"W spojrzeniu wroga" - Amie Kaufman, Meagan Spooner

W literackim ujęciu przejście z zagłady ludzkości i szeroko pojętej apokalipsy do podboju wszechświata i historii rozgrywających się daleko poza granicami naszego Układu Słonecznego, jest równie skomplikowane jak przejście na drugą stronę ulicy w średniej wielkości mieścinie.

Nie trzeba być wieszczem, by przewidywać powrót do łask epopei kosmicznych. Choć bez wątpienia do podjęcia się tej tematyki trzeba mieć albo jaja, albo kompleks wyższości. W tematyce kosmicznej nie dostrzegam półśrodków. Albo coś jest dobre, albo można się tym podetrzeć, o ile zostanie wyprodukowane na odpowiednio niskiej jakości papierze. O tak, pisanie o kosmosie zawsze niesie ze sobą ryzyko przesady i bezzasadnego oraz bezcelowego  wplecenia do pseudonaukowej fabuły zielonego goblina wyżerającego mózgi… 

Moje zetknięcie z W ramionach gwiazd nie niosło ze sobą większej obietnicy doskonałej zabawy i inteligentnej fabuły. Okładka zdawała mi się bardziej groteskowa, symbolizująca tandetne love story z jeszcze bardziej tandetną otoczką obcej planety. Oto jak pozory potrafią robić w konia! 

W skrócie: żadnego tandetnego love story w tandetnym świecie z zielonymi goblinami, lecz wspaniała i epicka opowieść o walce o przeżycie w obcym i nieprzyjaznym świecie w otoczeniu bytów, których ludzki umysł nie jest w stanie pojąć. Spooner i Kaufman wysmarowały taką powieść, że szczęka opada i gały wychodzą! 

Skoro nasze życie i tak zaraz się skończy – jeśli jutrzejszy dzień przyniesie wojnę, śmierć i chaos – to ta prawda, która właśnie się wydarzyła, jest wszystkim, co mam.

Kapitan Lee jest piękna i odważna. Dowodzi oddziałami wysłanymi na planetę Avon, które mają stłumić wywołany działaniami wielkich korporacji bunt mieszkańców. W zamian za ciężką pracę obiecano im lepsze życie, ale słowa nie dotrzymano. Lee musi być silna i bezwzględna, ma także osobiste powody, by nienawidzić rebeliantów.

Flynn ma bunt we krwi. Jego siostra zginęła w powstaniu przeciwko korporacjom. Udaje mu się uwięzić Lee, jednak gdy jego towarzysze chcą ją zabić, Flynn niespodziewanie podejmuje decyzję, która zmienia jego życie na zawsze.

Zawsze mam obawy, kiedy kontynuacja znanej mi historii skupia się na nowych bohaterach. Być może to przez wzgląd, że mocno przywiązuję się do postaci opisywanych na kartach książek i trudno mi poznawać ciąg dalszy w oderwaniu od nich. Z drugiej strony strasznie mnie wkurza fakt, że wszystko przytrafia się tylko i wyłącznie tym konkretnym bohaterom, którzy stali się głównymi twarzami dramatu, obarczonymi ciężkim przeznaczeniem. Patrząc z tej perspektywy, uważam że skupienie akcji W spojrzeniu wroga na nowej parze bohaterów, to strzał w dziesiątkę. 

Nowi bohaterowie to nowe emocje. Możliwość poznania nowych realiów i kolejnych światów tego uniwersum. Jubilee praktycznie w niczym nie przypomina Lilac, a jest przy tym postacią o równie silnym (a nawet silniejszym) charakterze. Z kolei Flynn tylko w bardzo niewielkim stopniu przypomina Tarvera. Tak czy inaczej, duet autorek nie zawodzi i serwuje świetnie nakreślonych bohaterów i wrzuca ich do centrum fascynującej opowieści, w której ze świecą szukać porównań do historii Lilac i Tarvera. Czego, jak czego, ale powtarzalności autorkom nikt nie zarzuci! 

W spojrzeniu wroga to historia zakazanej miłości, ale znowuż nie czuć w tej książce ciężaru typowego romansidła, ponieważ epickość poszczególnych wydarzeń i dbałość o świat przedstawiony, znowuż dodają tej powieści czegoś świeżego i ulotnego. 

Wielkim atutem tej historii, która zdaje się toczyć własnym, niezależnym torem, jest sieć powiązań, które łączą ją z tomem pierwszym, a potem i trzecim. Widać w tym spójność idei i staranny plan: takiej książki nie da się napisać bez solidnego przygotowania. Choć i tak spodziewam się, że najwięcej radości wywoła epizod z bohaterami W ramionach gwiazd. 

Kaufman i Spooner nie ryzykują kompromitacji – faktem jest, że autorki nie rzucają się na kosmos jak na park rozrywki i nie skupiają w swoich historiach na cudacznych (czy absurdalnych) wymysłach, lecz polegają na samej fabule: wojnie potężnych, galaktycznych korporacji o dominację we wszechświecie. A także na losach poszczególnych, maleńkich elementów tej walki: ludziach. Ale nie ma co narzekać na niedomiar wrażeń czy szarość kosmosu, ponieważ szepty są prawdziwym diamentem tych książek. W przypadku trylogii Starbound mniej naprawdę znaczy więcej. 

Po W spojrzeniu wroga spodziewałem się dobrej kontynuacji W ramionach gwiazd, tymczasem to, co otrzymałem to przede wszystkim fantastyczna historia, którą można czytać nawet bez znajomości tomu pierwszego. To HISTORIA pisana wielkimi literami. Piękna, szokująca i kosmicznie wciągająca! 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz