"Prawdodziejka" - Susan Dennard

Kłótnie wewnętrzne się zdarzają. Zwłaszcza, kiedy ma się na koncie kilka rozpoczętych serii i poważnie zastanawia nad sięgnięciem po kolejną. Im bardziej Czytacz chciał, tym usilniej ten cichy, wredny głosik w jego mowie tłumaczył mu ze stoickim spokojem: Bądź rozsądny. Nie zaczynaj kolejnej serii. 

Ale głosik w głowie Czytacza jest głupi. Bo jeśli nie serie, to co czytać? Jak żyć? Świat seriami stoi! Nawet Biblia to dylogia. 

Wobec takiego argumentu złośliwy głosik był bezradny. Pokazał Czytaczowi środkowy palec i obiecał, że tak mu namiesza w głowie, że za parę miesięcy nie będzie już wiedział, co było w której książce i pogubi się dokumentnie. 

Głosik w głowie Czytacza to cham i prostak. A do tego samolub. 
Bo jak tu sobie odmawiać, kiedy wkoło rozpościerają się peany na temat Prawdodziejki? Jak tu odpuścić sobie lekturę, gdy młode czytaczki mdleją przy tej książce jak dawne dziewczęta na widok Davida Haselhoffa? Wówczas JESZCZE Haselhoffa. Bo dziś nawet Hasselhof niby taki sam, a jednak inny. Został z niego już tylko Hoff…

Ale wróćmy do Prawdodziejki. Dziecka literackiego Susan Dennard. Kolejnej dobrze zapowiadającej się fantastyki. Czy naprawdę książka jest warta tych wszystkich pochwał? 

Safiya i Iseult, młode czarodziejki, znów wpadły w tarapaty. Muszą uciekać. Natychmiast.

Safi jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, zdolną zdemaskować każde kłamstwo. Swój dar trzyma w sekrecie, inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało.

Safi i Iseult pragną jedynie wolności. Niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem. Zbliżają się niespokojne czasy, wojna wisi w powietrzu i nawet sojusznicy nie grają fair. Przyjaciółki będą walczyć z władcami i ich najemnikami. Niektórzy posuną się do ostateczności, by dopaść prawdodziejkę.

Zasiadając do tej książki lepiej zapiąć pasy już na samym początku, ponieważ akcja porywa od pierwszej strony i realia świata przedstawionego poznajemy w iście szaleńczym tempie. Magia, miecze, dobrzy, źli, krew, trupy – czego tu nie ma! Wszystko jest! I już po pierwszych stronach wiadomo, że co jak co, ale z tak szybko zapierniczającej ciuchci wysiąść się nie da. 

Dennard prezentuje świat spójny, barwny i fajnie nakreślony. Szybko można załapać reguły w nim panujące, a co za tym idzie – szybko można oddać się błogiemu rozkoszowaniu treścią. Zwrotom akcji, zawirowaniom i wszelkim wymysłom autorki. Ta książka jest jak film. A jakie ma efekty specjalne! 

Wystarczy tego piania z zachwytu. Czas na bohaterki. 
Genialne jest to, jak są przedstawiane gdy są razem, a jeszcze lepsze, kiedy obserwujemy je osobno. Tak bardzo do siebie podobne, a jednak różne. Walczące razem, ale zmagające się z czymś innym. Rozdzielenie Safi i Iseult skutkuje tym, że nabijane są bonusy w kategorii: charakterystyka. Kilka stron i mamy już piękne i spójne biografie dziewcząt, ładnie nakreślone motywacje i dużą dawkę wiarygodności. 

Dalej sobie te dziewczęta płyną przez świat przedstawiony, gładko przecinając fale na cudownej rzece stylu. Wiadomo przecież, że sam pomysł świetnej książki nie czyni, bo jeśli ktoś pisać nie potrafi, to jego powieść i tak będzie denna. Ale pomimo, że denna i Dennard wyglądają tak podobnie, w przypadku tego drugiego słowa mamy obraz człowieka płci żeńskiej znającego się na wszelkich aspektach tworzenia książki dobrej i zgrabnie napisanej. 

Kolejnym wielkim atutem Prawdodziejki jest ciekawie ujęty podział magii – przedstawienie wielu rodzajów czarodziejów oraz ich szczególnych umiejętności. Ta magia świetnie komponuje się z całością i dopełnia ją. 

Faktem jednak jest (i na razie nim pozostaje), że Czytacz jeszcze nie umiera z radości i powszechnej szczęśliwości wynikającej z lektury, ponieważ czeka na kolejne tomy. Prawdodziejka to zaledwie początek. W tym świecie jeszcze wiele można zmienić, wiele można zbudować i sporo można poprawić. Nie, żeby coś było złe – po prostu zawsze może być lepiej. 

Wszystko w tej książce jest bardzo dobre, jednak gdybym miał wskazać coś czego, mi brakuje, to pełen ikry bohater. Jak pokazują Martin czy Sapkowski, taki bohater zawsze jest pięknym dopełnieniem i świetnym zwieńczeniem historii. Nasze dziewczęta są świetne, ale myślę, że można jeszcze pozaplatać obiecujące nici w ich osobowościach.

Tak czy inaczej, poziom ukontentowania Czytacza wjechał na zielone pole, a to znaczy, że ma jeszcze większą satysfakcję z pokonania wrednego głosiku panoszącego się po jego głowie – głosiku, który przekonywał go, by nie sięgał po Prawdodziejkę. 

Głupi głosik – chciał pozbawić Czytacza tak zacnej lektury! 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz