"Kalesony Sokratesa" - Jakub Łaszkiewicz

Być może to i jest oznaka łajdactwa i ostatniego bydlęctwa, ale nic nie poradzę na to, że gęba mi się śmieje sama z siebie na myśl o tych wszystkich rodzicach, którym przypadkowa lektura Kalesonów Sokratesa wyleje kubeł zimnej wody na głowę… Niby wszyscy powtarzają, jaka to młodzież jest trudna, ale jednocześnie rodzice wolą pozostać ślepi na to, co się dzieje na etapie gimnazjum. Pierwsze poważne związki, seks, przeklinanie, zdrady, papierosy, alkohol… Który z rodziców patrząc na swojego czternastolatka pomyśli, że ten potajemnie ogląda porno, czy – nie daj Boże! – śmie się masturbować! 

Przeciętny rodzic wiedzę o nastolatkach czerpie ze Szkoły, a spokojny sen zapewnia mu największe kłamstwo świata: mojego dziecka to nie dotyczy. Bo tak łatwiej. 

W takim świecie i przy takich przekonaniach, nie może być nic gorszego od bezlitośnie szczerej książki o gimnazjalistach napisanej przez gimnazjalistę. 

Maciek założył bloga, gdzie dzieli się swoimi przemyśleniami na temat dzisiejszych gimnazjalistów, miesiączkowania pingwinów cesarskich i muzyki rockowej.

Patryk jest otwarty na ludzi mniej więcej tak, jak katolicy na twórczość zespołu Behemoth. Gra na basie w najznakomitszej kapeli punkowej w dziejach wszechświata i jest najwidoczniej trochę głupi, bo zamiast podejść i zagadać do dziewczyny śledzi ją, stalkuje i wymienia wiadomości na fejsie.

Maciek poznaje Patryka, co w zasadzie nie jest istotne dla fabuły, ale w sumie fajnie, jeśli losy dwóch głównych bohaterów się łączą.

Nastoletnie miłości – są. Problemy z rówieśnikami – są. Chciałoby się powiedzieć, że książce tej brakuje tylko niepoprawnie politycznych żartów, ale te również możemy tu znaleźć, co czyni z „Kalesonów Sokratesa” znakomity kąsek dla osób, którym hormony buzują trochę za bardzo.

„Kalesony Sokratesa” to książka o młodzieży dla młodzieży. O relacjach międzyludzkich, muzyce, miłości, współczuciu i całej masie innych, nie aż tak pozytywnych uczuć. A wszystko napisane z dystansem i przymrużeniem oka.

Przywykłem już do tego, że o młodzieży piszą ci, którzy młodość już dawno mają za sobą. John Green, Matthew Quick czy Jennifer Niven – to jasne przykłady umiejętnego i trafnego pisania o problemach nastolatków, pierwszych miłościach czy zabawnych bądź absurdalnych sytuacjach. Ci autorzy zdają się trafnie odgadywać to, co młodym siedzi w głowie i zgrabnie wplatają to w fabuły swoich powieści. Ich książki sprzedają się w sporych nakładach i są powszechnie uwielbiane. 

Kalesony Sokratesa wyróżnia fakt, że to książka napisana przez nastolatka, który kładzie kawę na ławę. Nie upiększa, nie idealizuje – po prostu mówi jak jest. Głównie o rzeczach, o których z rodzicami się nie rozmawia. 

To nie jest wybitna książka, a Łaszkiewicz nie jest nowym Greenem. Powiedziałbym, że to surowy obraz polskiego gimnazjum. Historię stanowi tu codzienność, więc o wielkich splotach fabularnych czy zwrotach akcji nie ma mowy. 

Fabułę poznajemy z dwóch perspektyw: postów zamieszczanych przez Maćka na blogu i perspektywy trzeciej osoby, która towarzyszy historii Patryka. Zdecydowanie lepiej prezentuje się tu forma blogowa, bo i jest łatwiejsza do pociągnięcia. 

Bohaterowie to typowi gimnazjaliści, nie bardzo zastanawiający się nad konsekwencjami swoich działań i nie wyciągający wniosków. Niezbyt skomplikowani, skupiający się na błahostkach i popełniający te same błędy, co wszyscy. Nie powiem - ta książka zaprezentowała bogatą listę moich wpadek czy nieprzemyślanych zachowań, które przypomniały mi czasy gimnazjum, na nowo przywołując dawno zapomniane uczucie zażenowania… 

Trudno tu mówić o wybitnym stylu czy fabule, ale myślę, że jeśli Kuba nie zrezygnuje z pisania, to wszystko przyjdzie z czasem. Póki co, główną i olbrzymią siłą Kalesonów Sokratesa jest bardzo trafne i wiarygodne przedstawienie codzienności gimnazjalisty. Bez zbędnego spinania tyłka czy chowania się za dorosłymi i zgrywania aniołka. Zwłaszcza fajny jest w tej książce obraz typowego gimnazjalisty, który pokazuje jak bardzo sposób myślenia zmienia się z wiekiem. I jak bardzo zmieniło się samo gimnazjum. Dla mnie to z jednej strony podróż do przeszłości, a z drugiej zupełnie inna rzeczywistość. Niepojęta, a jednak pomimo wielu zmian, tak bliska temu, czego sam doświadczałem. 

Nie mogę powiedzieć, by Kalesony Sokratesa zmieniły moje życie, czy w jakikolwiek sposób na nie wpłynęły. To zabawna i niewymagająca lektura, która pozwala na chwilę oderwać się od rzeczywistości i powspominać dawne czasy. Co prawda, brakuje mi w niej bardziej wyrazistego zakończenia, ale czy w gimnazjum cokolwiek kończy się w bardzo wyrazisty sposób? 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz