"Okrutna korona" - Victoria Aveyard


To już pewnie kwestia czasów, w których przyszło mi żyć (nie narzekam), ale trudno mi sobie wyobrazić popularną serię bez zbiorku dodatków do niej. Przywykłem również do przeciętności owych dodatków i tego, jak w zasadzie niewiele wnoszą do świata owych wspaniałych serii. A mimo to i tak nie potrafię sobie odmówić przedłużenia choćby o chwilę przygody z historiami, które bardzo lubię.

Dlatego dziś, z premedytacją, podzielę się swoimi ambitnymi wnioskami i niezwykle wiele wnoszącymi do życia przeciętnego czytacza refleksjami na temat dodatku, na myśl o którym wiele osób od dłuższego czasu zgrzyta zębami. Bynajmniej, nie dlatego, że dodatek nie okazał się ciekawy, lecz dlatego, że… w ogóle się nie ukazał. 

Okrutna korona to zbiór (jak to doniośle brzmi!) dwóch opowiadań nawiązujących do Czerwonej królowej Victorii Aveyard: Pieśń królowej i Stalowe blizny. 

Pieśń królowej to historia królowej Coriane, matki Cala, a Stalowe blizny to opowieść przedstawiająca losy Farley. 

Zacznę od tego, że opowiadanie poświęcone Coriane jest genialne i stanowi cudownie jasny punkt na tle dziesiątek słabych dodatków, jakie ukazały się w ostatnich latach. Nie tylko rzuca nowe światło na znane z powieści fakty, ale i przedstawia bardzo ciekawą bohaterkę oraz jej losy. Nie znaczy to, że Stalowe blizny są kiepskie, aczkolwiek muszę przyznać, że nieszczególnie przepadam za Farley. Dotychczas nie przekonała mnie do siebie, choć to opowiadanie spowodowało lekkie ocieplenie naszych relacji. 

Stylistycznie i językowo, Okrutna korona nie ustępuje powieściom, ale co najważniejsze, skupia się na rzeczach, które mają znaczenie dla głównej fabuły. To niby tak niewiele, a jednak wielu autorów pisze dodatki zupełnie od czapy, byleby luźno nawiązać do tekstu, który zapewnił im sławę i zarobek. 

Ale żeby nie było aż tak kolorowo – historia Coriane jest za króóóóóótka! Osobiście nie miałbym nic przeciwko, gdyby sama Pieśń królowej liczyła sobie z trzysta stron. Choć z drugiej strony, Aveyard w doskonały sposób streściła tę historią na tych kilkudziesięciu kartach… 

Okrutna korona to bez wątpienia jeden z ciekawszych dodatków, jakie miałem przyjemność (podkreślę to jeszcze raz: PRZYJEMNOŚĆ) przeczytać. Niewymuszony, z pomysłem i nie pozwalający się nudzić. Teraz czas, by zbiorek został wydany w Polsce! Fani Czerwonej królowej będą zachwyceni! 


Obejrzyj też: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz