Promocja książki wg Instytutu Książki, Biedronki i Czytacza

Instytut Książki daje ciała przy promocji polskiej literatury na arenie międzynarodowej, a Biedronka ogłasza rekordową sprzedaż książek. Na brodę Merlina, co też w naszym kraju się wyprawia!

Dlaczego warto tłumaczyć i wydawać polską literaturę na Wyspach Brytyjskich? Po to, żeby zrozumieć Polaków i zmniejszyć ich prześladowanie przez Brytyjczyków. To jedne z kilku powodów przedstawionych przez Instytut Książki, narodową instytucję kultury, przedstawionych w Londynie przed Targami Książki, których gościem honorowym ma być Polska. 

Nie mniej kuriozalnym argumentem, a zarazem budzącym najwięcej śmiechu jest opinia, że wydawanie polskich książek na rynku brytyjskim będzie… opłacalne! 

Na Instytucie Książki oraz Andrzeju Zysku, którzy (nie)godnie zaprezentowali Polskę na arenie międzynarodowej zawieszono już tyle psów, że dla kolejnego chihuahua brakuje już miejsca. 

Wniosek nasuwa się jeden: przy takim duchowym przewodnictwie polska książka była, jest i będzie głęboko w czarnej dupie. Skoro nas prześladujecie, wydajcie nasze książki – zdają się grzmieć polscy promotorzy czytelnictwa. 

Polscy wydawcy i agenci literaccy protestują, a prasę zalewa fala negatywnych komentarzy. Pominę już fakt, że polską fantazy i si-fi znowuż promuje się Lemem, który z wolna staje się wiecznie żywy jak Lenin i cała śmietanka towarzyska polskich przeżytków literackich typu Sienkiewicz. Nie poradzę na to, że w Polsce nie opłaca się promować żyjących autorów… 

Podczas gdy narodowa instytucja kulturalna pogrąża naszą literaturę za granicami kraju, główny sprzedawca kartofli i promotor świeżaków ogłasza oszałamiające wyniki sprzedaży książek. 

Na gali finału konkursu Piórko 2016 na najlepszą książkę dla dzieci Luís Araujo, szef sieci Biedronka, ogłosił że w ciągu ostatnich pięciu lat w sklepach jego sieci sprzedano 35 mln egzemplarzy książek. Tak, MILIONÓW. W kraju, w którym się nie czyta. 

Biedronka nie od dziś obstaje przy swoim stanowisku – sieć chce wpłynąć na poprawę czytelnictwa w Polsce i robi w tym kierunku REALNE kroki. Jednym z nich jest sprzedaż nowości czy hitów książkowych w znacznie zaniżonych cenach. 

Niezależnie od zdania niektórych, że nie zamierzają kupować książek leżących obok ziemniaków, Biedronka wywiązuje się ze swojego zadania znakomicie. Potwierdzają to wyniki. Warto też nadmienić, że spośród 35 milionów sprzedanych książek, 17 milionów to pozycje dziecięce lub młodzieżowe. I trudno oczekiwać, by to Sienkiewicz zbudował ten wynik… 

Potwornie żałuję, że nasze krajowe organy, finansowane z naszych podatków, miast promować literaturę promują motyw Polska Chrystusem Narodów. Głównym powodem do wydawania naszej literatury w Anglii nie ma być jej wartość czy fakt, że nie jest gorsza od brytyjskich czy amerykańskich bestsellerów, lecz chęć zrekompensowania krzywd doświadczanych przez naszych rodaków na Wyspach. Bo najważniejsze dla Brytyjczyka, który sięgnie po polską książkę musi być ZROZUMIENIE Polaka. Co za gówniany bełkot. 
Biedni Polacy, ofiary wszystkich wojen światowych, wiecznie prześladowani, biedni i zasłaniający się Janem Pawłem II – kto jak kto, ale organ mający promować naszą literaturę powinien iść z duchem czasu, a nie siedzieć w tej samej kupie gnoju od lat. Zatracanie się w przeszłości nie sprawi, że przyszłość będzie lepsza. Sprawi jedynie, że nasz naród ciągle będzie wszystkim wszystko wypominał i domagał się rekompensaty. 

Ale nie o marnej mentalności chciałej mówić, ale o promocji książki w Polsce. 

Na początku listopada wziąłem udział w festiwalu Tsuru. Prowadziłem na nim m.in. prelekcję dotyczącą stanu polskiego czytelnictwa oraz nieudolności większości polskich księgarzy, którym wizja romantyczna przesłoniła prowadzenie biznesu. Podzieliłem się kilkoma pomysłami, które mogłyby wspomóc księgarnie. Drobnostkami, które każdy romantyk-biznesmen mógłby wprowadzić u siebie, by zawalczyć o klienta. Co usłyszałem? To nie wina księgarzy, lecz systemu, który TAK nakazuje im działać. Bo tak robią wszyscy. 

Skomentuję nie po polskiemu: dedłem. To najbardziej nielogiczny argument, jaki mogłem usłyszeć, bo sam fakt, że coś robią wszyscy i w dodatku robią to od lat, powinien dać do myślenia. Zwłaszcza, że to najwyraźniej się nie sprawdza… 

Żyjemy w zacofaniu, co dobitnie podkreślił Insytut Książki. To jest świat w jakim żyjemy i jaki kultywujemy. Przynajmniej do czasu, gdy nasz reprezentant wypowie nasze myśli na głos za granicą. Wtedy jesteśmy oburzeni. Bo jak można w tak staroświecki sposób promować polskie czytelnictwo! Nie, moi mili – my sami w taki staroświecki sposób je promujemy. Witryny większości księgarń to potwierdzają. Marginalna ilość księgarń prowadzonych z pomysłem to potwierdza. 

Polskie nagrody książkowe, polskie organy kultury, polscy sprzedawcy książek – w moim mniemaniu nie ma nic bardziej ZNIECHĘCAJĄCEGO do czytania. Stałe promowanie niszy, stawianie na literaturę ambitną – słowem: rozpalanie ognia zamokłą zapałką bez siarki. To wszystko jest sztywne. To wszystko jest reliktem, który już dawno powinien zostać zagrzebany w przeszłości, by umożliwić powstanie czegoś nowego. Szytego na miarę naszych czasów. Sorry – wybiorę empik, którego witryna przywita mnie smakowitymi nowościami, aniżeli prywatną księgarnię, której witryna razi mnie polityką, religią czy celebrytami. Albo – nie daj Boże! – lekturami szkolnymi… 

Potrzebujemy rewolucji w polskim czytelnictwie. Prawdziwej, potężnej rewolucji. Zagrzebania starego, by móc żyć nowym… To jest nam potrzebne. Wystarczy spojrzeć na ulicę: nie jeżdżą po niej warszawy czy syrenki, lecz nowoczesne samochody. Motoryzacja się rozwinęła. A rynek książki? Nadal prehistoria. 

W podsumowaniu nasuwa mi się na myśl klasyk – Oda do młodości Mickiewicza. Wbrew pozorom dzisiejszy świat wcale nie różni się od epoki romantyzmu. Wciąż mamy starych i młodych. Starzy wiedzą lepiej, a młodzi chcą żyć po swojemu. Podobnie jak Mickiewicz marzę o tym, byśmy mogli sami zbudować sobie świat, w którym to nam przyjdzie przeżywać nasze życie. W Wielkiej Brytanii starzy wybrali przyszłość dla młodych – przyszłość poza Unią Europejską. Nie pojmuję i nie chcę pojmować świata, w którym człowiek zbliżający się do kresu swojego życia, decyduje o wizji świata dla tych, którzy są dopiero na początku tej drogi. 

I w tym momencie wróćmy do sytuacji polskiego rynku czytelniczego, gdzie stary ściera się z młodym, ale to nadal stary dzierży w rękach władzę – władzę pozwalającą mu skompromitować nas na arenie międzynarodowej. Bez rewolucji nie będzie poprawy czytelnictwa. Bez czytelnictwa pogłębi się ciemnota. A ciemnotą najlepiej się dowodzi. 

A może to właśnie o to chodzi, byśmy pozostali ciemnym narodem?


Warto przeczytać: 
- prezentacja Instytutu Książki: "Dlaczego Polska? Podstawowe informacje dla angielskich wydawców"

-
"Nawrócony czytający o poprawie sytuacji książki"

-
"(Nie)boski empik: dlaczego w nim (nie) kupujemy?"
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

4 komentarze:

  1. Powinnam się oburzać, ale szczerze powiedziawszy, już nic mnie chyba nie zdziwi. Nowa władza powzięła sobie za cel zniszczenie wszystkiego i ten cel wytrwale realizuje na wszelkich frontach, obsadzając wierne miernoty na najróżniejszych stanowiskach. Wstyd Polsce już zrobili, nadal go robią i robić będą, a najgorsze jest to, że my możemy się temu tylko przyglądać. :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Patrzę na to słowo i zastanawiam się JAK TO MOŻLIWE. Chyba miałem totalne zaćmienie umysłu pisząc ten tekst. Znak to niezawodny, że potrzeba mi snu zimowego. Dzięki za czujność! :)

      Usuń