"Fobos. Tom 2" - Victor Dixen

W tematyce Marsa nie jest łatwo mnie zaskoczyć czy uwieść. Poprzeczka, którą zawiesił Andy Weir swoim Marsjaninem została zawieszona tak wysoko, że nie spodziewam się, by ktokolwiek w najbliższym czasie zdołał ją przeskoczyć. Samo dosięgnięcie do niej będzie wielkim wyzwaniem. 

Co za tym idzie, drugi tom świetnego Fobosa Victora Dixena, budził we mnie obawy. Strasznie spodobał mi się pomysł miłosnego reality show w kosmosie, a pierwsza książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że to przemyślana powieść nienapalająca się na oklepane motywy, które są takie trendy. No dobra – jest trójkąt miłosny, ale kto z nas wyobraża sobie życie czy książkę bez trójkąta? Gdziekolwiek spojrzeć, trójkąt na trójkącie. Nieważne czy jesteś młodziutką bohaterką młodzieżówki czy białowłosym wiedźminem. Także nie czepiam się. 

OK, można zarzucić, że sam kosmos jest ostatnio bardzo popularny w literaturze, ale to też nie to. Bo Dixen coś epickiego przedstawia w fajny, kameralny sposób. 

I podróż na Marsa w nowoczesnym statku kosmicznym, z masą kamer na pokładzie i transmisją live w odniesieniu do kosmicznego show jest bardzo w porządku. Podróż zwykle jest ekscytująca. 

Ale co po wylądowaniu? Weir ani nie był pierwszym, który postanowił dokładnie spenetrować w swojej książce czerwoną planetę, ani ostatnim, który wysłał na nią człowieka. Jednak w mojej opinii zrobił to najlepiej i teraz Dixen staje przed wielkim wyzwaniem, jeśli zdecyduje się na naukowe podejście do czwartej od Słońca planety… 

Lot statkiem Cupido trwa, ale Léonor i pozostali uczestnicy programu Genesisjuż wiedzą, że zostali oszukani – na Marsie będą w stanie przetrwać zaledwie kilka miesięcy. W wyniku buntu załogi transmisja reality show zostaje przerwana, a Serena, której zależało tylko na wzbogaceniu się, musi zacząć działać, by ratować swoją reputację.

Tymczasem zbliża się moment ujawnienia Listy Serca. Uczestnicy dowiedzą się, czy ich uczucia zostały odwzajemnione. Najważniejsza decyzja jednak wciąż przed nimi: wylądować czy spróbować wrócić na Ziemię? Jedno jest pewne – łatwo się nie poddadzą.

Do samego końca niepewność: będzie ten Mars czy nie będzie? 
Wylądują czy nie? 

Dixen ciągnie swoje show, tyle że w drugim tomie odkrywa więcej kart. Jest dynamicznie, jest tajemniczo, a i zdarzają się chwile romantyczne. Przede wszystkim – autor udźwignął ciężar międzynarodowego reality show i nie zniszczył tego żadną głupotą czy niedorzecznością. Gra toczy się dalej i wygląda na to, że jeszcze trochę potrwa, bo zakończenie drugiego Fobosa pozostaje otwarte. Wszystko wyjaśni się w trzeciej części! 

Może nie w nazbyt oczywisty sposób, ale nasi bohaterowie się rozwinęli. Możemy obserwować ich w nowych warunkach, co rodzi wiele ciekawych sytuacji. Fakt, nie ma co liczyć na wielkie charakterystyki czy podróże w głąb ludzkiej psychiki – ot, standard w odniesieniu do większości innych młodzieżówek. Ale i narzekać nie ma na co. Zwłaszcza, że finał nieźle mnie zaskoczył! 

No dobra. Jest. Postać Sereny. Niektóre sceny z jej udziałem uważam za lekko przesadzone, a ona sama kojarzy mi się z Móżdżkiem, bohaterem kreskówki, który nade wszystko pragnął podboju świata. Na szczęście to tylko maleńka rysa na szkle. Przynajmniej na razie.

A co do obaw o nieuchronne starcie z Marsjaninem – na szczęście okazały się one płonne. Dixen obrał zupełnie inną ścieżkę, gdzie tło akcji potraktował… jak tło akcji. Nie stanowi ono centrum wykreowanego przez niego świata, bo to stanowi spisek i samo show. Bliżej tej książce do lekkiego thrillera niż opowieści o ludziach porzuconych w odmętach kosmosu, którzy muszą odnaleźć drogę do domu. 

Akcję poznajemy z kilku perspektyw: Leonor, kanału Genesis, Sereny i Andrew. Czyli bez zmian, choć tym razem rola Andrew zyskuje na znaczeniu. I to jak! Myślę też, że jego wątek należy do najciekawszych, choć jedno z jego odkryć rzuca się dużym cieniem na najważniejszy aspekt tej książki… Liczę na to, że ten wątek zostanie dobrze opracowany, bo inaczej będzie klapa. 

Chwilami trudno mi uwierzyć, że Dixenowi udało się zapanować nad tą wielogłosową narracją, a jednocześnie stworzyć świat pełen tajemnic i jeszcze przenieść połowę akcji daleko od naszej planety. Fobos. Tom 2 ani nie razi przesadną epickością, ani nudą. W kontynuacji jest miejsce na wszystko: spiski, śmierć, pościg i miłość. A taka mieszanka musi się przyjąć, zwłaszcza kiedy podaje się ją tak zgrabnie opisaną. 

Z czystym sumieniem i wielką ulgą mogę powiedzieć, że kontynuacja Fobosa nie odstaje od pierwszego tomu i trzyma jego poziom, a przy tym różni się od niego tak bardzo, jak to tylko możliwe. Historia trwa dalej, a ja mam nadzieję na to, że finał również mnie nie zawiedzie. 


Obejrzyj też:
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz