"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Magiczne stworzenia. Kolorowanka"

Zdarzyło się, że Czytacz był w kinie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego i zaskakującego, gdyby nie fakt, iż ostatni zaliczony przez niego seans śmiał poruszyć sentymentalne nuty i na nowo wzniecić w czytaczowym sercu czarodziejski płomień. Ostatni raz czułem się tak po seansie Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci cz.2. A było to ponad pięć lat temu. W innym świecie, mógłbym powiedzieć – pozbawionym żony i dziecka. 

W ciągu ostatnich lat zestarzałem się… Wróć!
Jeszcze raz.

W ciągu ostatnich lat przywykłem do faktu, że to już koniec – jak głosiły plakaty promujące ostatni film. Oszukańcze bestie! 

A teraz wracam sobie uśmiechnięty od ucha do ucha z seansu kolejnego magicznego filmu – Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. I jak wrażenia? Lepsze, niż mógłbym przypuszczać! 

Kontynuując swą opowieść: wróciłem do domu, by myśleć o tym, jak bardzo chciałbym znowu wrócić do tej cudnej historii z ekranu. Przeczytałem sobie scenariusz. Super. Wszystkie sceny i dialogi odświeżone, ale niczym znana polska artystka czułem, że czegoś wciąż mi brak. 

Czego? 
Stworów, oczywiście! 

Toć magiczne bestie śmigały po ekranie na prawo i lewo, w górę i w dół oraz po przekątnych tak szybko, że ślepia me – liczące sobie już prawie trzy dychy – nie były w stanie wszystkiego ogarnąć i zapisać w pamięci. I nawet powtórne pójście do kina raczej nie rozwiąże tego problemu, bo ślepia szybsze nie będą, a stopklatki specjalnie dla mnie nikt nie zrobi! 

Biedny ja, skazany na smutny żywot człowieka nie dość spostrzegawczego! 

Na szczęście ta historia ma słodki happy end. Bo właśnie w moje łapska wpadła wyjątkowa rzecz – Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Magiczne stworzenia. Kolorowanka. 

Magiczne stworzenia! To, czego najbardziej mi brakowało! 
Nie przeczę – konflikt pomiędzy mną i kredkami trwa nadal. Żadna strona nie chce ustąpić. Na szczęście mogę sobie popatrzeć – jak na żonatego faceta przystało. To i patrzę. 

Uwielbiam w kolorowankach to, że zmuszają do zauważania szczegółów. Choć oczy chciałyby inaczej, szybciej, i tak są zmuszane do tego, by przez dłuższy czas wpatrywać się w każdy szczegół. A tych jest tu bez liku. 

Strasznie fajnie było po raz kolejny zobaczyć zwierzęcych bohaterów Fantastycznych zwierząt. Zaskakujące było ujrzenie kilku takich, których obecności w filmie w ogóle nie zarejestrowałem!

Fakt, zastanawia mnie w tej kolorowance obecność ludzkich postaci do pokolorowania, zwłaszcza że trochę ich tu spotkamy, niemniej dochodzę do wniosku, że tak to już jest z przyrodą i naturą w naszym świecie – człowiek zawsze wejdzie na teren zwierząt. Czemu w magicznej kolorowance miałoby być inaczej? 

Na poważnie: strasznie lubię tę najnowszą książkę do kolorowania. W końcu mogę się dobrze przyjrzeć szczuroszczetowi, z którego wyciąg tak bardzo łagodził ból Harry’ego w piątym tomie czy zupełnie nieznanemu pikującemu lichu, które bezgranicznie mnie fascynuje. 

Co tu dużo mówić: myślę, że to będzie jedna z moich ulubionych magicznych kolorowanek. Cóż mam poradzić na to, że urzekają mnie fantastyczne stworzenia, a tutaj znajdę ich tak dużo? 

Chyba pora pożyczyć walizkę od Newta…
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Mnie również film bardzo się podobał i nie rozumiem skąd tyle negatywnych recenzji. Ale może ja nie jestem obiektywna, bo fascynuje mnie dosłownie wszystko co z magicznymi stworami związane. Ostatnio w moje łapki wpadł album "Magiczne istoty", cóż to za cudo!
    A kolorowanki oczywiście już dawno "przerobiłam" ;)

    OdpowiedzUsuń