"Naznaczeni śmiercią" - Veronica Roth

Poniższy fragment możesz pominąć – Czytacz się starzeje, a to niesie ze sobą skłonność do sentymentów. Darujcie staremu, prawie trzydziestoletniemu człowiekowi. Starość nie radość… 

To była droga przez mękę. Kamienista droga, usiana prawdziwymi głazami wbijającymi się w stopy, a do tego piach i pył. Gdyby dwa lata temu ktoś powiedział Czytaczowi, że będzie przebierał nogami z ekscytacji na myśl o nowej książce Veroniki Roth, Czytacz uznałby pewnie, że nawąchał się szakwiatu. Po boleśnie przeciętnej i wtórnej Niezgodnej Czytacz stwierdził, że to koniec. Może to kwestia wieku, a może płci czy wyraz innego zboczenia, ale Niezgodna nie tylko go nie zachwyciła, co wręcz ugodziła w trzewia swą przeciętnością i wtórnością. Takie Igrzyska Śmierci robione przez dziurkę od klucza, o. 

A potem gruchnęła wiadomość, że Veronica Roth przyjeżdża do Polski. A w internetach zawrzało, jakby to był co najmniej imć Bieber z łaską swą nieodżałowaną. I o ile Czytacza muzyka mało obchodzi, o tyle kiedy ktoś piszący robi taką furorę, zwykł uznawać, że sprawę tę warto zbadać! Postępując wówczas jak Kościół względem Harry’ego Pottera Czytacz przyjrzał się Niezgodnej, choć w przeciwieństwie do Kościoła nie poprzestał jedynie na doszukiwaniu się szatańskiej symboliki na okładce. 

Tak Czytacz przeczytał Zbuntowaną. I tak doszło do pierwszego rozdziawienia szczęki, bo kontynuacja Niezgodnej okazała się mieć własne życie i własne serducho. Nie wspominając już o tomie trzecim, Wiernej, która oczarowała Czytacza bez reszty. 

W ten sposób Czytacz mógł pojawić się na spotkaniu z Veroniką jako człek darzący sympatią jej twórczość. Później ta sympatia pogłębiła się po przeczytaniu Bezwładności, krótkiego opowiadania Veroniki, które pokazało Czytaczowi, że jeszcze Polska nie zginęła i w żyłach naszej pół-Polki drzemie talent. Talent, który z książki na książkę budzi się coraz bardziej i tak samo mocno rozwija! 

A to miejsce, w którym (wreszcie) zaczyna się recenzja. Dobrze, że Czytacz nie chodzi już do szkoły, bo p. Ania znowuż zaznaczyłaby powyższy wstęp klamerką i podpisała bijącą w oczy czerwienią: przegadane. 

I wreszcie możemy wrócić do przebierania nogami. 
17 stycznia, wybudziwszy się z mniej lub bardziej zasłużonego snu, mieszkańcy 33 krajów będą mogli udać się do księgarń i zakupić najnowszą książkę Veroniki Roth: Carve the Mark (Naznaczeni śmiercią). A Czytacz – jako wtajemniczony - już teraz, zaraz, za chwilę odpowie na najważniejsze pytanie: czy warto? 

Na jednej z planet w odległej galaktyce żyją dwa nienawidzące się wzajemnie i walczące o władzę ludy. Losy Cyry i Akosa splatają się brutalnie. Początkowa wrogość przeradza się we wzajemne ukojenie. Kiełkujące uczucie wymaga zaprzeczenia dawnym relacjom, obsesjom, wyobrażeniom. Naznaczeni śmiercią, naznaczeni stratą. Wyzwoleni przez miłość.

Veronica Roth powróciła, lecz powrót ten Czytacz określiłby raczej mianem rewolucji. To jest ten moment, kiedy wszystko to, co było wcześniej, nie ma już najmniejszego znaczenia, ponieważ to historia zupełnie inna od Niezgodnej. Nie tylko pod kątem fabularnym, ale i językowym i stylistycznym. Nie spodziewałem się takiego bogactwa językowego po Veronice, która nie tylko czaruje teraz słowem, ale i tworzy kapitalne neologizmy (swoją drogą, brawa dla Zuzanny Byczek za tak cudowne odpowiedniki w języku polskim!). 

Czytacz oczekiwał po tej książce lektury lekkiej, nieskomplikowanej, prostej i czasami zaskakującej jakimś nieprzewidzianym zdarzeniem czy ciągiem zdarzeń. Nie spodziewał się, natomiast, powieści drobiazgowej i rozbudowanej w najdrobniejszych szczegółach!

Nie ma takich fajerwerków, które przyćmiłyby swoim blaskiem Naznaczonych śmiercią. 

Weźmy na początek bohaterów: Cyrę i Akosa. Dwa wrogie obozy, dwa punkty widzenia i… brak podziału na czerń i biel. To już widać na początku: w nowej powieści Roth wszystko jest relatywne, a podział na dobro i zło zależy tylko i wyłącznie od punktu siedzenia. Z tego wynika ciąg zdarzeń, których nie sposób przewidzieć. Nieprzewidywalna – to słowo najlepiej opisujące Naznaczonych śmiercią. 

Bohaterowie są zgrabnie opisani, dogłębnie zobrazowani i żywi. Ich reakcje, sposób postępowania czy też charakter – Roth dała prawdziwy popis umiejętności. Nie było w jej twórczości postaci równie dobrze nakreślonych i dopracowanych. W jej nowej powieści ocieramy się w tej materii o perfekcję.

Fabułę Naznaczonych śmiercią poznajemy z dwóch punktów widzenia. Dodatkowo między tymi punktami toczy się nieustanny dialog, co pozwala nam spojrzeć na świat przedstawiony w bardzo różnoraki sposób. Relatywizm to klucz do wszechświata. A Roth swój wszechświat skonstruowała w bardzo zaskakujący sposób. 

Wielkiej staranności musiało wymagać wykreowanie różnych kultur i wierzeń oraz wprowadzenie ich do fantastycznego świata, którego akcja rozgrywa się w kosmosie, a do tego obdarzenie bohaterów szczególnymi umiejętnościami. Niejeden pogubiłby się w tym wszystkim. Nurt to wisienka na torcie. Gdyby Czytacz był Siarą Siarzewskim, powiedziałby teraz: Veronica, jak ty mnie zaimponowałaś w tej chwili! 

Mało tego. Sama nić fabularna niesie ze sobą sporo niespodzianek i nieprzewidzianych wypadków. Zazwyczaj będąc w połowie książki, można przewidzieć, do czego jest zdolny, a do czego nie, jej bohater. Ale postacie Roth są na to zbyt żywe i realne, dzięki czemu zaskakują do samego końca. 

Finał jest przewidywalny – patrząc na dotychczasową twórczość Roth, łatwo przewidzieć, że będzie zaskakujący. I tak jest! Veronica nie zawodzi. 

Czytacz spotkał się z wieloma opiniami osób, które zraziły się do Veroniki Roth po Niezgodnej. W przypadku Naznaczonych śmiercią może z czystym sumieniem powiedzieć, że nie warto kierować się uprzedzeniami. To zupełnie nowy rozdział w twórczości tej autorki. Nowy i pozbawiony wszelkich grzechów, które zasiedlały stronice (zwłaszcza pierwszego tomu) Niezgodnej. Naznaczeni śmiercią to zupełnie inna liga. Powieść dopracowana w każdym szczególe i autentycznie wbijająca w fotel jak hiperprzyspieszenie w statku kosmicznym. Pióro stało się prawdziwym orężem w ręce Veroniki Roth – ta książka nie została napisana przez dziewczynkę, lecz doświadczoną kobietę o wciąż ewoluującym talencie. 

Oczekiwania Czytacza nie spełniły się. Spodziewał się, bowiem, książki zaledwie dobrej. A dostał – to słowo nie będzie przesadą – książkę kosmicznie zajebistą. To się nazywa mocne zakończenie roku!

Obejrzyj też: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Niewiedziałam, że Veronica jest pół-Polką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zaskoczona! Myślę, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy bo sporo się rozwinęła od czasu Niezgodnej. W Naznaczanych śmiercią pokazuje, że ma rewelacyjną wyobraźnię.

      Usuń