"Rozdarci" - Neal Shusterman

Przypadki chodzą po ludziach. I po autorach też. (Nie żeby autorzy byli mniej ludźmi od innych ludzi). Bywa, że świetny autor, chwalony za naręcze cudownych książek, nagle się sklumpi i napisze gniota nad gniotami, odcinając tym samym łeb swojej karierze czy jej dalszej części. Zdarza się, że świetny początek ginie zasypany gruzem marnych kontynuacji. 

To chyba logiczne, że obawiałem się kontynuacji Podzielonych, którzy nomen omen mieli nie mieć żadnej kontynuacji. Tym bardziej, że pierwsza książka zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko. 

Za sprawą Connora, Leva i Risy – tudzież głośnej rewolty, którą wzniecili w Ośrodku Donacyjnym Happy Jack – ludzie nie mogą już ignorować Podzielonych. Rozwiązanie, które pozwala uwolnić społeczeństwo od sprawiających problemy nastolatków, a równocześnie zapewnia stałe źródło narządów do przeszczepu, może i wydaje się doskonałe, ale w końcu zaczęto kwestionować jego etyczność. Jednak na gruncie podzielenia rozkwitł już wielki biznes, a potężne korporacje i politycy chcą, żeby tę praktykę nie tylko kontynuować, ale objąć nią również więźniów i najbiedniejszych.

Cam w całości składa się z części ciał innych Podzielonych; to nastolatek, który formalnie nie istnieje. Niczym futurystyczny potwór Frankensteina, Cam usiłuje odnaleźć własną tożsamość i sens życia, zastanawiając się, czy ktoś taki jak on może mieć duszę. A kiedy wskutek działań sadystycznego łowcy nagród jego los zostanie nierozerwalnie spleciony z losami Connora, Risy i Leva, Cam będzie musiał znaleźć odpowiedź na pytanie, co to w ogóle znaczy być człowiekiem.

Do akcji wracają starzy bohaterowie, ale nie brakuje też nowych. Początek Rozdartych bardzo przypomina początek Podzielonych, jednak szybko się okazuje, że zabieg ten ma na celu pokazanie różnic między starymi, a nowymi postaciami. 

Shusterman nie tylko z dużą swobodą komponuje (w jednym przypadku bardzo dosłownie) nowych bohaterów tego dramatu, ale ma też pomysł na tych znanych z pierwszego tomu. Kreacja każdej postaci niesie ze sobą dużą dawkę realizmu. Ich postępowanie jest logiczne i zrozumiałe, a zachowania zgodne z ludzką naturą. 

Jeszcze zanim przeczytałem Podzielonych stykałem się z masą komentarzy krytykujących tę książkę. A to ze względu na bardzo kontrowersyjny i – zdawać by się mogło – absurdalny problem. Wciąż i na nowo pojawiało się to samo pytanie: jak można wierzyć, że ktokolwiek oddałby swoje dziecko na podzielenie? 

Drugi tom bardziej skupia się na tym problemie i jego genezie. Bazując na realnych (sprawdziłem to!) artykułach prasowych i dodając odrobinę realnej fikcji do swojego literackiego świata, Neal Shusterman stworzył bardzo rzetelne podwaliny pod tę absurdalną ideę. Nie trudno mi uwierzyć w ten świat. W to piekło. Ludzka natura bywa zdradliwa, a historia pokazuje, że nasza etyka jest bardzo elastyczna i zmienna. Dla własnej wygody człowiek jest w stanie uwierzyć we wszystko. 

Wespół z bohaterami książki, taka kreacja świata przedstawionego nakazuje odbierać Podzielonych jako bardzo oryginalny twór. Wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. To dystopia, jakiej do tej pory nie było. 

Z wielką ulgą przyjąłem, że Rozdarci nie pozostają w tyle względem świetnego pierwowzoru. Poznajemy kontynuację tamtej historii, otrzymujemy dostęp do nowych i fascynujących perspektyw oraz wartką i dynamiczną akcję. Kontynuacja trzyma w napięciu do ostatniej strony. 

I wreszcie wypada odpowiedzieć na pytanie: jak daleko pada jabło od jabłoni? Czy Rozdarci dorównują poziomem Podzielonym

Odpowiedź brzmi: NIE. 

Rozdarci nie dorównują Podzielonym. Przebijają ich na każdym polu. To najlepsze rozwinięcie historii i najlepsza kontynuacja, jakiej można oczekiwać. Rozdarci przeczą głosom obstającym przy tym, że kontynuacja musi być gorsza. Otóż, nie musi. Bo niby dlaczego? Jeśli świetna książka nie jest dziełem przypadku, a talentu, nic nie stoi na przeszkodzie, by jej kontynuacje były przynajmniej równie dobre. Praktyka czyni mistrza. Jeśli komuś praktyka szkodzi, może to znak, że po prostu nie jest mistrzem, a jego początkowy sukces był dziełem uśmiechu losu? 

Mówiąc krótko i bez filozofowania: Rozdarci to jeszcze bardziej genialne rozwinięcie genialnej książki. To historia pełna akcji, świetnych bohaterów i – przede wszystkim – sensu. Świetnie napisana, zaskakująca i kochająca przełamywać schematy i stereotypy. Podbijam to, co powiedziałem przy recenzji Podzielonych – to najlepsza dystopia, jaką kiedykolwiek czytałem. 

I tak. Boję się ciągu dalszego. Bo tym razem poprzeczka jest zawieszona tak wysoko, że niemal jej nie widać gołym okiem. Oby tylko wydawnictwo zlitowało się nad nami, biednymi i oczekującymi, i wydało tom trzeci możliwie najszybciej jak to możliwe.   
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz