Rzecz o tym, jak zły wydawca sam postanowił sprzedawać swoje książki

Rzecz się stała niesłychana! Po kilku miesiącach od publikacji książki, wydawnictwo zdecydowało się na równoczesną premierę jej drugiego i trzeciego tomu, z tym że zagwarantowało sobie wyłączność na sprzedaż tych tytułów. Fani są wściekli, żałują zakupu pierwszego tomu i grożą czytaniem serii w oryginale. Czy ich pretensje są słuszne? 

Nie bawmy się w kryptonimy. Stanowiący odnogę wydawnictwa Otwartego Moondrive uruchomił niedawno swój sklep internetowy. Niby nic szczególnego, bo księgarni internetowych mamy dziś na pęczki (inna sprawa, czy z nich korzystamy). I pewnie fakt ten nie wzbudziłby większej uwagi, gdyby nie kontrowersyjna decyzja o tym, że kontynuacje trylogii Starbound Amie Kaufman i Meagan Spooner, można dostać tylko i wyłącznie w tym sklepie. 

Posypała się lawina negatywnych komentarzy, których autorzy nie pozostawili na wydawcy i nowym sklepie suchej nitki. Te z kolei zainspirowały mnie do tego, by głośno zadać pytania, których większość z tych osób nie chce sobie zadać. 

NIE KUPUJĘ KSIĄŻEK W INTERNECIE! 
Przede wszystkim, zaskoczył mnie fakt, jak wielu czytelników nie ufa księgarni internetowej w temacie kupowania książek. Wielu obawia się o uszkodzenie książki w czasie transportu. Obawa uzasadniona: sam niejednokrotnie wyjmowałem ze skrzynki pocztowej paczkę złożoną w trąbkę. Tyle, że już jakiś czas temu sprzedawcy internetowi znaleźli na to skuteczne rozwiązanie: pakowanie książki w karton. Czasami dodatkowo owinięcie jej folią bąbelkową. Bywa, że tygodniowo dociera do mnie po kilka książek i stan rzeczy utrzymuje się od jakichś 2 lat i, muszę to przyznać szczerze, nie pamiętam, kiedy ostatnim razem otrzymałem uszkodzoną przesyłkę. Za to pamiętam poszukiwanie niedostępnej w Internecie książki w empiku i konieczność zapłacenia całej ceny okładkowej za ostatni, zmaltretowany egzemplarz… Tyle w temacie, że w księgarni stacjonarnej zawsze znajdę książkę w idealnym stanie. 

Innym powodem niechęci do zakupu książki przez Internet jest czas oczekiwania. Z tym nie polemizuję. Trzeba poczekać. Może kiedyś i do nas dojdzie rozwiązanie stosowane roboczo w Stanach przez Amazon, który wykorzystuje specjalne drony do błyskawicznych doręczeń w niedalekim promieniu. 

Tym, co mnie dziwi najbardziej, jest jednak przywiązanie do tradycji zakupów w księgarni. Zwłaszcza, że na ogół książkę można dostać w Internecie dużo taniej (dla mnie ta różnica w cenie jest decydująca, wobec czego bardzo rzadko kupuję w księgarni stacjonarnej). Nawet młodzi czytelnicy decydują się na zakupy w realu, co mnie zaskakuje, biorąc pod uwagę jak wielką rolę odgrywa w naszym dzisiejszym życiu Internet.

ZA DROGO! 
Kolejny argument. Nie kupię u was za cenę okładkową, bo cena jest za wysoka. Ale gdyby książka była w empiku, to pobiegniesz po nią bez zastanowienia, prawda? 

OK, mnie też wkurzają stale rosnące ceny książek, a szlag mnie trafia, kiedy za coś, co liczy sobie mniej stron niż nowy numer Twojego stylu, muszę zapłacić 40 zł. Też wyszukuję najlepszych okazji w sieci i staram się płacić za książki jak najmniej. 

Ale nie zawsze tak się da. Moondrive zdecydował się sprzedawać swoje książki w takiej, a nie innej cenie i możemy to uszanować, albo nie. Przy czym rzucanie tekstów w stylu: czego się nie robi dla większego zarobku jest najzwyczajniej w świecie słabe… Bo po co wydawnictwo wydaje książki? Kochani, to biznes. Na biznesie się zarabia. A jeśli się nie zarabia, to jest się dupą, a nie biznesmenem… 

Do kwestii cen książek jeszcze wrócimy… 

CO ZA CHORY MONOPOL! 
I ostatnia (zdaje się) popularna bolączka. Nic nas tak nie wkurza jak monopol. Lubimy mieć wybór. Moondrive odebrał nam możliwość dokonania wyboru. Kupujesz w ich sklepie, albo wcale. 

Zły, brzydcy, niedobrzy! 

Prawo wyłączności na rynku książki nie jest niczym nowym. W ten sposób od lat działa empik, który nierzadko ma do dyspozycji nowości książkowe, które do innych źródeł dystrybucji trafią w późniejszym czasie, albo w ogóle. Wystarczy zajrzeć do gazetki, by przekonać się, że to nie są puste słowa. 

Może to i temat na szerszą rozprawę, ale postaram się streścić: empik jest dzisiaj prawdziwym monopolistą na rynku książki. Wszyscy chcą tam sprzedawać, a firma tylko na tym zyskuje. Bo stała się niejako przodownikiem i guru. Jeśli nie znajdziesz czegoś w empiku, nie warto tego szukać. 

Źródło zdjęcia: http://moje-bestsellery.blogspot.com/
Co więcej: empik zdziera pieniądze z wydawnictw na każdy możliwy sposób. Bynajmniej, nie zarabia na sprzedaży książek, lecz… na ich eksponowaniu. Wydawca musi zapłacić od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych za dobre pokazanie książki. Za wszystkie te książki, które znajdują się na wyspach czy wyróżnionych regałach, wydawca musi płacić. Ba, płaci się nawet za to, by wyeksponować książkę frontem do klienta! A lista bestsellerów? Pięćdziesiąt tysięcy i masz bestseller! I empik zarabia na tym każdego dnia. Wydawca, który chce przyoszczędzić (również marża w empiku jest zabójcza, niektóre źródła podają nawet 50%) zawiera porozumienie z empikiem. Na ogół dając mu produkty na wyłączność. Czasami tylko w empiku można dostać pakiet jakichś książek, albo daną książkę w twardej oprawie. Albo jakiś dodatek do książki. Wszystko kręci się wokół wielkich pieniędzy – najdroższa promocja w empiku o jakiej słyszałem kosztowała ponad pół miliona złotych. 

Koniec końców wychodzi na to, że empik zarabia na danej książce lepiej od jej autora czy wydawcy. Mimo to wszyscy chcą tam sprzedawać…

A co ważniejsze: słychać już bardzo niewiele głosów sprzeciwu na empikowski monopol na wybrane pozycje… 

ZŁE DOBREGO POCZĄTKI? 
Na kilka dni przed uruchomieniem sklepu Moondrive’u, zastanawiałem się, dlaczego wydawcy nie sprzeciwią się hegemonowi i nie poszukają innej opcji. Przecież gdyby kilka większych wydawnictw założyło własne sklepy internetowe i pożegnało się z empikiem, skończyłyby się czasy tyranii i krwiopijstwa!

Wtedy wystartował sklep Moondrive’u, który dał mi odpowiedź na to pytanie. 

Widziałem początki niejednego sklepu internetowego. Wiem, jak ciężkie są te początki. I drogie. A mimo to, wiele z nich rozrosło się dziś do monstrualnych rozmiarów i cieszą się powszechną sympatią i zaufaniem. 

Niejednokrotnie kupowałem książki z Moondrive w dużo niższych, niż sugerowana, cenach. I spodziewam się, że taki stan rzeczy prędzej czy później będzie charakterystyczny również dla sklepu wydawnictwa. Nic nie drażni mnie tak bardzo, jak PRZEDWCZESNY hejt. Bo raczej nawet marny ułamek z protestujących w komentarzach nie dał sobie szansy, by sprawdzić działanie sklepu Moondrive’u… Szkoda. Bo w takim układzie większość tych komentarzy to po prostu wydumany i wyssany z palca hejt, a nie słuszna opinia. 

I NAJWAŻNIEJSZE: DLACZEGO?
A teraz odwrócę wszystko do góry nogami. 
Co mogło być jednym z powodów, dla którego wydawnictwo zarezerwowało sobie wyłączność na W spojrzeniu wroga i W sercu światła

Może to test, sprawdzający czy informacja o nowym sklepie dotarła do potencjalnie zainteresowanych, a może świetna odpowiedź na klątwę, z którą tak wiele wydawnictw sobie nie radzi? 

Co nas, czytelników, wkurza najbardziej? Bardziej nawet niż masowe opóźnienia w wydawaniu oczekiwanych przez nas tytułów? 

Nie wydawanie kontynuacji. 

Bywa, że wydawnictwo wyda tom pierwszy i rezygnuje z ciągu dalszego. Zdarza się nawet, że rezygnuje przy tomie trzecim, szóstym czy dziesiątym… A nam przychodzi tylko zgrzytać zębami z niezadowolenia. 

Dlaczego wydawcy rezygnują z serii w trakcie ich wydawania? 
Bo nie opłaca im się ich dalsze wydawanie i dokładanie do interesu. Bo okazuje się, że książka nie cieszy się takim zainteresowaniem, jakiego się spodziewano i najzwyczajniej w świecie nie ma sensu ciągnąć za sobą trupa. Wybaczcie, ale dla garstki czytelników nie ma sensu wydawać dziesięciu książek… Uśmiech nielicznych nie sprawi, że wydawcy będzie się to w jakikolwiek sposób opłacało. 

W swoim obszernym wyjaśnieniu Moondrive zwrócił moją uwagę na pewien problem: 

„No dobra, ale dlaczego tych książek nie będzie w mojej ulubionej księgarni X? Tylko internet?” – dzięki własnemu sklepowi będziemy mogli wydawać dla Was więcej książek. „Jak to więcej?” To proste. Będziemy mogli wznawiać wydania książek, o które prosicie – nawet, jeśli to będzie nakład kilkuset egzemplarzy. W przypadku księgarni stacjonarnych trzeba by zdecydować się na wydrukowanie kilku tysięcy, co może być nieopłacalne. Ponadto będziemy mogli wydawać ciekawe i nietypowe nowości lub zakończenia serii, które nie mogły by się ukazać przy standardowym trybie sprzedaży.

I tu odpowiedź dedykowana zniechęconym fanom trylogii Starbound: a może W ramionach gwiazd okazało się wydawniczą klapą? Może książka nie spełniła oczekiwań i wydawanie jej kontynuacji w dotychczasowej ilości egzemplarzy byłoby strzałem w kolano? 

Mogło być tak, że Moondrive miał dwa wyjścia: albo zakończyć serię na pierwszym tomie i nie wydawać kolejnych, albo drastycznie obniżyć koszty produkcji, wydając np. kilkaset zamiast kilku tysięcy egzemplarzy… Logiczne, że mniejszym nakładem nie obdzieli się wszystkich księgarń. Wystarczy pomyśleć, jakie byłoby niezadowolenie fanów serii, gdyby byli zmuszeni błąkać się po całym mieście w poszukiwaniu tej jednej księgarenki, która ma jeden egzemplarz książki… 

Być może, decydując się na kontrowersyjny krok ze sprzedażą drugiego i trzeciego tomu W ramionach gwiazd w jednym miejscu, wydawca dał z siebie wszystko, by wilk był syty i owca cała? 

Osobiście wolałbym, by moje ukochane serie były kontynuowane i sprzedawane w taki sposób, choćby i za cenę okładkową, niż miały się przedwcześnie zakończyć z powodu nieopłacalności… 

OPŁACONY GŁUPCZE, ILE CI ZAPŁACILI ZA OBRONĘ? 
Cholera… Tak się składa, że nic. Głupi ja! Ale na szczęście mam kontakt do dyrektora Otwartego, może doceni fakt, że bronię Moondrive’u jak lwica swoich kociąt! 

A na poważnie: jak nie bronić czegoś, co dostaje baty za to, że chce zmienić coś na rynku książki? Uważam, że tylko w ten sposób – tworząc własne sieci sprzedaży – można dokonać rewolucji i wpłynąć choćby na zmniejszenie cen książek. W jaki sposób? To proste. Gdyby pozbawić gigantów (np. empik) olbrzymiej marży i przenieść sprzedaż do internetu i robić to na własną rękę, można sporo zaoszczędzić. Ceny książek rosną, bo wszystko drożeje, a promocja w empiku kosztuje krocie. Na czymś trzeba sobie odbić te koszty. W idealnym świecie, wydawca nie czułby się zobowiązany do płacenia haraczu wielkim sieciom dystrybucyjnym, a to odbiłoby się na cenie samej książki. 

To ostatni dzwonek, bo z tego co się mówi, Matras ledwie dycha, a choć słabym jest konkurentem dla empiku, to bez niego rynek książki zwariuje. Ceny poszybują w górę, a ilość wydawanych książek drastycznie spadnie. 

Podstawą dla zmiany jest odwaga wydawnictw i determinacja. A tych na razie brakuje. Być może sklep Moondrive’u okaże się być Bonapartem z naszego hymnu narodowego i pokaże wydawcom jak zwyciężać mają. 

Trzymam kciuki, by tak się stało. Bo cztery dychy za broszurkę to o dwie za dużo. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

10 komentarze:

  1. Naprawdę świetny tekst, całkowicie się zgadzam.
    Z pewnym zażenowaniem obserwowałam rozwój sytuacji, ponieważ moją pierwszą myślą nie było wcale "chcą mnie orżnąć, bo mam zapłacić pełną kwotę za książkę" (jeżeli - jak na to wygląda - nikt nie chce płacić ceny z okładki, to przepraszam bardzo JAK Empik jeszcze funkcjonuje?), ale "a może inaczej te książki po prostu by się nie ukazały"? Łatwiej jednak ciskać się niewiadomo o co. ;) Osoby, które chcą sięgnąć po oryginał nie wiedzą chyba, ile to dopiero kosztuje :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytaczu, jak zwykle w punkt! :) Też nie rozumiem, dlaczego ludzie nie dostrzegają, że tutaj chodzi o wydanie książek DLA NICH, by mogli przeczytać kontynuację rozpoczętej serii, a nie o to, by się wydawca specjalnie wzbogacił. Najwyraźniej książka rzeczywiście nie rozeszła się tak mocno, jak było spodziewane i mnie cieszy, że wydawnictwo wyciągnęlo dłoń do fanów pierwszego tomu. Super sprawa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapodasz link do tego sklepu? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie tam sprawa aż tak nie ruszyła, bo nie czytałam jeszcze serii, ale nie rozumiem, jeśli kupują stacjonarnie, właśnie m.in. w empiku to drożej, więc przez internet taniej, nawet jeśli nie -30%. Mam tom pierwszy, zobaczę jak mi się spodoba, a książki pewnie kupię. ;) A i tekst świetny!

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nic tylko oklaski na stojąco!
    Nic dodać, nic ująć - oby ten tekst trafił do jak największego grona odbiorców! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O akcji nie słyszałam, ale tekst bardzo dobry i dający do myślenia! Oby wszystko poszło w dobrym kierunku :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak mnie zastanawia, dlaczego czytelnicy się burzą. Sprawdzałam cenę tych trzech tomów w sklepie. 69 zł za 3 tomy to jest zdzierstwo?! 23 zł za tom to dużo? Ludzie, ogarnijta się! W innych sklepach spokojnie te powieści kosztowałyby z 30 zł za jedną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi o cenę za 3 tomy, chodzi o taką samą cenę za 2 i 3 tom razem. :) Osoby co mają 1 tom, po prostu czują się oszukane z tego powodu. I powinien być jakiś rabat dla osób co posiadają 1 tom. ;)

      Usuń
  8. Ja też byłam w gronie niezadowolonych a raczej zaskoczonych, bo szczerze, kompletnie nie rozumiałam dlaczego wydawnictwo zdecydowało się na taki krok. Brakowało mi właśnie takiego tekstu jak Twój, który naświetla sprawę z każdej strony, podaje argumenty i muszę przyznać że teraz widzę wszystko w zupełnie innym świetle. Dlatego, naprawdę, dzięki za ten tekst. Jedno bym tylko zmieniła i mogłaby to być propozycja dla wydawnictwa. Może gdyby w ich sklepie pojawiła się też opcja pakietu dwóch tomów z niewielkim rabatem przynajmniej część hejterow dałaby spokój? To chyba nie jest najgorszy pomysł :-)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem szczerze : jestem jedną z tych osób która w pierwszej chwili faktycznie się wkurzyła że kontynuacje można zdobyć tylko z internetu i to że dwie książki można kupić w tej samej cenie co trzy. Bo wiele osób które miały już pierwszy tom poczuły się urażone : "Ale jak to? Rok temu kupiłam/łem pierwszy tom a teraz dla mnie nie ma żadnej promocji?" Tak, faktycznie to pierwsze myśli. Jednak gdy faktycznie się nad tym pomyśli że wydawnictwo mogłoby totalnie olać sprawę i po prostu nie wydać tych dwóch kolejnych tomów a zamiast tego chciało zrobić coś dla czytelników to sprawa się wyjaśnia. Ja wydawnictwo Moondrive kocham najbardziej ze wszystkich dlatego kupię te dwa tomy chodź początkowo ten pomysł też mi się nie podobał. A teraz jest mi go żal że tyle ludzi się na nim "wyżywa" zamiast docenić fakt tego jak to wydawnictwo się stara zadowolić klientów ! Trzeba też pamiętać że tam też pracują ludzie którzy też muszą się za coś utrzymać !!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń