"Potomkowie" - Tosca Lee

Określa się ją mianem najsłynniejszej seryjnej morderczyni w historii. Na jej temat powstały legendy, a jej dokonania stały się tłem dla niejednego horroru. 

Czytacz – tak jak wielu innych – dał się porwać mrocznej magii Elżbiety Batory i gdy tylko usłyszał o nowej książce Tosca Lee, Potomkowie, wiedział że musi ją przeczytać. Bo taki już jest ten Czytacz. Niby nic nie musi, ale musi. Mimo, że nie mieszka na Rusi, tylko w Polsce…

Po przebudzeniu nie pamiętasz nic. Nie wiesz, jak się nazywasz i skąd pochodzisz. Nie rozpoznajesz twarzy ludzi, których kiedyś znałaś. Masz tylko ostrzeżenie, które napisałaś do siebie samej, zanim wymazałaś z pamięci całą przeszłość:„Emily, to ja. Ty.

Nie pytaj o dwa minione lata… Nie szukaj ich w pamięci i nie staraj się grzebać w przeszłości.
Od tego zależy twoje życie. Życie innych ludzi również.
Tak przy okazji, nie masz na imię Emily…”

Masz 21 lat i zaczynasz wszystko od początku w obcym miejscu, z nowym imieniem i nowym życiem. Aż nadchodzi dzień, w którym nieznajomy mówi ci, że jesteś potomkinią „Krwawej Hrabiny” Elżbiety Batory, największej morderczymi wszech czasów. I jesteś ścigana.
Nie wierzysz mu, dopóki zabójca naprawdę się nie pojawia. Uciekasz.
Wszystkie odpowiedzi leżą w przeszłości, którą postanowiłaś pogrzebać. Tylko jedno wiesz na pewno: twoi bliscy zginą, jeśli nie odzyskasz utraconych wspomnień.

Jednak by ocalić innych, musisz najpierw sama nie dać się zabić… 

Czytacz mógłby trochę poowijać w bawełnę i snuć te swoje recenzencko-refleksyjne pogadanki z samym sobą, ale wymęczywszy się niemiłosiernie stwierdził, że pokaże dziś, iż sam posiada serce. Dlatego nie będzie męczył i będzie kawa na ławę. 

Najlepsze, co spotkało Potomków to Elżbieta Batory i jej historia. Odniesienia do legendy, spisków i tajemnic wokół Krwawej Hrabiny. Z kolei najgorsze, co spotkało tę książkę to… cała jej reszta.

Potomkowie są wtórni. Czytacz dostrzega w tej książce serię Program Suzanne Young, Pamięć absolutną, a nawet i Kod Leonarda da Vinci Dana Browna. Wkład własny uważam za skrajnie minimalny, a kiedy już jest – bywa niedorzeczny. 

Zacznijmy od bohaterki – Emily dobrowolnie poddaje się zabiegowi usunięcia pamięci. Celem jest zapewnienie bezpieczeństwa sobie i innym oraz rozpoczęcie nowego życia. Po czym odnajduje wiadomości od swojej przeszłej ja, które prowadzą ją do odzyskania dawnej tożsamości. 

I temu została poświęcona ta książka. 
Fakt, że nasza bohaterka po utracie pamięci podchodzi zupełnie bezpretensjonalnie do otaczającego ją świata i zachowuje się jak głupia gąska Czytacz skomentowałby, ale ponoć nie kopie się leżącego. Autorka w żadnej mierze, w mojej opinii, nie sprostała kreacji tej bohaterki. Być może surowa ocena wynika z faktu, że bezpośrednio przed Potomkami czytałem inną historię z bohaterką, która utraciła pamięć. Nieporównywalnie lepiej dopracowaną i wiarygodniejszą historię… 

Z bólem serca przyznaję, że nawet motywacja bohaterów czy logika działań są w Potomkach mało wiarygodne. Fabuła jest naciągana. Sam fakt rozciągającego się na całe stulecia tropienia potomków Elżbiety Batory i wybijania ich jest dla mnie wyjątkowo niedorzeczny. Ludzie się zmieniają, świat idzie do przodu, wybaczamy sobie winy i zapominamy. Przynajmniej w teorii. A nawet jeśli tego nie robimy, to przecież nie zabijamy prapraprapraprapraprawnuków kogoś, kto podpadł naszemu prapraprapraprapraprapradziadkowi…

Pewnie przydałby się jakikolwiek promyczek nadziei, dobre słowo na koniec… Przecież warto się rozstawać w zgodzie! OK, niech będzie – książka została napisana fajnym językiem. Szkoda tylko, że to język trupa. 

Za lekturę kolejnych tomów dziękuję, a autorce życzę pogłębienia umiejętności korzystania z inspiracji, ponieważ dosłowne wykorzystywanie popkulturowych przykładów, żywcem wyciągniętych z innych książek (jak np. motyw supertajnej skrytki z Kodu Leonarda da Vinci) jest po prostu słabe.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz