W czym Veronica Roth jest lepsza od J.K. Rowling? Niespodzianka dla fanów!

Premierę najnowszej książki Veroniki Roth zaplanowano na 17 stycznia 2017. Powieść zadebiutuje jednocześnie w 33 krajach. To ewenement, ale i siarczysty policzek wymierzony w stosunku do innych popularnych książek, które całymi miesiącami podlegały ochronie, by nie doszło do najmniejszego wycieku fabuły… 

Rzewnie wspominam czasy II Szmaragdowej Rewolucji, która stała za akcją Harry Potter dla wszystkich. U schyłku 2005 roku w Polsce narodziła się szczytna idea optująca za równoczesnym wydaniem ostatniego tomu przygód Harry’ego – Harry Potter i Insygnia Śmierci w jak największej ilości krajów na świecie. 

Powstała petycja skierowana do brytyjskiego i amerykańskiego wydawcy Harry’ego Pottera, pod którą podpisało się ponad 5 tysięcy osób. Akcja nie cierpiała również na brak zainteresowania ze strony mediów. Co więcej, polska akcja nie była odosobniona na tle Europy, ponieważ również fani zamieszkujący w innych krajach wyrażali niezadowolenie z faktu faworyzowania anglojęzycznych czytelników. 

Jeden z głównych argumentów przytaczanych w dyskusji odnosił się do faktu, że tamtejsi wydawcy przez blisko osiem miesięcy pracują nad książką, której nie muszą tłumaczyć, a dopiero w dniu jej premiery, przekazują kopie do światowych wydawców. Dlaczego nie wcześniej? 

Ze względów bezpieczeństwa. Dziś można powiedzieć to wprost – wydaniu każdego kolejnego tomu Harry’ego Pottera towarzyszła skrajna paranoja. Ciągle pojawiały się artykuły i oświadczenia dotyczące podejmowanych środków zapobiegawczych i ochronnych. Kolejne manuskrypty trzymano w sejfach, drukarni strzegli uzbrojeni strażnicy i wydawano miliony dolarów na wszystkie zabezpieczenia. A koniec końców i tak wszystkie te środki bezpieczeństwa zawodziły: kradzież ciężarówki pełnej Zakonu Feniksa, wyniesienie z drukarni egzemplarzy Księcia Półkrwi i próba ich sprzedaży do prasy połączona z napadem z bronią w ręku czy wreszcie całkowity wyciek treści Insygniów Śmierci na blisko dwa tygodnie przed premierą. To tylko przykłady wpadek (więcej ich znajdziecie TUTAJ), które mają na swoim sumieniu Bloomsbury i Scholastic. Ci sami, którzy głośno bojkotowali pomysł równoczesnej premiery na całym świecie. 

Temat paranoi związanej z wydawaniem Pottera to rzecz na obszerny i osobny artykuł. Mount Everestem tej marketingowej psychozy jest przekazanie światowym wydawcom Harry’ego Pottera i przeklętego dziecka tekstu w dniu premiery angielskiej wersji (31 lipca), podczas gdy przedstawienia były grane regularnie (i dla szerokiej publiki) od czerwca… Po co więc ta przesadna ochrona treści, która i tak była już znana? Powiem to jeszcze raz: paranoja. 

Ale nie tylko Harry Potter wspinał się na jej wyżyny. Jedenastu tłumaczy z Francji, Włoch, Hiszpanii, Niemiec i Brazylii trafiło na prawie trzy miesiące do pozbawionej okien piwnicy rozciągającej się pod siedzibą wydawnictwa Mondadori. Pracując i żyjąc w jednym miejscu, pod stałym nadzorem i bez dostępu do telefonów komórkowych oraz z ograniczonym dostępem do Internetu, pracowali nad tłumaczeniami Inferno Dana Browna. 

I w tym przypadku nie brakowało sejfów i przesadnych środków ostrożności, które miały uchronić nową powieść autora Kodu Leonarda da Vinci przed wyciekiem. Z kolei cel tego szalonego przedsięwzięcia był prosty: jednoczesna premiera książki w kilku językach. Czyli, jakby na to nie spojrzeć – coś, na co wydawcy Pottera z gorszych, bo nie anglojęzycznych krajów – nigdy nie mieli i nie mają najmniejszej szansy. 

Trudno się dziwić, że ten temat podchwyciły media. Podobnie jak przy Potterze, szeroko rozpisywano się i rozprawiano na temat niecodziennych zabezpieczeń. Nie każdą książkę traktuje się jak najcenniejszy brylant, który należy trzymać w sejfie w utajnionym miejscu. 

Rozumiem. Stawka tej gry jest wysoka. Obrzydliwie wysoka. W sam weekend premierowy angielskiego wydania ostatniego Harry’ego Pottera (mowa, oczywiście, o Insygniach Śmierci) na świecie rozeszło się prawie 11 milionów egzemplarzy książki. To rekord, który długo nie zostanie pobity. Ale i wynik niezwykle przebiegłego i brutalnego marketingu. Żadna książka na świecie nie miała tak agresywnej promocji, która tak mocno manipulowałaby odbiorcą. Bo czy naprawdę możemy uwierzyć w to, że brytyjski wydawca zainwestował 10 mln funtów w ochronę książki? Stawiałbym, że jest w tym tyle samo prawdy, co w napaści brytyjskiego złodzieja Księcia Półkrwi na dziennikarza The Sun: redaktor brukowca nie poddał się uzbrojonemu mężczyźnie, który żądał 50 tys. funtów za niepublikowaną książkę, w konsekwencji czego został przez niego postrzelony z broni palnej. Brzmi dramatycznie, tyle że po kilku miesiącach okazało się, że napastnik dysponował… pistoletem na wodę. Dobrze, że postrzał nie okazał się śmiertelny…

Mówiąc w skrócie: w 10 mln wydanych na zabezpieczenie książki (której treść i tak wyciekła) wierzę równie mocno jak w to, że Red Bull doda ci skrzydeł. 

A teraz wracając do bohaterki dzisiejszego wywodu. Veronica Roth zrobiła coś, czego żaden inny pisarz nie odważył się zrobić. Zgodziła się na wydanie swojej najnowszej książki, Naznaczeni śmiercią, jednocześnie w 33 krajach. 17 stycznia fani autorki Niezgodnej będą mogli cieszyć się jej najnowszą powieścią niezależnie od tego, czy czytają po angielsku, francusku, włosku, niemiecku czy polsku. To największa tego typu akcja na świecie. 

Ale Roth to nie Rowling czy Brown! To autorka zupełnie innego kalibru! Niby tak, ale nie co dzień się zdarza, by ktoś miał 2 mln egzemplarzy pierwszego druku w Stanach. A właśnie tyle kopii Naznaczonych śmiercią zostanie wydrukowanych w USA na start. Więc to wcale nie taka wielka różnica!

Tym samym Roth wymierzyła siarczysty policzek Rowling, Brownowi i każdemu innemu autorowi, którego manuskrypty są zazdrośnie strzeżone i przygotowywane przede wszystkim z myślą o własnym rynku. To nie tylko wyraz wielkiego zaufania w stosunku do światowych wydawców, ale i olbrzymiego szacunku do fanów z całego świata, którym pisarka przekazuje w tym momencie jasno do zrozumienia: wszyscy jesteście dla mnie ważni – nie ma równych i równiejszych! 

Co pewne, w przypadku nowej książki Roth nie będzie pseudomilionowych inwestycji w ochronę, ani zamykania tłumaczy w bunkrach. Agresywny marketing zostanie – a właściwie już został! – zastąpiony przez zdrowe partnerstwo i poczucie solidarności. To nie tylko doskonała wiadomość z perspektywy fanów, ale i PR-owy strzał w dziesiątkę. Veronica Roth właśnie ustanowiła nowy trend i na naszych oczach zmienia wizerunek globalnego rynku wydawniczego. 

Przez całe lata mogliśmy tylko słuchać, jak bardzo tego się nie da zrobić. Aż wreszcie okazało się, że się da. I można to zrobić w wielkim stylu. Lecz nie sprawiła tego magia Harry’ego Pottera, a niezgodność Veroniki Roth. Szykuje się prawdziwe czytelnicze święto. Tym razem bez ograniczeń narodowościowych i językowych. 


Najnowszą książkę Veroniki Roth, Naznaczonych śmiercią, wyda w Polsce wydawnictwo Jaguar.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Niby coś coś tym jest, ale to była też też sumie reklama dla Harry'ego, ze było tak o tym głośno :D

    OdpowiedzUsuń