"Kuracja samobójców" - Suzanne Young

Ponoć pisać można o wszystkim. Czytacz stykał się już z bardzo dziwnymi książkami i jeszcze dziwniejszymi tematami, które te starały się podejmować. Wiadomo – niektóre tematy są bardziej plastyczne i wdzięczne jak np. walka dobra ze złem, koniec świata czy love story, stąd też niezliczona ilość publikacji trzymających się takiej tematyki. 

To już norma, że autorzy trzymają się bezpiecznych i przetartych szlaków. Tak jest bezpieczniej, a i zawsze jest szansa na wplecenie jakiejś epickiej bomby, która chwyci czytaczy za serce. To strefa komfortu, która odpowiada wszystkim - i pisarzom, i czytelnikom. 

Ale to też pójście niejako na łatwiznę. Wiadomo, że łatwiej jest wyremontować dom, niż go zbudować, ale to akurat w tym drugim przypadku mamy szansę na pokazanie czegoś w 100% nowego i wyjątkowego. 

Chwytając się tematyki masowych samobójstw Suzanne Young wyszła ze strefy bezpieczeństwa. Zaryzykowała i postawiła nogę na niepewnym gruncie. Bo cóż można napisać o samobójstwie? W zasadzie niewiele. A Young stworzyła wokół tego tematu porywającą serię science-fiction dla młodzieży. 

Nadszedł czas na wielki finał i ostateczną odpowiedź na pytanie: czy Program daje radę? Czy ten dom, który zbudowała Young doczekał się doskonałego dachu, czy też będzie on przeciekał doprowadzając do powolnego, acz nieuniknionego zawalenia budynku? 

Sloane i James podjęli próbę ucieczki przed epidemią i programem, ale zagrożenie nie znikło. Bo program nie chce o nich zapomnieć…

Teraz, dołączywszy do grupy buntowników, muszą uważać na to, komu mogą zaufać, i znaleźć sposób na obalenie programu oraz powstrzymanie epidemii. A to jest bardzo trudne, gdy w pamięci mają tyle białych plam. Pomóc im może tylko kuracja – tajemnicza tabletka, która może przywrócić wspomnienia. Za bardzo wysoką cenę.

I istnieje tylko jedna dawka.

Dziwny spokój wypełniał moje serducho, kiedy rozpoczynałem lekturę Kuracji samobójców, ostatniego tomu serii Program. Po trzech genialnych częściach, wśród których nie ma słabszego ogniwa, z dużym spokojem podchodzę do finału przekonany, że Young i tym razem mnie nie zawiedzie. 

Ale to już nie rzecz zawodu. Wobec Kuracji samobójców mam dużo większe wymagania. Nie wystarczyłoby mi, by ta książka była tak po prostu dobra. Ta seria zasługuje na wybitny finał. 

Ileż można pisać o samobójstwach? Dopóki jest pomysł, można pisać do oporu. Suzanne Young potwierdziła tym tomem, że w tej serii nie było przypadku. Przypadek może stworzyć jedną świetną książkę, ale przy czwartej należy już mówić o prawdziwym geniuszu. 

Young, przede wszystkim, kreuje bardzo wiarygodnych bohaterów. Mających zarówno wady, jak i zalety. Działających po ludzku. Trójkąt James – Sloane – Realm jest bodaj najlepiej zaprezentowanym trójkątem, o jakim czytałem. Jest w nim tyle pasji, tyle emocji, gniewu, problemów i ludzkich słabości. Relacje łączące bądź dzielące bohaterów są bardzo wiarygodne i mógłbym powiedzieć tu znacznie więcej na ich temat, gdyby nie groziło to zaspoilowaniem ważnego wątku książki. 

Nie brakuje też pomysłów na rozwinięcie fabuły – dobrego szkieletu, dramatycznych zwrotów akcji i odwracania wszystkiego do góry nogami. Balansowanie na granicy i budowanie napięcia graniczącego z bólem to już chyba znak rozpoznawczy Suzanne Young, która znowuż wodzi czytelnika za nos, a jego serce doprowadza momentami do palpitacji. 

Dorzućmy do tego styl – stały i równy, który pokochałem już w poprzednich częściach cyklu. Kurację samobójców po prostu się pochłania. 

Sięgając po tom zerowy tej serii liczyłem na dobrą lekturę. Nie miałem większych oczekiwań i nawet przez chwilę nie spodziewałem się, że to może być jedna z najlepszych książek, jakie dane mi było przeczytać w tym roku. Z kolejnymi stronicami, a później tomami otwierałem coraz szerzej oczy, coraz bardziej zdumiony i zaskoczony tym, czego właśnie doświadczam. Książka, która miała być po prostu ok, godną rozrywką na kilka wieczorów, okazała się być początkiem fenomenalnej i fascynującej pod każdym względem serii, która niespodziewanie zajęła sobie ważne miejsce w serduchu Czytacza. 

Kuracja samobójców to wspaniały i wstrząsający finał. Pełen emocji, prawdziwy i chwilami przytłaczający. To klejnot koronny tej serii. Serii, która zawsze będzie mi przypominała o tym, jak bardzo niepozorna książka może zawrócić w głowie.


Książkę można kupić na stronie

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz