"Futu.re" - Dmitry Glukhovsky

Wśród popularniejszych tekstów promujących Futu.re pojawił się jeden, który wyjątkowo mocno do mnie przemówił: O ile autor METRA 2033 był jeszcze właściwie chłopcem, to FUTU.RE napisał już mężczyzna

Do diaska, jaka to będzie książka, skoro już Metro wywarło na mnie tak wielkie wrażenie?

Pokonaliśmy śmierć. I co dalej?

Odkrycia naukowe poprzedniego pokolenia zapewniły mojemu nieśmiertelność i wieczną młodość.

Ziemię zaludniają piękne, tryskające zdrowiem i nieznające śmierci istoty.

Lecz każda utopia ma swoje cienie.

Tak… Ktoś musi to robić – czuwać, by ów nowy wspaniały świat nie runął pod ciężarem przeludnienia, dbać, by jego kruchej równowagi nie zniszczyły zwierzęce instynkty człowieka. Ktoś musi troszczyć się o to, by ludzie żyli tak, jak przystoi nieśmiertelnym.
Tym kimś jestem ja.

Tym, co najbardziej urzekło mnie w poprzednich książkach Glukhovsky’ego nie była kreacja świata czy pokazanie grozy czającej się w ciemnych korytarzach. Zachwycił mnie sposób, w jaki rosyjski autor ukazał człowieka. Jako istotę słabą, przekonaną o własnej wyższości i po prostu ułomną. Nie spotkałem się jeszcze z książkowym obrazem człowieka, który byłby tak perfekcyjnie realny i próżno mi szukać jakichkolwiek porównań. Zarówno kreacje bohaterów, jak i dialogi są w powieściach autora Metra doskonałe w każdym, nawet najmniejszym calu. 

Czego mogłem się spodziewać po książce, w której Glukhovsky dotknie tematu marzeń milionów ludzi żyjących w różnych czasach i epokach? Do dziś żyją opowieści o alchemikach starających się pokonać śmierć. I w Futu.re to marzenie się spełnia. Tyle, że nieskończone życie nie okazuje się tu sielanką i cudem bożym, lecz najstraszniejszą z możliwych dystopii… 

Znowu człowiek jest w centrum. Człowiek i jego ego. Jego wieczne, najważniejsze JA. Glukhovsky w oszałamiający sposób wykreował wizję świata z XXV wieku, nadając mu sens, klimat i pełną funkcjonalność. Do tego wyeksplorował psychikę człowieka i obnażył go, jak nigdy wcześniej, dając popis niesamowitej znajomości ludzkiej natury. 

Sprawy takie jak przeludnienie, rozmnażanie się, wiara, polityka czy hierarchia wartości i walka o porządek – to wszystko buduje klimat tej powieści i pokazuje nieuchronne konsekwencje nieśmiertelnego życia. Jaką rolę odgrywałby w życiu człowieka Bóg, kiedy wszyscy bylibyśmy bogami? Co stałoby się z naturalnym pięknem świata, gdyby zamiast ośmiu, było nas ponad sto miliardów? Dokąd byśmy uciekali i jak byśmy żyli? 

Glukhovsky odpowiada na każde z tych pytań oraz na wiele innych, ukazując krok po kroku prawdziwe oblicze człowieka i obnażając go ze wszystkich słabości. Ten człowiek to diabeł wcielony – widzi to, co mamy w sercach i potrafi tym manipulować, jak żaden inny autor! 

Nie spodziewałem się, że Futu.re będzie lekką lekturą do poduszki, ale nie sądziłem też, że tak bardzo mną wstrząśnie i spoliczkuje!

Ta historia mogłaby być świetnym science fiction, gdyby nie to, że ma w sobie tyle prawdy. A prawda nie jest tym, co lubimy. 

Mocne, obrazoburcze i napisane z wielkim kunsztem Futu.re powala na kolana i długo nie pozwala podnieść się z klęczek. Glukhovsky wszedł na wyżyny swoich możliwości, zarówno pod kątem kreacji świata, jak i bohatera, a także i stylu, który nigdy dotąd nie był tak obrazowy, a zarazem tchnący naturalnością. 

Mistrzostwo świata i tyle.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz