"Assassin's Creed. Oficjalna powieść filmu" - Christie Golden

Film na podstawie książki to zjawisko tak naturalne, że nikogo już nie dziwi. W takim przełożeniu opowieści film zwykle sporo traci wobec książki. Książka jest zwykle bardziej szczegółowa i obrazowa, więcej w niej opisów i głębi bohatera. Ale jak wypadnie książka, jeśli będzie tworem powstałym na podstawie filmu? Lektura Assassin’s Creed Christie Golden, oficjalnej powieści filmu, miała przynieść Czytaczowi upragnione odpowiedzi na odwieczne pytania: czy książka zawsze jest lepsza od filmu i czy łatwo przenieść obraz filmowy na stronice powieści?

Działamy w ciemności, by służyć światłu. Jesteśmy asasynami.

Dzięki rewolucyjnej technologii dostępu do genetycznych wspomnień Callum Lynch może przeżyć wydarzenia z życia swojego przodka Aguilara de Nerha, który w piętnastowiecznej Hiszpanii należał do tajemnego stowarzyszenia asasynów. Wzbogacony o wspomnienia, wiedzę i umiejętności Aguilara, Callum zmierzy się z potężną i złowrogą organizacją templariuszy w czasach współczesnych.

Strasznie lubię motyw podróży w czasie przedstawiony w uniwersum Assassin’s Creed. Jest oryginalny i ciekawy. Może chwilami naciągany, ale czy samo podróżowanie w czasie takie nie jest? 

Byłem ciekaw nie tylko historii przedstawionej w Assassin’s Creed. Oficjalnej powieści filmu, ale i sposobu jej ukazania. I początkowo Golden stara się trzymać na wodzy wyrywającą się do przodu fabułę. Niczym treser lwów, walczy o to, by wprowadzić czytelnika do książkowego świata. 

Na próżno. Choć zgrabnie napisana, książka Golden jest przepełniona akcją. Brak w niej charakterystycznej dla większości książek subtelności, opisów, wprowadzeń, budowania napięcia. To wszystko zostaje przyćmione przez filmowe efekty i krótkie, pocięte sceny. Słowa zostają przyćmione przez nawarstwiające się… wszystko.

Mówiąc w skrócie: główny bohater biega, skacze, walczy i obserwuje śmierć. I tak w kółko. Zmieniają się jedynie detale, czy też poziom umiejętności Calluma. To przepełnione efektami specjalnymi mordobicie, w którym zabrakło mi tego, co tworzyło legendę gier z serii Assassin’s Creed: odkrywania, eksploracji i miłych dla oka widoków. 

Bohaterowie? Zaledwie liźnięci. Obserwowani niemal z lotu ptaka. Orła. Niby są, niby mają jakieś zaplecze emocjonalne, ale to wszystko mielizna. Brak im jakiejkolwiek głębi. Ich intencje, charakterystyka, cele czy myśli plasują się gdzieś w okolicy Niezniszczalnych Sylvestra Stallone’a. Krótko: nie jest istotne, co masz w głowie, jeśli potrafisz skopać dupska złym typkom. 

Fabuła: prosta, przystosowana do nieskomplikowanego kina akcji, które od zawsze skupia się przede wszystkim na tym, by było dużo krwi i trzasku łamanych kości. Rozwiązanie jest skrajnie przewidywalne, a docieramy do niego mocno wydeptaną przez pokolenia ścieżką.

Autorka może i nie dostaje zadyszki, starając się za tym wszystkim nadążyć, ale na pewno ze strony na stronę, coraz mniej stara się uczynić tę książkę książką. Forma szybko zaczyna przerastać treść, a książka z całej siły stara się nie stać zaledwie bogatym streszczeniem kinowego filmu. I w tej gonitwie zatraca w sobie to, co czyni książki wyjątkowymi: budowę napięcia, dużą obrazowość, balansowanie akcją i dostrojenie jej do warunków literackich.

Liczyłem na coś lepszego, rozwijającego świat z filmu i nie poprzestającego jedynie na roli komentatora wydarzeń przedstawionych na ekranie. Z drugiej strony nie mogę powiedzieć, by brakowało tej książce fajnych elementów, choć muszę też godzić się z reakcjami własnego organizmu, który mniej więcej od połowy zaczął kategorycznie sprzeciwiać się czytaniu Assassin’s Creed. Oficjalnej powieści filmu – niemal na każdy rozdział przypadała niechciana drzemka… Strasznie mnie ta książka wymęczyła. Być może dlatego, że pomimo przepełnienia akcją i efekciarstwem, zdawała mi się bardzo uboga, pozbawiona atutów, które czynią powieści wyjątkowymi. 

Książka Christie Golden potwierdza, że tak jak film na podstawie książki nie może być doskonały, tak i książka na podstawie filmu nie jest w stanie wspiąć się na wyżyny. To jak z przekładem poezji na obcy język. Możemy zachować albo znaczenie, albo piękny wygląd. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz