"Całkiem obcy człowiek" - Rebecca Stead

I co ja mam zrobić z tymi nastolatkami? Dawniej nikt nie mówił o problemach nastolatków, bo największym problemem byli oni sami. Dziś wydawane są kolejne powieści traktujące o tym, jakie ciężkie i skomplikowane jest życie w młodzieńczym wieku… Nagle niezrozumiały kosmita zyskał sobie status człowieka! 

Pytanie, które zadaję sobie w tej chwili to: jak Całkiem obcy człowiek Rebekki Stead ma się do masy innych młodzieżowych obyczajówek?

„Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?”

Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu.

A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.

Całkiem obcy człowiek to niezwykła książka o miłości i przyjaźni, zaufaniu i zdradzie, chłopakach i dziewczynach…
O nastolatkach, z których każdy usiłuje znaleźć własny sposób, by przetrwać w wariackim świecie, nie łamiąc sobie serca, i nie zwariować.

Mam wrażenie, że niezwykła to jeden z najbardziej nadużywanych epitetów wykorzystywanych w opisach książek. Gdyby każda niezwykła książka była naprawdę NIEZWYKŁA, ze święcą szukalibyśmy zwykłych książek. Jest to też jeden z najważniejszych powodów, dla których z taką niezachwianą pewnością pomijam większość blurbów i nawet ich nie czytam – nie chcę podchodzić do lektury w oparciu o wielce obiecujące slogany… 

Co może być niezwykłego w książce o nastolatkach? Bycie nastolatkiem to nie wybiórcza choroba czy coś, czego możemy uniknąć. O ile nasze życie nie kończy się tragicznie wcześnie, każdy z nas przeżywa wiek młodzieńczy i doświadcza na własnej skórze miłości, przyjaźni, zaufania, zdrady. To nieuniknione. I, paradoksalnie, zwyczajne do bólu. Co więc czyni Całkiem obcego człowieka lekturą niezwykłą? 

Nie ma takiej rzeczy. I nie piszę tego z przekąsem, czy rozczarowaniem. Po prostu stwierdzam fakt. Bo trudno mi wymagać, by książka o nastolatkach była niezwykła. Kiedyś takie pisał John Green, ale potem zapanowała moda na tego typu historie, co sprawiło, że niezwykłe stało się powszechne. Paradoksalnie: to, co mogłoby uczynić powieść Stead niezwykłą jest jej… skrajna zwyczajność. Bo Całkiem obcy człowiek to stosunkowo luźna opowieść z dorastaniem w tle, relacjonująca bieg zdarzeń, jaki moglibyśmy odnaleźć w niejednym gimnazjum. Bez zbytniego wydumania czy parcia na wywoływanie wzruszenia. Nie ma chorób, nie ma trupów, nie ma szaleństwa i innych wybitnie ciężkich zjawisk, z jakimi styka się człowiek. Jest samo życie i nic więcej. Okej, powiecie, jest wypadek – ale to jedynie sfera wspomnień. Tak więc nie ma nic: żadnych poważnych dramatów. 

W trakcie lektury doszedłem do dwóch wniosków. Wniosek nr 1: fajna książka. Wniosek nr 2: ta książka jest o niczym. To historia, która mogła się rozegrać obok nas w którejś ze szkół. Bez zbędnych fajerwerków czy innych fikuśnych dodatków. Co za tym idzie: lektura nie wywołuje skrajnych odczuć czy relacji. Brzmi raczej jak historia opowiadana przez psiapsiółę. Słowem: życie. Bez widowiskowych zwrotów akcji czy mrożącego krew w żyłach finału. 

Wrażenia z czytania Całkiem obcego człowieka porównałbym do kąpieli w wodzie o temperaturze odpowiadającej temperaturze ciała. Nie czuć ani ciepła, ani zimna. Jest jedynie mokro. Tak też było z tą książką – przeczytałem ją, ale jej treść w żaden sposób nie wpłynęła na moje życie. Była jak jeden z wielu zwykłych dni, które nie zapisują się w pamięci. Z jednej strony podobała mi się – fajnie napisana i ogólnie sympatyczna, a z drugiej pobawiona czegokolwiek, co mógłbym określić mianem kotwicy. Za rok nie będę o niej pamiętał. Bo to książkowy fastfood. 

Być może to znak, że jestem już za stary na takie normalne opowieści o nastolatkach. A może po prostu wspomnienie mojej młodości przyćmiewają tę historię? Nie wiem. Wiem jedynie, że nie potrafię ocenić Całkiem obcego człowieka – tak jak nie jestem w stanie ocenić otaczającej mnie codzienności. Norma i tyle. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz