce dołączyły również Internet i nowoczesne smartfony, czyt. powszechne pożeracze czasu, duszy i umysłu. Tymczasem w swojej naiwności zadaję sobie pytanie: co za idiota postawił granicę, która zaprowadziła nas do tej absurdalnej wojny? 

Pytając przeciętnego Kowalskiego o źródło rozrywek, w zależności od wieku, wskaże pewnie telewizję lub Internet. Dlaczego nie książkę? Długo by nad tym dywagować. Choć pytanie to zdaje się fundamentalne właśnie w tym brzmieniu. Nie dlaczego telewizja?, ponieważ na to pytanie odpowiedź jest prosta. Więc dlaczego nie książka? Znowuż mogę zrzucić winę na przestarzały system edukacji i podejście do książki jak do archaicznego wymysłu naszych przodków. Mogę obarczyć odpowiedzialnością wykształciuchów, którzy kiedyś podjęli za nas decyzję o tym, że książka jest bardziej wartościowa i tym podobne bzdury, które z mlekiem wyssały kolejne pokolenia współczesnych już nam wykształciuchów i brednie te powtarzają wszem i wobec, chcąc dodać sobie splendoru. Stąd niegdysiejszy numer 1 w dziedzinie rozrywki, stał się wrogiem nr 1 uczniów, którym nakazuje się z książek czerpać wiedzę, zanim nauczy się ich czerpać z nich przyjemność. Stąd już prosta droga do ogólnej niechęci na całe życie. A to najbardziej istotna różnica między książką, a jej arcywrogiem, czyli telewizją. 

Być może jestem zbyt archaicznym przedstawicielem swojego gatunku, by na podstawie mojego dzieciństwa, kiedy kanały z bajkami były po angielsku,  Japończycy dopiero pracowali nad pierwszym PlayStation i praktycznie nikt nie miał komputerów w domu (nie licząc Commodore 64), przedstawiać starcie z góry skazanej na porażkę książki z nowoczesnymi technologiami, dlatego ułatwię sobie zadanie i na wzór wezmę tzw. pokolenie Milenium. Pokolenie, z którego przedstawicielami miałem okazję mieszkać pod jednym dachem na tyle długo, by zaobserwować, jak ignorancja opiekunów doprowadziła do tego, że rozrywka została przemieniona w karę. 

W dzisiejszych czasach łatwiej jest wychować dziecko. Nie dlatego, że jesteśmy mądrzejsi czy bardziej przewidujący jako rodzice. Dlatego, że mamy środki do tego, by przykuć atencję dziecka i zyskać więcej cennego czasu dla siebie. Bywa, że trzyletnie dziecko jest całkowicie uzależnione od telewizji czy tabletu. Zanim się obejrzymy, pożeracze dusz stają się nieodłącznym elementem codzienności dziecka, zakorzenioną w umyśle rozrywką, która jest tak samo naturalna jak sen czy jedzenie. 

Bardzo łatwo, w pogoni za własnym szczęściem i świętym spokojem, ograniczyć małego człowieka już na starcie. To rodzice tworzą horyzonty dziecka i tworzą ich granice. To jego otoczenie definiuje to, co będzie postrzegało jako rozrywkę i zabawę. Nie twierdzę, że dziecku należy zabronić oglądania bajek czy zapoznawania się z technologią. Zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach świadomość technologiczna jest nam niezbędna do życia w codzienności. Twierdzę natomiast, że należy działać z umiarem i budować fundamenty. Jednym z takich fundamentów jest zaszczepienie w dziecku miłości do lektury. Należy się za to zabrać jak najwcześniej. Czytać dziecku od pierwszych dni, wprowadzać książkę jako naturalny element dnia. Tylko dziecko, które w domu pokocha czytanie, nie zrazi się do niego, gdy trafi do szkoły i spotka się z pierwszym zabójcą zamiłowania do książek: przymusem do czytania. Tylko dziecko, które pojmie, że czytanie to nie tylko smutny obowiązek szkolny, lecz również źródło przyjemności, nie odrzuci od siebie książki. 

W temacie czerpania przyjemności książkę zwykło postrzegać się jako coś, co choćby z telewizją nie ma szans. Nieustannie zadaję sobie pytanie: dlaczego? I jedno i drugie medium oferuje zarówno produkcje ambitne, jaki i rozrywkowe. Są ambiwalentne. Z jednej strony telewizja może zaoferować rzetelny program historyczny czy traktujący o nauce, z drugiej zasypie nas rozrywką najniższych lotów typu programy paradokumentalne czy show z życia gwiazd. Czy na tym polu książka jest lepsza? I tutaj znajdziemy dosłownie wszystko. Dlaczego więc nie wychowywać młodego człowieka w świadomości, że kiedy ma ochotę na rozrywkę, może wybierać? Dlaczego coś tak nieograniczonego jak świat książki, ograniczamy do sztywnych ram edukacyjnych? Książka nie musi uczyć, nie musi rozwijać, nie musi pobudzać do refleksji. Może być jak najbardziej bezwartościowy posiłek: do zjedzenia i, za przeproszeniem, do wysrania. Dlaczego? Bo czasami mamy ochotę właśnie na taki posiłek. Dlaczego pijemy colę, która jest bezwartościowa? Bo lubimy. Człowiek potrzebuje robić w życiu coś, co po prostu lubi. Bez względu na wartość tego. Książkę z takiej otoczki bezpretensjonalnej rozrywki już dawno ograbiono. Na siłę wydarto ją pospólstwu z rąk, by oddać elitom i samą uczynić elitarną, na siłę wpychając do jedwabnego worka.

Co gorsza, kiedy już ktoś sięga po lekturę, bywa że jest dyskryminowany ze względu na to, co czyta. Bywa, że ktoś wytknie mu brak gustu, wyśmieje zamiłowania czytelnicze. To ograniczenie umysłowe, które w moim odczuciu cechuje ludzi o wybujałym, przerośniętym ego. Dlaczego tak łatwo zapomina się o elastyczności książek? Dlaczego dla niektórych mogą one być źródłem inspiracji, nauki, mądrości, a dla innych nie mogą być czystą rozrywką? 

Różnica między książką, a telewizją jest taka, że kiedy w szkole każe nam się czytać, nienawidzimy książek. Wszystkich. Co do jednej. A kiedy każe nam się obejrzeć jakiś ambitny film, nienawidzimy tylko tego konkretnego filmu. Bo w przeciwieństwie do książek, tutaj nie ma powszechnej generalizacji. Nie wrzuca się wszystkich filmów do jednego worka. Nie oceniamy Koszmaru z ulicy Wiązów przez pryzmat Popiołów

Książka, telewizja i Internet nieustannie walczą o naszą uwagę. Zawsze coś wygrywa kosztem czegoś. Ja, tymczasem, widzę tutaj strony jednego medalu, które mogłyby działać w absolutnej symbiozie. Nie osobno, lecz razem. Stanowiąc pełen obraz zróżnicowanej rozrywki, w której każdy znalazłby coś dla siebie i którą można urozmaicać na nieskończenie wiele sposobów. Stosować wymiennie. Oto wizja idealnego świata, która nie ziści się dopóty, dopóki ciasne umysły nie zaprzestaną krzywdzącego szufladkowania i podziału na to, co rozrywką jest i na to, co nią nie jest. Utopią pozostanie też dlatego, że rynek i marketing nigdy nie pozwolą na to, by zrezygnować z odwiecznej konkurencji.

Podsumowując krótko: będzie coraz gorzej i ciężej zainteresować nowe pokolenia książką. I na nic się tu zdadzą wirtualne książki z ruchomymi aplikacjami czy e-booki. Nawet idąc z duchem postępu, książka nie dorówna nowoczesnym formom spędzania wolnego czasu. W krainie rozrywki jest baśniowym brzydkim kaczątkiem. U Andersena wszystko kończy się dobrze, kiedy kaczątko wyrasta na pięknego łabędzia. Ale nawet przemiana brzydkiego kaczątka w majestatycznego łabędzia nikogo nie zachwyci, jeśli świat pozostanie ślepy.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Ciekawy wpis. Ja mam takie podejście, że każdy lubi coś innego, nie każdy musi czytać. Ja czegoś innego oczekuję od książki, czegoś innego od filmu.

    A za Commodore szanuję. Też miałam.

    OdpowiedzUsuń