"Wiedźmin. Ostatnie życzenie" - Andrzej Sapkowski

Nie wszyscy wierzą w św. Mikołaja, tak samo jak nie wszyscy muszą wierzyć we wróżkę Zębuszkę. Ludzie w różne rzeczy wierzą, a w jeszcze różniejsze nie wierzą. Weźmy na ten przykład takiego Andrzeja Sapkowskiego. Skądinąd znane nazwisko. Kojarzone, słusznie zresztą, z Wiedźminem. Andrzej Sapkowski nie wierzy w to, że gra multimedialna może kogokolwiek przekonać do przeczytania książki. W takiej chwili czuję się trochę jak taki św. Mikołaj. Ten prawdziwy, zgodny z wizją Coca-Coli (w czerwonym kubraku i z długą, białą brodą). Bo niby mnie nie ma, a przecież jestem. Bo przecież nie sięgnąłbym pewnie po najsłynniejszą historię Sapkowskiego, gdybym wpierw nie rozpierniczył kilku(set) utopców, ghuli i innych północnic w grze! Ale może i marny ze mnie przypadek, bo pewnie i po grę bym nie sięgnął, gdyby nie moja mała, słaba i mało inteligentna żona (cytując klasyka głupoty wszelakiej i nieograniczonej – JKM), która pierwsza ją odkryła…

A tak i w grę zagrałem, i książkę przeczytałem. Całą. Nie żadne streszczenie.
Panie Andrzeju, czy już Pan we mnie wierzy?

(W temacie gry dodawać głośno nie będę, że mój Geralt, w przeciwieństwie do Geralta Natalii, nie stał się pierwszym chędożycielem w świecie, lecz pozostał wiernym monogamistą).

Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej. Nie był stary, ale włosy miał zupełnie białe. Kiedy ściągnął płaszcz, okazało się, że na pasie za plecami ma miecz.
Białowłosego przywiodło do miasta królewskie orędzie: trzy tysiące orenów nagrody za odczarowanie nękającej mieszkańców Wyzimy strzygi.

Takie czasy nastały. Dawniej po lasach jeno wilki wyły, teraz namnożyło się rozmaitego paskudztwa – gdzie spojrzysz, tam upiory, bazyliszki, diaboły, żywiołaki, wiły i utopce plugawe. A i niebacznie uwolniony z amfory dżinn, potrafiący zamienić życie spokojnego miasta w koszmar, się trafi.
Tu nie wystarczą zwykłe czary ani osinowe kołki. Tu trzeba zawodowca.
WIEDŹMINA.

Mistrza magii i miecza. Tajemną sztuką wyuczonego, by strzec na świecie moralnej i biologicznej równowagi.

Co ja mogę powiedzieć mądrego na temat książki, o której powiedziano już wszystko? Cóż mi pozostaje do odkrycia, gdy ostatnie miejsce na mapie jest wyeksplorowane bardziej niż ciało lafiryndy z zamtuza?

No tak. Sapkowski dowalił do pieca tworząc nie jednego, a cały zestaw genialnych i charakterystycznych postaci. W jego świecie jest kolorowo i różnorodnie, a każdy – zwłaszcza po kielichu – ma wiele do powiedzenia. Nie ma znaczenia, czy to Geralt, czy Jaskier czy podrzędny Torque – każda postać dodaje temu światu barw i jest jego świetnym budulcem.

Do tego klimat szczękających kling, potworów , spisków i intryg okraszonych średniowieczną aurą i podkreślony stylizowanym językiem oraz bardzo ciętym humorem – opowiadania o wiedźminie zapisują się w pamięci. Nie tylko ze względu na świetnych bohaterów, tło czy język. Ale i ze względu na genialne aluzje literackie do bardziej lub mniej znanych baśni czy legend, które Sapkowski wprowadza do swojego świata z dużą swobodą i humorem. Czuć w tym rękę mistrza biegłego w swoim fachu i czerpiącego z lat doświadczeń.

Jako bezwzględny antyfan opowiadania jako formy, która mnie nudzi i odrzuca powierzchownością treści i brakiem wnikliwości, czuję się wprost oczarowany Ostatnim życzeniem, które mogę określić mianem pierwszego zbioru opowiadań, który lubię szczerze i z całego serca.

Czytanie Wiedźmina to olbrzymia przyjemność i uczta dla szarych komórek, które stały się niejako skamielinami umysłu i dysponują dawno zapomnianymi informacjami. Bo Wiedźmin zmusza do przypominania sobie tych starych historii, które zasłyszało się jako dziecko, a każde skojarzenie wywołuje błogi uśmiech na twarzy. Z drugiej strony umysł wysila się z całych sił, by zapamiętać te wszystkie cięte i pieruńsko trafne riposty. Na próżno, bo bogactwa tu więcej, niż jesteś w stanie udźwignąć.

Słowem krótkiego i mało wydumanego podsumowania: jest bardzo dobrze. W przypadku omawiania drugiego zbiorku opowiadań użyję pewnie określenia: jest okropecznie dobrze. Ale tym razem bardzo dobrze musi wystarczyć. 


Obejrzyj też: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz