"Kod gorączki" - James Dashner

Co prawda czasy szkolne Czytacz ma już dawno za sobą, ale całkiem nieźle pamięta definicję trylogii i wie, że składają się na nią trzy utwory. Ale czymże jest szkoła w bezpośrednim i brutalnym starciu z rzeczywistością? Pewnie tym samym, czym byłoby starcie ludzkości z Pożogą, czy jakąkolwiek inną zarazą. Z siłami natury nie sposób wygrać. Tak jak i z aspiracjami popularnego autora. Na przykład taki James Dashner: napisał trylogię, po czym dopisał do niej dwa kolejne tomy. I w ten oto sposób mamy trylogię składającą się z pięciu tomów. W takiej sytuacji tylko jedno tłucze się po głowie: czy to jeszcze ma sens? Kodzie gorączki, w tobie nadzieja, że zatrzesz niechlubny ślad po słabiutkim i cherlawym Rozkazie zagłady i przywrócisz chwałę Więźniowi labiryntu!

Na początku był Thomas. I reszta sztamaków. Były też fuje, purwy i inne klumpy. Generalnie: było dużo. Dużo pomysłów, dużo nowych słów, dużo wspominania zmarłych i dużo ciekawych rozwiązań. Podstawowa trylogia była dobra. A momentami nawet więcej niż dobra. 

Dalej była już tylko chwała, sława, pieniądze, jeden niezły i jeden gówniany film. Tak czy inaczej, sława Więźnia labiryntu rozlała się po świecie niemal jak Pożoga, a popularne neologizmy zapisały się w naszych mózgach, byśmy mogli rzucać nimi na prawo i lewo, ku zdumieniu czy niezrozumieniu otaczających nas sztamaków (lub fujów). 

Przeczytawszy Rozkaz zagłady na twarzy Czytacza wymalował się – dzięki Bogu, nie permanentny! – wyraz: WTF!? To nie była zła książka, choć na jej korzyść nie przemawiały trzy solidne i dobre tomy. Ale to przeszłość, bo Dashner postanowił podjąć jeszcze jedną próbę. I stworzył Kod gorączki. 

Sama zapowiedź tej książki obudziła w Czytaczu smaka (ale nie na BigMaca)…

"Kod gorączki" to niecierpliwie wyczekiwany przez fanów prequel bestsellerowej serii "Więzień labiryntu", która zawładnęła wyobraźnią czytelników na całym świecie. Miłośnicy tej serii wciąż mają wiele pytań i wciąż mnóstwo niewiadomych. Wszystko zostanie ujawnione w najnowszej powieści Jamesa Dashnera.

W jaki sposób Dreszcz wyszukał Streferów? Kto należy do Grupy B? I po której stronie są tak naprawdę Thomas oraz Teresa? Kłamstwa wyjdą na jaw. Sekrety zostaną odkryte. Okaże się, kto z kim tak naprawdę współpracował.

Ta książka zaskoczy i zachwyci wszystkich fanów serii. Powrócą ulubieni bohaterowie, kolejne wstrząsające sekrety i kłamstwa. Powróci świat skażony zagładą i trzymająca w nieustannym napięciu, pełna zaskakujących zwrotów akcja. "Kod gorączki" tylko potwierdza, dlaczego seria "Więzień labiryntu" jest jednym z największych światowych bestsellerów ostatnich lat.

Pewnego dnia nastąpił koniec świata.

Lasy stanęły w ogniu, jeziora i rzeki wyschły, a oceany wezbrały. Potem nadeszła zaraza. Po całej kuli ziemskiej rozprzestrzeniła się gorączka. Rodziny umierały, zapanowała przemoc, ludzie zabijali się nawzajem. Potem powstał Dreszcz, który poszukiwał rozwiązania. A potem znaleźli idealnego chłopca. Imię chłopca brzmiało Thomas i Thomas zbudował labirynt. Teraz istnieją tajemnice. Istnieją kłamstwa. A także więzy lojalności, których historia nie mogła przewidzieć. Oto opowieść o tamtym chłopcu, Thomasie, i o tym, jak zbudował labirynt, który tylko on mógł zburzyć.

Zacznę niecodziennie: od pochwalenia polskiego wydawcy tej książki. Za granicą Kod gorączki jest opatrzony zacnym numerkiem 0,6, który mieści się pomiędzy Rozkazem zagłady (0,5) i Więźniem labiryntu (1). Jednak Papierowy Księżyc nadał mu numer… 5. Ta decyzja wydawała mi się dziwna (i poniekąd nadal taka mi się wydaje, ponieważ brakuje numeru 4 – Rozkaz zagłady ma w polskiej wersji numer 0,5), ale przeczytawszy Kod gorączki muszę pochwalić wydawnictwo, które ustrzegło nieświadomych czytaczy przed zrujnowaniem sobie przyjemności z czytania. Bo Kod gorączki to na pewno nie jest tom nr 0,6. Może chronologicznie. Ale nie pod kątem tego, czego się z tej książki dowiadujemy. Mówiąc krótko: przeczytanie jej przed Więźniem labiryntu i Próbami ognia automatycznie zabija sens czytania tych tomów, bo wszelkie sekrety i tajemnice trafia szlag. W takim wypadku dobrze, że Papierowy Księżyc jasno daje do zrozumienia, że ten tom powinni czytać ci, którzy główną trylogię mają już za sobą. 

Oczywiście, jeden numerek wiosny nie czyni, bo liczy się jeszcze wnętrze. 
Wybitnie źle brzmi to zdanie… No trudno… 

Chodzi oczywiście o treść książki i o to, co dobrego (lub klumpowatego) zmieścił w niej James Dashner. 

Żeby nie trzymać w niepewności: tym razem lipy nie było. Więzień labiryntu powrócił w wielkim i epickim stylu. Zarówno pod kątem fabularnym, jak i kreacji bohaterów, Dashner popisał się talentem. Kod gorączki wciąga, fascynuje i zaskakuje. Historia powstania labiryntu jest oszałamiająca i pełna niespodzianek! Dlaczego nikomu nie udało się z niego uciec? Jakimi metodami DRESZCZ oszukiwał i mamił uczestników eksperymentu? 

Mogę śmiało stwierdzić, że ta część była potrzebna. Na pewno odpowiedziała na masę pytań, które tłukły mi się po głowie po przeczytaniu poprzednich czterech książek serii. Kod gorączki spina serię i ją domyka, a przy tym oferuje zupełnie oryginalną opowieść. Miałem lekkie obawy, że to może być książka pisana na szybko i skupiająca się na powierzchownych zagadnieniach, ale James Dashner szybko rozwiał moje wątpliwości. Kod gorączki to jeden z najlepszych tomów i historia o niesamowitym klimacie budzącym stały niepokój. 

Zawiedzeni Rozkazem zagłady fani wreszcie dostali powieść godną uwagi i cudowną. To pełnowymiarowy i trzymający w napięciu thriller, który ogranicza jedynie wyobraźnia Jamesa Dashnera – a ta zdaje się być w przypadku Kodu gorączki bezdenna. Fantastyczne rozwinięcie jednej z ciekawszych młodzieżowych dystopii ostatnich lat, które uwielbia zrywać z przewidywalnymi rozwiązaniami. Dla mnie bomba. Co najmniej atomowa. 


Więcej w filmie:

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz