"Rywalki. Kolorowanka" Kiera Cass

Choć kredki są moim wrogiem, a zimna wojna między nami trwa już od wielu lat, nie potrafię nauczyć się ignorować kolorowanek, dla których bazą są książki. Stale jednak podkreślam fakt istnienia owego konfliktu, albowiem z uporem maniaka nie zbliżam się do tych kolorowanek z żadnymi kolorodajnymi zamalowywaczami. Wystarczy mi, że dla mnie samego te ilustracje są najładniejsze, kiedy pozostawi się je w naturalnej, czarno-białej, wersji (i tego przekonania będę się trzymać – w końcu to bezpieczniejsze dla dumnej i delikatnej męskiej psychiki, aniżeli przyznani się do tego, że jest się kompletnym beztalenciem w sferze kolorowania…).

Skoro już się naprodukowałem w temacie samych kolorowanek, pora znaleźć jakieś wytłumaczenie, dlaczego facet, któremu za pięć minut stuknie trzydziestka na karku, z bananem na gębie sięga po kolorowankę najbardziej babskiej serii wszechświata i okolic – Rywalek Kiery Cass…

Wkrocz w świat bajecznych sukni i niesamowitego romansu dzięki tej pięknie ilustrowanej kolorowance inspirowanej bestsellerową serią Kiery Cass Rywalki.

Oryginalne czarno-białe rysunki przywołują ulubionych bohaterów i ulubione momenty z serii, a pięknie zaprojektowane litery cytatów przypominają fragmenty ze wszystkich pięciu części Rywalek.

No dobrze. W skali pięciogwiazdkowej już na starcie odejmuję tej kolorowance trzy gwiazdki za największe niedopatrzenie, którego dokonano z premedytacją. A skoro niedopatrzenie nie występuje łącznie z premedytacją, mowa tu o samej premedytacji, więc czuję się w obowiązku uciąć jeszcze jedną gwiazdkę. I nie pomoże fakt, że byłem przed tym ostrzegany. Mianowicie: GDZIE JEST SCENA, KIEDY AMERICA OBIJA MAXONOWI KLEJNOTY? 

Sądzę, że tylko taka ilustracja przekonałaby mnie do kolorowania. Ba, już sobie wyobrażam tę mieszankę różu i fioletu na twarzy kopniętego! 

No dobra, na poważnie. 
Marzyła mi się ta kolorowanka, ponieważ sama seria oczarowała mnie w sposób niepojęty. Do tej pory nie jestem w stanie wytłumaczyć, co mnie zachwyciło w książkach o księciu, księżniczkach i kandydatkach na księżniczki lub ewentualnie księcia… A jednak zdarzył się cud i nie ma co się nad tym rozwodzić. 

A kolorowanka… No cóż. 
Uwielbiam kolorowanki na podstawie książek, choć bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że dużo większą sympatię budzą we mnie te, których ilustracje nie opierają się na filmach, lecz zostały stworzone od zera z myślą o samej kolorowance. Te filmowe bywają niedopracowane i wyglądają, jakby kiepski grafik przerobił je na szybko z kadru filmowego… 

Na tym polu Rywalki mają dużo więcej do zaoferowania, bo nie dość, że te obrazki są fajne i fikuśne, to na dodatek mamy gwarancję, że nigdy wcześniej ich nie widzieliśmy. Totalna nowość, premiera i pierwsze ilustracje do książki! Same plusy. 

Kolejnym atutem jest fakt, że w tej kolorowance nie znajdziemy ilustracji rozciągających się na dwie stronice. Bo czy komukolwiek udało się kiedykolwiek dobrze pokolorować taki obrazek, który zajmuje dwie strony? Dla mnie to zbrodnia w biały dzień i rzecz wołająca o pomstę do nieba. Kolejny punkt dla Rywalek. 

OK, jest sporo pustych stron (na każdej kartce obrazek do kolorowania znajduje się tylko na jednej stronie) i sporo zapychających miejsce cytatów, ale całość – jak dla mnie – broni się bez najmniejszego problemu. Wystarczy powiedzieć, że Rywalki czytałem jakieś kilkadziesiąt książek temu, a obrazki znajdujące się w kolorowance, pozwoliły mi na nowo przeżyć przygodę spisaną w pięciu tomach. I może ktoś to nazwie głupotą, ale dla mnie taka czysta kolorowanka jest idealnym dopełnieniem książki, bo – jak dziecko – uwielbiam książki z obrazkami. 

Na podsumowanie nie mam nic do dodania, ponieważ wciąż się focham o brak tego rysunku z Maxonem i jego obitymi klejnotami… 

Wróć! Nie mam na myśli ilustracji przedstawiającej obite klejnoty Maxona, lecz tę bardziej dynamiczną, na której America – korzystając z kolana – obija mu je.
To byłaby epicka ilustracja! 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz