Koncert muzyki z "Wiedźmina", czyli "Percival. Wild Hunt Live" w Bydgoszczy!

Co prawda nie mogę się pochwalić długą tradycją czytania książek fantastycznych, ani nawet bujnym zarostem, który pomógłby mi wtopić się w tłum starych wyjadaczy, niemniej byłbym ostatnią maszkarą bądź tępym utopcem, gdybym przepuścił wiedźmiński koncert grany mi pod nosem... 

Kwestia to wiary czy faktów - pewnie nie sięgnąłbym po literacki pierwowzór Wiedźmina Sapkowskiego, gdyby nie facynacja grą. Grą, dodam, którą kupiła sobie moja żona, a którą ja przez pewien czas gardziłem (no błagam - ja i Wiedźmin!?). Na szczęście moja ślepota okazała się uleczalna, a dziś cieszę się fantastycznymi początkami z prozą Sapkowskiego i światem Geralta z Rivii. 


Co tu dużo mówić - jednym z bardzo wielu atutów growego Wiedźmina jest muzyka. Świetna, klimatyczna i wpadająca w ucho. Niby nie przepadam za takimi klimatami, a jednak muzyka z Dzikiego gonu zakotwiczyła mi się w głowie i co jakiś czas raczy mnie zapamiętanymi kawałkami, które to często wracają mi na myśl zwłaszcza pod prysznicem. A że pod prysznicem zwykłem myśleć jedynie o przyjemnych i fajnych rzeczach, lepszej rekomendacji nie mógłbym dać. 

22 marca miałem niewyobrażalną frajdę i wielką przyjemność uczestniczyć w koncercie zespołu Percival Schuttenbach (odpowiedzialny za muzykę w grze). Koncert w Bydgoszczy odbył się w ramach trasy Percival: Wild Hunt Live. 

Jeszcze przed rozpoczęciem koncertu atmosfera była przednia. Na scenie w filharmonii czekały niecodzienne, wręcz starodawne instrumenty muzyczne. Ogólnie nie było do czego się przyczepić w kwestii oprawy wizualnej. Muzycy mieli nawet kubki i czarki wyciosane w drewnie! Dowodzi to olbrzymiej staranności i dbałości o najmniejsze szczegóły. 

A kiedy koncert się rozpoczął, w powietrzu czuć było prawdziwą magię i można było zapomnieć, że jest się tylko uczestnikiem koncertu. Zespół - w strojach nawiązujących do tradycji, zagrał najpopularniejsze kawałki znane z gry oraz zupełnie nowy, przygotowany specjalnie na tę trasę utwór Oczy Wiedźmina. 

Ale muzyka nie była jedynym, co raczyło nas przez półtoragodzinny koncert. Towarzyszący zespołowi członkowie teatru AVATAR dali niezły popis wcielając się w stwory znane z wiedźmińskiego świata i szalejąc po scenie, a nierzadko i wśród widzów. Sukkub, bruxy, a nawet i Geralt (choć ciemnowłosy) i Yennefer. Zamknięcie tego widowiska w skromnym określeniu koncert byłoby sporym niedomówieniem. Występ Percivala był prawdziwą sztuką i ucztą dla uszu oraz oczu. Dodatkowo wrażenia wzmagały wizualizacje z gry, choć mnie i tak trudno było oderwać oczy od sceny. 

Koncert muzyki na żywo to zawsze bardzo duże przeżycie, niemniej i tak pozostaję z uczuciem, że byłem świadkiem i uczestnikiem czegoś naprawdę wyjątkowego, kiedy siedziałem pod samą sceną na występie Percivala. Wydarzenia doskonałego pod kątem muzycznym oraz wizualnym. Starodawne, niejednokrotnie ręcznie robione instrumenty (w tym lutnia czy - o ile mnie wzrok nie zwiódł - poroże), dopełniły całości, czyniąc to wydarzenie prawdziwą ucztą dla zmysłów. 

To był naprawdę doskonały wieczór.
Gratulacje dla zespołu i teatru AVATAR!
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz