Premierowy fragment "Rozdartych" (drugi tom "Podzielonych")!

Nie będzie przesadą, jeśli Czytacz przyzna, że to może być najlepsza premiera tego roku. Podzieleni Neala Shustermana byli genialni. Kontynuacja - Rozdarci - powala na kolana.

A żeby nie było, że Czytacz jest cham i dzielić się nie potrafi, poniżej świeżutki i premierowy (książka wyszła dzisiaj!) fragment
Rozdartych


Walczy z koszmarem, kiedy przychodzą po niego.
Olbrzymia powódź zatapia świat, a wśród kipieli on sam jest masakrowany przez niedźwiedzia. Przyprawia go to raczej o irytację niż o strach. Tak jakby powódź nie wystarczyła, jego mroczna podświadomość musiała jeszcze wysłać wściekłego grizzly, żeby go rozszarpał.
Potem zostaje wywleczony za nogi z paszczy śmierci i biblijnego potopu.
– Wstawaj! No już! Idziemy!
Otwiera oczy i widzi, że sypialnia, w której powinien panować mrok, jest jasno oświetlona. Dwóch gliniarzy od małolatów szarpie go, łapie za obie ręce, uniemożliwiając walkę, zanim jeszcze oprzytomniał na tyle, żeby choćby kiwnąć palcem.
– Nie! Przestańcie! O co chodzi?
Kajdanki. Prawy nadgarstek, potem lewy.
– Wstawaj!
Szarpnięciem stawiają go na nogi, tak jakby stawiał opór – na pewno próbowałby, gdyby nie był tak rozespany.
– Zostawcie mnie! Co się dzieje?
Ale w ciągu sekundy udaje mu się oprzytomnieć na tyle, żeby wszystko pojąć. To jest porwanie. Ale nie można go nazwać porwaniem, skoro dokumenty transferowe zostały podpisane w trzech egzemplarzach.
– Potwierdź werbalnie, że nazywasz się Mason Michael Starkey.
Funkcjonariuszy jest dwóch. Jeden niski i muskularny, drugi wysoki i muskularny. Pewnie armiacy z wojska, którzy po przejściu do cywila zostali łapaczami małoletnich. Trzeba być bez serca, żeby zostać gliniarzem od małolatów, ale ci, którzy zostają hyclami, prawdopodobnie nie mają i dusz. Fakt, że zgarniają go, bo ma zostać podzielony, szokuje i przeraża Starkeya, ale chłopak postanawia tego nie okazywać, bo wie, że hycli kręci cudzy strach.
Niski, który najwyraźniej robi za rzecznika tego duetu, nachyla się do samej twarzy Starkeya i mówi raz jeszcze:
– Potwierdź werbalnie, że nazywasz się Mason Michael Starkey.
– A z jakiej niby racji?
– Młody – odzywa się drugi hycel – możemy załatwić tę sprawę po dobroci albo po złości, ale załatwimy to tak czy owak. – Ten gość mówi cicho i ma usta, z którymi ewidentnie się nie urodził. Prawdę mówiąc, wyglądają tak, jakby pochodziły od dziewczyny. – Procedura nie jest taka trudna, więc współpracuj z łaski swojej.
Mówi to takim tonem, jakby Starkey powinien był przewidzieć, że po niego przyjdą, ale czy którykolwiek Podzielony się tego spodziewa? Wszyscy w głębi serca są przekonani, że ich to nie spotka – że bez względu na to, jak napięte stały się wzajemne relacje, ich rodzice będą za mądrzy, żeby się nabrać na reklamy w necie, spoty w telewizji i billboardy głoszące takie hasła jak „Podzielenie: wybierz rozsądne wyjście”.  Ale kogo próbuje nabrać? Nawet gdyby nie brać pod uwagę szumu medialnego, Starkey był potencjalnym kandydatem do podzielenia, odkąd zjawił się na progu. Może powinien czuć się zdziwiony, że jego rodzice zwlekali tak długo.
Teraz rzecznik duetu przysuwa się bliżej, jeszcze bardziej naruszając jego przestrzeń osobistą.
– Po raz ostatni powtarzam, potwierdź werbalnie, że nazywasz się...
– Taa, Mason Michael Starkey. A teraz odsuń się, gościu, capi ci z paszczy.
Ponieważ tożsamość Podzielonego została werbalnie potwierdzona, Kobieca Buźka wyjmuje formularz w trzech egzemplarzach: jedna kopia biała, druga żółta, trzecia różowa.
– Czyli tak to załatwiacie? – pyta Starkey. Głos zaczyna mu lekko drżeć. – Aresztujecie mnie? Za jakie przestępstwo? Za to, że mam szesnaście lat? A może za to, że w ogóle żyję?
– Cicho-bo-cię-uśpimy – odpowiada Rzecznik, jakby to było jedno słowo.
Jakaś część Starkeya chciałaby zostać uśpiona – po prostu zapaść w sen i przy odrobinie szczęścia nigdy się nie obudzić. Dzięki temu nie musiałby stawiać czoła gigantycznemu upokorzeniu, jakim jest wyrwanie z dotychczasowego życia w środku nocy. Ale nie, chce zobaczyć twarze swoich rodziców. W zasadzie to chce, żeby oni zobaczyli jego twarz, a gdyby został uśpiony, upiekłoby im się. Nie musieliby mu patrzeć w oczy.
Kobieca Buźka staje przed nim, trzymając zlecenie podzielenia, i zaczyna odczytywać niesławny paragraf dziewiąty, „klauzulę negacji”.
– Masonie Michaelu Starkey, podpisując to zlecenie, twoi rodzice i/lub opiekunowie prawni unieważnili twój status potomka ze skutkiem wstecznym od szóstego dnia po poczęciu, co oznacza, że stanowisz naruszenie kodu egzystencjalnego 390. W świetle powyższego zostajesz niniejszym skierowany do Stanowego Urzędu do Spraw Małoletnich w Kalifornii celem natychmiastowej utylizacji, znanej również jako „podzielenie”.
– Bla bla bla.
– Wszelkie prawa przyznane ci wcześniej jako obywatelowi przez władze powiatu, stanu lub rząd federalny zostają niniejszym oficjalnie i trwale cofnięte. – Hycel składa zlecenie podzielenia i wsuwa je do kieszeni.
– Gratulacje, panie Starkey – mówi Rzecznik Duetu. – Już pan nie istnieje.
(…)
Jego rodzice czekają w przedpokoju. Jest trzecia nad ranem, ale nadal mają na sobie dzienne ubrania. W ogóle nie kładli się spać, czekając na tę chwilę. Starkey widzi udrękę malującą się na ich twarzach – lub może jest to ulga, ciężko poznać. Zamraża własne emocje, ukrywając je za fałszywym uśmiechem.
– Cześć, mamo! Cześć, tato! – rzuca wesoło. – Zgadnijcie, co mi się przed chwilą przydarzyło? W życiu byście nie uwierzyli!
Jego ojciec głęboko wciąga oddech, szykując się do Wielkiej Mowy Pożegnalnej, którą każdy rodzic przygotowuje dla zbłąkanego potomka. Nawet jeśli ostatecznie nigdy jej nie wygłaszają, mimo wszystko obmyślają ją sobie, powtarzając w myślach jej słowa podczas przerwy obiadowej, stania w korku albo słuchania, jak ich szef idiota bredzi o wynikach sprzedaży i strategiach dystrybucji, i innych bzdetach, które ludzie pracujący w biurowcach omawiają podczas spotkań.
Jak wyglądały statystyki? Starkey widział je raz w serwisie informacyjnym w telewizji. Co roku jeden na dziesięciu rodziców przelotnie myśli o podzieleniu. Spośród tych osób jedna na dziesięć poważnie rozważa takie rozwiązanie, a z nich jedna na dwadzieścia faktycznie realizuje swój zamiar – przy czym prawdopodobieństwo podzielenia wzrasta dwukrotnie z każdym kolejnym dzieckiem w rodzinie. Po przeliczeniu tych uroczych cyferek okazuje się, że każde dziecko w wieku od trzynastu do siedemnastu lat ma szanse jak jeden do dwóch tysięcy, że zostanie poddane podzieleniu w ciągu nadchodzącego roku. Prawdopodobieństwo wygranej na loterii jest znacznie mniejsze. A w tym zestawieniu i tak nie uwzględniono dzieci z domów dziecka.
Trzymając się na dystans, jego ojciec zaczyna mówić:
– Mason, nie rozumiesz, że nie pozostawiłeś nam wyboru?
Hycle trzymają go mocno u podnóża schodów, ale jeszcze nie kierują się w stronę wyjścia. Wiedzą, że trzeba pozwolić, aby odbył się rodzicielski rytuał przejścia – Starkey musi dostać werbalny krzyżyk na drogę.
– Bójki, narkotyki, kradzież samochodu, a teraz wyrzucenie z kolejnej szkoły. Co byłoby dalej, Mason?
– Rany, tato, nie mam pojęcia. Jest tyle niewłaściwych decyzji, które mógłbym podjąć.
– Już nie. Jesteś dla nas na tyle ważny, że postanowiliśmy położyć kres twoim niewłaściwym decyzjom, zanim doprowadziły do tragedii.
Te słowa sprawiają, że Starkey wybucha głośnym śmiechem.
A potem ze szczytu schodów dobiega głos.
– Nie! Nie możecie tego zrobić!
Jego siostra Jenna – biologiczna córka jego rodziców – stoi tam, ubrana w piżamę w misie, która wydaje się zbyt dziecinna dla trzynastolatki.
– Wracaj do łóżka, Jenno – mówi ich matka.
– Zleciliście jego podzielenie tylko dlatego, że bocian go przyniósł! To niesprawiedliwe! I w dodatku przed samą Gwiazdką! A gdyby mnie przyniósł bocian? Czy mnie też byście kazali podzielić?
– Nie będziemy dyskutować na ten temat! – krzyczy ojciec, podczas gdy matka zaczyna płakać. – Wracaj do łóżka!
Ale Jenna nie spełnia polecenia. Splata ręce na piersi i z miną buntowniczki siada na najwyższym stopniu schodów, żeby obserwować całe zajście. Brawo, mała.
Starkey wie, że łzy jego matki są szczere, ale nie umie poznać, czy matka płacze ze względu na niego, czy ze względu na resztę rodziny.
– Wszyscy nam powtarzali, że te rzeczy, które robiłeś, były krzykiem o pomoc – mówi. – Więc dlaczego nie chciałeś pozwolić, żebyśmy ci pomogli?
Starkey najchętniej zacząłby wrzeszczeć. Jak ma im to wytłumaczyć, skoro nie potrafią zrozumieć? Nie wiedzą, jak to jest przeżyć szesnaście lat ze świadomością, że byłeś niechcianym dzieckiem; tajemnicze niemowlę niejasnego pochodzenia rasowego podrzucone na progu sjenowej pary o cerze tak bladej, że mogliby być wampirami. Albo wciąż pamiętać tamten dzień krótko po narodzinach twojej siostry, kiedy miałeś trzy lata, a twoja mama, naćpana po uszy lekami przeciwbólowymi po cesarskim cięciu, zaprowadziła cię do najbliższej remizy strażackiej i błagała, żeby strażacy zabrali cię do domu dziecka. Wydaje im się, że fajnie jest wiedzieć w każde Boże Narodzenie, że twój prezent nie został wybrany z miłości, tylko z obowiązku? I mieć urodziny tylko na niby, bo nikt nie wie, kiedy naprawdę się urodziłeś, w związku z czym obchodzisz je w rocznicę dnia, gdy zostawiono cię na wycieraczce z napisem „Witamy”, którą jakaś świeżo upieczona mama potraktowała zbyt dosłownie?
I co z dokuczaniem oraz przezywaniem w szkole?
W czwartej klasie rodzice Masona zostali wezwani do gabinetu dyrektora. Mason zrzucił innego chłopca z drabinek na placu zabaw. Skończyło się to wstrząsem mózgu i złamaną ręką.
– Dlaczego, Mason? – spytali jego rodzice w obecności dyrektora. – Dlaczego to zrobiłeś?
Powiedział im, że inne dzieci wołają na niego „Bociek” zamiast Starkey, i że ten chłopiec pierwszy zaczął go tak przezywać. Naiwnie sądził, że rodzice staną w jego obronie, ale oni zareagowali tak, jakby to w ogóle nie miało znaczenia.
– Mogłeś zabić tego chłopca! – skrzyczał go ojciec. – I to czemu? Z powodu słów? Słowa nikomu nie robią krzywdy. – Co jest jednym z największych zbrodniczych kłamstw, jakie dorośli tego świata wmawiają swoim dzieciom. Bo słowa bolą bardziej niż jakakolwiek fizyczna rana. Starkey z wdzięcznością przyjąłby wstrząs mózgu i złamaną rękę, gdyby to miało znaczyć, że nikt już nigdy nie czepi się jego pochodzenia.
W wyniku tej całej afery został posłany do innej szkoły oraz skierowano go na przymusową terapię.
– Zastanów się, co zrobiłeś – powiedział mu dyrektor.
I Starkey spełnił polecenie, jak na posłusznego chłopca przystało. Przemyślał sprawę bardzo gruntownie i doszedł do wniosku, że należało poszukać wyższych drabinek.
No więc jak można to wszystko wyjaśnić? Jak wyjaśnić szesnaście lat niesprawiedliwości w ciągu czasu, którego potrzebują dwaj hycle, żeby cię zaprowadzić do drzwi? Odpowiedź jest prosta: nawet nie próbujesz.
– Przykro mi, Mason – kończy jego ojciec, też ze łzami w oczach. – Ale tak będzie lepiej dla wszystkich. W tym dla ciebie.
Starkey wie, że nigdy nie zdoła sprawić, żeby jego rodzice zrozumieli, ale skoro już nie pozostało mu nic innego, przynajmniej będzie miał ostatnie słowo.
– Hej, mamo, tak w ogóle... Kiedy tata zostaje po godzinach w biurze, tak naprawdę wcale nie siedzi w biurze. Odwiedza twoją przyjaciółkę Nancy.
Ale zanim jeszcze zaczyna go cieszyć szok, który odmalował się na twarzach rodziców, Starkey nagle uświadamia sobie, że przecież mógł wykorzystać ten sekret jako kartę przetargową. Gdyby tylko powiedział ojcu, że wie, niewykluczone, że nie musiałby się już nigdy obawiać podzielenia! Jak mógł być tak głupi, żeby nie pomyśleć o tym rozwiązaniu, kiedy jeszcze wchodziło w grę!
Tak więc ostatecznie Starkey nie może się nawet cieszyć swoim małym, gorzkim zwycięstwem, kiedy hycle wypychają go na zewnątrz, w chłód grudniowej nocy. 

Fragment książki "Rozdarci" Neala Shustermana
wyd. Papierowy Księżyc


RECENZJA CZYTACZA: KLIK
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz