"Siła niższa" - Marta Kisiel

Małżeństwo Czytacza zawisło na włosku. Znowu. 
Tylko mąż raczy wiedzieć, jak niebezpieczne bywa budzenie śpiącej żony. Ale Czytacz miał do wyboru dwie opcje: obudzić małżonkę bądź oczekiwać na pęknięcie żeber z powodu powstrzymywania śmiechu. Teraz Czytacz już wie, że popękane żebra to pikuś w porównaniu z tym, co czeka człowieka budzącego żonę…

Powyższy wstęp może zwiastować tylko jedno: powrót Ałtorki. 
Czytacz dorwał Siłę niższą zwaną również Dożywociem 2 i był na tyle głupi, by czytać ją wieczorem i nocą, kiedy to jego małżonka zapada w sen spokojny i zasłużony. 

Starał się Czytacz, oj starał, by nie parskać śmiechem. 
Ale nie wyszło… 

Szanuj anioła swego, bo możesz dostać gorszego!

Światem rządzi prawo równowagi. To za jego sprawą wymiętolony pisarz oraz wiking z wyboru dzielą dom, w którym strych zamieszkują widma ze skłonnością do cielesności, w piwnicy leży ciało bez skłonności do czegokolwiek, a na piętrze urzęduje urocze Licho oraz anioł nie tyle stróż, ile strażnik więzienny. Równowaga zadbała nawet o to, by siła wyższa znalazła przeciwwagę w fatum o nikczemniejszych gabarytach, za to z przerostem ambicji.

Jako posiadaczka patentu na efekt motyla i śnieżnej kuli siła niższa dokłada wszelkich starań, by Konrad Romańczuk ponownie stał się bohaterem dramatu w nowej obsadzie. Fabułę tym razem dyktuje proza życia, a codzienność występuje jedynie w dwóch wariantach: albo kolejna fucha, albo sterczenie przy garach.

Konrad na własnej skórze przekona się, że zaburzona równowaga grozi nie tylko urwaniem głowy i postradaniem zmysłów: gdy siła niższa pokonuje wyższą, zatracić można samego siebie… 

Znamy tę historię: autor pisze książkę z rodzaju tych, które w obecnych czasach określa się mianem stand-alone book i ani myśli o kontynuacji, tymczasem wielka popularność jego dzieła oraz miliony wpływające na konto strumieniem jak Wisła szerokim, motywują go do tego, by napisać część drugą, która nierzadko godna jest popłynąć najwyżej rurą ściekową. W asyście innych produktów przemiany materii. 

I wtedy pojawia się taka Ałtorka – niepozorna Marta Kisiel, która latami zarzeka się, że kontynuacji nie będzie, po czym przysiada do pracy i tworzy książkę, której niemal niczego nie brakuje. Nie bez powodów padło tu niemal, ponieważ Sile niższej z całą pewnością brakuje normalności. 

Powiedziałem: brakuje? To się wytnie. 

Tak czy inaczej: kontynuacja w ałtorkowym wydaniu to kontynuacja stająca na wysokości zadania i spoglądająca z wyższością na te wszystkie poczwary, niechciane ciągi dalsze, które jeno gwałcą oryginał swoją bezwzględną żałosnością. Bo tak: żart jest, styl jest, jaja są i nawet dziecko jest (czyżby inspiracja własnym życiem?) – mówiąc krótko: Siła niższa to godny ciąg dalszy Dożywocia

Do grona znanych i lubianych bohaterów dołączają nowi – w tym Tsadkiel, który całą swoją kreacją literacką zdaje się podkreślać, że rzeczona Ałtorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i nadal potrafi stworzyć postać tyleż oryginalną, co absurdalną i komiczną. Starzy bohaterowie, występujący w liczbie mnogiej, również doświadczają nowego, a obserwowanie ich w nowych sytuacjach i okolicznościach jest prawdziwą radością. 

Pod pewnymi względami Siła niższa przypomina Czytaczowi Chrystusa – może nie zamienia wody w wino, ale z pewnością robi whiskas z mózgu. A nieświadomy niczego czytelnik jeszcze się z tego cieszy i śmieje w głos. 

Bo jak tu nie parsknąć śmiechem, gdy żart kroi się przedni, a suchary chrupią radośnie pod zębami? 

O walorach językowych wypowiadać się nie będę, albowiem nie jestem tego godny. Z przydawek miałem tróję, więc sorry. Ale doceniam piękną, polską polszczyznę bijącą z tej książki. Jak i kultywowanie rdzennych polskich tradycji takich jak np. robienie zakupów w Tesco. 

Co tu dużo gadać i lać wodę: to najzabawniejsza książka, jaką Czytacz pochłonął w tym roku. Szczęście w nieszczęściu, że zanim dorwał wersję papierową, przeczytał elektroniczną – przynajmniej nie popluł książki przy niekontrolowanych wybuchach śmiechu. 

Ale co po uszach dostał od małżonki, to dostał… 

Grunt, że dane mu było przynajmniej na chwilę zapomnieć o brzydkiej, brudnej, szarej, ponurej, obrzydliwej i parszywej aurze rozpościerającej się za oknem. 

Gorzej, że wizyta u psychiatry jest taka droga… 

Idealna książka dla miłośników fantastyki z dużą dawką absurdalnego humoru. 


Obejrzyj też: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Czytaczu, Czytaczu!
    Tak mnie tym wszystkim zachęciłeś, że aż zamówiłam sobie "Dożywocie", które niedługo powinno wpaść w moje lepkie łapki!
    PPS (Polonistyczne Post Scriptum) O swojej żonie nie mówi się małżonka. Można tak powiedzieć o żonie kogoś innego, np. swojego przyjaciela, czy prezydenta (czy obie te rzeczy naraz), lecz o własnej żonie, ani rusz! Cóż, być może i jestem upierdliwym czytelnikiem, ale przynajmniej uważnie czytam i uczę Cię nowych rzeczy, a toż to przecież ważne, izby poznawać nowe! :D
    Pozdrawiam!
    Julia Kwaśniewska

    OdpowiedzUsuń