"Na szczęście mleko..." - Neil Gaiman

Dzień to był zwykły, żeby nie powiedzieć, że zwyczajny. Targany pragnieniem Czytacz udał się do znanego tu i ówdzie supermarketu, sygnowanego uśmiechniętą postacią charakterystycznego czerwonego chrząszcza w czarne kropki, by uzupełnić zapasy napojów gazowanych. Wtem ujrzał to. A to uśmiechnęło się do niego i przywołało do góry rozpierdzielonych na prawo i lewo książek. 

Sapiąc, stękając i kląc pod nosem, Czytacz zdołał dokończyć ciężką, fizyczną pracę przerzucania książek i wydobył spod sterty dziwaczny tomik opatrzony znanym Czytaczowi nazwiskiem. Neil Gaiman.  

Wtedy to, Czytacz okazując łaskę swą i miłosierdzie, postanowił dać autorowi Gwiezdnego pyłu jeszcze jedną szansę i zabrał do domu (zapłaciwszy wpierw!) Na szczęście mleko…

Wiecie, jak to jest, kiedy mama wyjeżdża służbowo, a tato zajmuje się domem. Mama zostawia mu długą, naprawdę długą listę spraw, których ma dopilnować. A najważniejsze z poleceń brzmi: NIE ZAPOMNIJ KUPIĆ MLEKA! Niestety, tato zapomina. Dlatego rano, jeszcze przed śniadaniem, musi iść do sklepu na rogu. A to jest opowieść o tym, dlaczego tak długo trwało, zanim wrócił. Występują: profesor Steg (podróżujący w czasie dinozaur), kilka zielonych śluzowatych stworów, królowa piratów, słynny klejnot będący Okiem Sploda, kilka wumpirów oraz całkiem normalny, ale bardzo ważny karton mleka. Wielokrotnie nagradzany bestsellerowy pisarz Neil Gaiman, kończy swój najlepszy dotąd rok wydawniczy tą cudownie zabawną powieścią o podróżach w czasie, dinozaurach, mleku i tacie.

Do książki Czytacz zasiadł przy śniadaniu. A jakże – przy płatkach z mlekiem. Poprawił się i ułożył wygodnie, by nic nie mąciło mu przyjemności czerpanej z lektury, by po kwadransie… wstać i odłożyć książkę na półkę. 

Zrezygnował był!? Odpuścił? 
NIE. Przeczytał calutką. Od deski do deski. Stroniczka po stroniczce. I jakkolwiek Na szczęście mleko… nie podpowiedziało Czytaczowi, czy warto jeszcze raz brać się za Gwiezdny pył, i tak czasu spędzonego na lekturze nie mógł uznać za stracony. 

To świetna, zabawna i barwna książeczka dla dzieciaków, z masą atrakcji rozświetlających wyobraźnię jak światła wesołe miasteczko. Pełna polotu, kolorów i pomysłowa! Bywa zaskakująca i budząca niepewność, ale przede wszystkim wywołuje uśmiech. 

Może i Na szczęście mleko… nie jest szczytem szczytów, może i nawet jest lekko głupkowate, ale w erze tragicznych książek dla młodszego odbiorcy, stanowi coś innego i fajnego. To dobra rozrywka, która z powodzeniem mogłaby zastąpić poranną bajkę w telewizji czy wieczorynkę. Pisana na jeden wieczór. Lub poranek. Posiedzenie o dowolnej porze. Niewymagająca, ale rozweselająca. I odpowiednia dla dzieciaków. A do tego te cudne, klimatyczne ilustracje! 

Co tu dużo mówić: kiedy żona się śmieje, kiedy bachorro się śmieje i kiedy Czytacz się śmieje, trudno mówić o przypadku. Na szczęście mleko… jest po prostu super! 


Obejrzyj też: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz