Czytaczowe prezenty: dodatek do "Zbuntowanej" Veroniki Roth


Veronica Roth: 
We wszystkich szkicach Zbuntowanej Tris i Tobias rozstawali się w połowie książki, pozostawiając Tris bardzo osamotnioną – wielu jej przyjaciół oraz rodzina nie żyje i bez Tobiasa Tris spędza sporo czasu sama starając się znaleźć nowych przyjaciół. Podobało mi się obserwowanie Tris zawierającą znajomości niezwiązane z Tobiasem oraz zezwolenie im na pójście w dwie różne strony. Z czasem zdałam sobie sprawę z tego, że zdecydowałam się na ich rozstanie, ponieważ nie wiedziałam, co tak naprawdę mam z nimi zrobić – i nie czułam się dobrze z tą myślą. Zamiast tego postanowiłam, że będą razem, ale dam im możliwość podejmowania różnych wyborów i poruszania w różnych kierunkach. Pozostali ze sobą w konflikcie, walcząc uparcie pośród tylu zawirowań o to, co ich łączy. To bardziej interesująca droga i coś, co do nich pasuje. Przygotowując szkic, czasami kusi, by robić ze swoimi bohaterami to, co zdaje się być łatwe czy znane – rozstanie jest dla mnie właśnie jedną z takich rzeczy -  ale to niekoniecznie jest dobry wybór dla samych postaci, z czego tutaj zdałam sobie sprawę. 

Nad ranem wracam do łóżka. Tobias już nie śpi. Nic nie mówię. On też się nie odzywa. Odwraca się i idzie do windy, a ja za nim, bo wiem, że tego właśnie oczekuje. W windzie stoimy obok siebie. Dzwoni mi w uszach. Winą za to obarczam brak snu, choć jestem pewna jak niczego w świecie, że prawdziwym powodem jest załamanie. 

Na wysokości drugiego piętra zaczynam się trząść. Najpierw drżą mi dłonie, potem całe ręce, pierś, aż w końcu całym moim ciałem wstrząsają dreszcze i nie potrafię nad tym zapanować. Stoimy między windami, przed symbolem Prawości – przechylonymi szalkami wagi. Taki sam symbol znajduje się na środku kręgosłupa Tobiasa.

Tobias przez dłuższą chwilę w ogóle na mnie nie patrzy. Stoi ze skrzyżowanymi ramionami i spuszczoną głową, aż w końcu nie jestem w stanie dłużej tego znieść, mam wrażenie, że zaraz zacznę wrzeszczeć. Powinnam coś powiedzieć, ale nie wiem co. Nie mogę przeprosić, bo powiedziałam prawdę, a prawdy nie da się zamienić w kłamstwo. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. 

- Zabiłaś Willa. 

Słysząc jak wypowiada te słowa, czuję na sobie ich pełen ciężar. Poczucie winy przewyższa smutek. Niemal nie jestem w stanie udźwignąć tego ciężaru. 

- Tak – odpowiadam. 

- Wszystkie te koszmary, które ci się śniły… wszystkie były o nim, prawda? – Jego głos jest cichy i opanowany. Wiem, że lepiej nie odbierać tego jako dobry znak. 

- Większość z nich – przytakuję krótko.  

- I nic mi nie powiedziałaś. 

- Nikomu nie mówiłam. 

- Nie myślałem, że jestem dla ciebie nikim – mówi i śmieje się ostro. – Widać, myliłem się. 

Choć nie krzyczy, jest tego bardzo bliski. Głos drży mu z wysiłku, kiedy stara się nad nim zapanować. Patrzy na mnie, a w jego spojrzeniu tkwi oskarżenie, choć nie wiem, o co chciałby mnie oskarżyć. O kłamstwo? Ukrywanie czegoś przed nim? Zamordowanie jednego z moich przyjaciół? Nie bycie w nim zakochaną? 

Nie wiem z czego wynika moja złość, ponieważ jeszcze kilka sekund temu tak bardzo bałam się, że go stracę. Moja twarz płonie, a potwór, który od śmierci Willa wbijał szpony w moją pierś teraz szczerzy kły. 

- Wybacz, czyżbym była nietaktowna? – mówię – Ależ to fatalnie o mnie świadczy, że nie pomyślałam o twoich uczuciach, kiedy sama straciłam oboje rodziców i nie mogę zasnąć bez koszmarów o armii bezmyślnych Nieustraszonych oraz że prawie utonęłam w szklanym zbiorniku na wodę i strzeliłam mojemu przyjacielowi w głowę! 

- Nawet nie próbuj tego bagatelizować – odwarkuje. - Dobrze wiesz, że to zaledwie początek wszystkich twoich kłamstw. 

- Nie okłamałam cię, ja…

- Nie okłamałaś mnie? Za każdym razem, kiedy pytałem, o co chodzi, a ty wykręcałaś się wymówką… Za każdym razem, kiedy przychodziłaś do mojego łóżka i zasłaniałaś się żałobą po utracie rodziców… To nie były kłamstwa? 

- Tobias, znam cię zaledwie od kilku tygodni! – Wyrzucam z siebie. – Nie od miesięcy czy lat. Od tygodni. Nie muszę ci mówić wszystkiego! 

- Owszem, nie musisz – odpowiada. Cała jego złość wydobywa się z niego wraz z głosem – jak powietrze z balona. Patrzy na mnie ze znużeniem. – Skoro tego nie chcesz, choć… 

- Nie chciałam ci powiedzieć jednej rzeczy – mówię. – Trudno uznać to za zasadę. 

- Nie chciałaś mi też powiedzieć o zbiorniku z wodą – ciągnie. – Nigdy nie chciałaś mówić o swoich rodzicach. Nie rozmawialiśmy ze sobą szczerze od tygodni. Od czasu, gdy wymusiłem na tobie, byś opowiedziała mi o swoim krajobrazie strachu. 

Nie mam nic do powiedzenia, ponieważ wiem, że ma rację. 

- Jestem w żałobie – mówię stanowczo. – Nie wiem jak sobie z nią radzić, ponieważ nigdy wcześniej nie musiałam tego robić. 

- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Krzywi się. – Tłumaczę ci, że to nie ma nic wspólnego ze śmiercią twoich rodziców, czy Willa, ani atakiem. Byłaś taka od zawsze – odkąd cię tylko poznałem. 

Moje usta składają się do powiedzenia czegoś, ale żadne słowo z nich nie wychodzi. 

 - Jesteś nieprzenikniona – mówi. – Nie mogę tak dłużej. 

Nie może. Staram się zmusić do tego, by zrozumieć sens tych słów, ale one unoszą się, zupełnie odrealnione i nielogiczne. Słyszę je, czuję w głowie ich kształt, ale nie potrafię wydobyć z nich sensu. 

I wreszcie ich sens dociera do mnie. 

- Tu nie chodzi o mnie – zaczynam. Mój głos robi się coraz głośniejszy, jakby chcąc być słyszalnym, mimo że jesteśmy sami w pustym pomieszczeniu. – Nie wmawiaj mi, że tak jest! Chodzi o ciebie i o to, że nie mogę wyznać ci dozgonnej miłości po kilku tygodniach umawiania się. Chodzi o twoje niedorzeczne oczekiwania, nie o mnie! 

- Może i tak jest – odpowiada spokojnie. – Czy możesz mnie za to winić? Kiedy prawie zginęłaś za mnie, uznałem, że to jakiś znak. Znak, że czujesz do mnie to samo, co ja czuję do ciebie. Dlatego mówiłem ci to wszystko. Byłem z tobą szczery. – Kręci głową. – A dziś dowiaduję się, że nie opuściłaś broni z troski o mnie. Zrobiłaś to, ponieważ uznałaś, że tak trzeba. Postąpiłaś tak z poczucia obowiązku. 

- Uratowałam ci życie. – Prawie dławię się mówiąc to. 

- Ofiara, za którą nie stoją żadne uczucia jest pusta – wyjaśnia. – Niepotrzebna i niedorzeczna. 

- Ty jesteś niedorzeczny – mówię. – Niedorzecznym jest oczekiwać, że po tak krótkim czasie żywię do ciebie tak mocne uczucia… Niedorzecznym jest oczekiwać, że będę robiła właściwe rzeczy kierując się perfekcyjnymi intencjami. 

- Nawet samej siebie nie rozumiesz – przyciska dłoń do czoła. – Wykłócasz się ze mną o logikę tego, co mówię. Wściekasz się, ponieważ moje argumenty do ciebie nie przemawiają. Nie jesteś załamana, ani nie masz złamanego serca. Ze mną czy beze mnie – dla ciebie nie ma różnicy. 

Czuję, jakby moje myśli utknęły w jednym miejscu. Mówiąc krótko: jestem nieprzenikniona. 

- Nie mogę być z kimś, komu nie robi różnicy, czy jest ze mną czy bez – tłumaczy. 

- Ale ja… - Gardło mi się ściska. Są tysiące rzeczy, jakie chciałabym powiedzieć. Chcę mu powiedzieć, że go potrzebuję i że nie poradziłabym sobie przez ostatnich kilka tygodni bez niego. Chcę mu powiedzieć, że sądzę, iż go pokocham – kiedy tylko mgiełka winy i żalu opuszczą moje życie. Ale zamiast tego po prostu patrzę na niego, w uszach słysząc bicie własnego serca, i myśląc o tym, że nazwał mnie nieprzeniknioną. Powiedział, że moje poświęcenie było bezsensowne. Uważa, że jestem zimna. Jak Eric. Jak Jeanine. Jak Erudytka. 

I nie jestem w stanie powiedzieć mu, że go potrzebuję. Na samą myśl o tym, robi mi się niedobrze – tak samo, jak wtedy kiedy z opuszczoną głową musiałam przyjść na stołówkę po tym jak Peter mnie zaatakował. 

- Tak właśnie myślałem – mówi. 

Duma to skaza na sercu każdego Nieustraszonego. 
Mojego również. 


Copyright © Veronica Roth. All rights reserved. 

Zbuntowana to drugi tom trylogi Niezgodna wydawanej w Polsce przez wydawnictwo Amber.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz