"Nie poddawaj się" - Rainbow Rowell

To będzie skomplikowane. Dlatego Czytacz postara się mówić wolno. 

Albo lepiej to Wy postarajcie się czytać powoli, bo… to będzie skomplikowane! 

Wyobraźcie sobie serię książek, która nie istnieje. I wyobraźcie sobie fikcyjną bohaterkę, która pisze fanowską kontynuację tej serii. Nadążacie? A na koniec otrzymacie książkę – całkowicie realną, która jest fanfikowym ósmym tomem tamtej nieistniejącej poza zmyślonym światem serii. Incepcja wysiada. 

Ostrzegałem, że to nie takie łatwe. Zdecydowanie łatwiej jest po prostu przeczytać najnowszą powieść Rainbow Rowell wydaną w Polsce – Nie poddawaj się. 
Ulubiony książkowy bohater znanej z „Fangirl” Cathy powraca z własną historią.

Simon Snow rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie żeby przez ostatnie kilka lat jakoś bardzo się podszkolił – wciąż słabo radzi sobie z różdżką, w dodatku nieustannie coś podpala albo sam wybucha. Na domiar złego porzuca go dziewczyna, a jego mentor nie daje znaku życia. Simon zupełnie nie wie, dlaczego akurat on uznawany jest za najpotężniejszego czarodzieja, skoro każde z jego życiowych przedsięwzięć to porażka.

Ale gdy w Świecie Magów zaczyna wrzeć, Simon musi sprostać wyzwaniu i zapanować nad sytuacją. Nie pomaga przeczucie, że Baz, jego współlokator, a zarazem największy wróg, prawdopodobnie knuje coś za jego plecami.

„Nie poddawaj się” to powieść o magii, duchach, miłości i tajemnicy. Jest w niej tyle pocałunków i sekretów, ile można się spodziewać w książce Rainbow Rowell, autorki „Fangirl”, ale pojawia się tu znacznie więcej wampirów i innych potworów.

Na początku była Fangirl, czyli jedna z najpopularniejszych książek w dorobku  Rainbow Rowell. Na przykładzie popularności Harry’ego Pottera, który doczekał się milionów fanowskich opowiadań powiązanych w mniejszym lub większym stopniu z serią napisaną przez J.K. Rowling, Rainbow Rowell postanowiła pokazać czytelnikom życie i rozterki maniaczki książkowej i autorki bardzo popularnych fanfików. Dlatego stworzyła postać Simona Snowa i Gemmę T. Leslie, autorkę serii o nim. Na kartach Fangirl mogliśmy poznać życie Cath, która w oczekiwaniu na ósmy tom serii o Snowie, postanowiła zaprezentować światu swoją własną wersję zakończenia tej historii. 

Nie poddawaj się to właśnie ta historia. Dzieło Cath. Fanowski ósmy tom serii, która istnieje tylko w świecie Fangirl. Jakieś pytania? 

Wiadomo, że nie należy brać się za czytanie serii od ostatniego tomu: jak tu pojąć złożoną fabułę i zrozumieć to, co dzieje się w świecie przedstawionym? Nie poddawaj się niczym nie różni się od innych kontynuacji serii – na początku ciężko się połapać w mnogich wątkach i pojąć, co tak naprawdę się tu dzieje i o co chodzi. Rainbow Rowell robi co może, żeby utrzymać czytelnika zdezorientowanym, ale też sukcesywnie wypełnia dziury i dba o to, by niewiadomych czy niejasnych sytuacji było jak najmniej. Z czasem coraz łatwiej przychodzi odnalezienie się w tym rozwlekłym magicznym świecie. 

Magiczny świat – Rowell po raz pierwszy tworzy powieść fantastyczną. I widać, że to dla niej wielkie wyzwanie. Głupotą byłoby postrzeganie tej pracy inaczej – pisanie ósmego tomu  serii, której poprzednie tomy nie istnieją nie może być proste. Tak czy siak, rozpatrywanie tej książki jako jednej z kilku to błąd i trudno tu oczekiwać, by na pięciuset stroniczkach zmieściło się jakieś dwa-trzy tysiące stron historii. 

Przyznaję, otoczka mogłaby zostać bardziej dopracowana – oceniając konstrukcję magii i świata, trudno nie odnaleźć tu kilku nielogiczności czy mankamentów, ale nie do końca można się do tego przyczepić, ponieważ całość zdaje się mieć wydźwięk lekko ironiczny i czuć tu parodię. Nie poddawaj się to epicka historia na dużym luzie. Ludzka i bez spiętego tyłka. 

Idąc dalej - znawcą fanfików nie jestem, ale podstawy znam i z całą pewnością mogę powiedzieć, że czuć w tej książce ducha fanfiction. Czuć go w relacjach bohaterów, czuć go w epickich i zaskakujących zwrotach akcji. Tak bardzo popularne pairingi mają swoje odbicie i tutaj. Fani Drarry będą zachwyceni. 

Forma Nie poddawaj się urzeka – trudno tę książkę odbierać w konwencjonalny sposób, a to dlatego, że samo jej powstanie jest sprzeczne z logiką. Mimo wszystko – co zdaje się być jeszcze bardziej absurdalne – daje radę. Historia jest ciekawa, intrygująca i trzyma w napięciu. Nie brakuje tu – tak bardzo charakterystycznych dla autorki – wątków romantycznych i skomplikowanych relacji. Bohaterowie są fajni, wyraziści i dobrze wynagradzają nieobycie pisarki z tematyką fantastyczną (na tym polu pojawia się najwięcej zgrzytów). 

Nie poddawaj się można oceniać na dwa różne sposoby: traktując jako samodzielną powieść lub jako dzieło pochodne i dodatek do Fangirl. Zdecydowanie książka lepiej wychodzi jako dodatek do Fangirl – wówczas świadomość formy wspiera fabułę i rodzą się ciekawe powiązania. Ale jako samodzielny twór też się broni, a jego największą wadą zdaje się… brak poprzednich siedmiu tomów. Faktem jest, że Rainbow Rowell pozostaje i w tej książce Rainbow Rowell, a to gwarancja świetnej mieszanki romansu, mocnych postaci i tej cudnej, ulotnej lekkości, która objawia się nie tylko w bardzo obrazowym i przystępnym stylu pisania pisarki.

Książka idealna do walki z jesiennym Szaroburem.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. O reeeety, bardzo jestem wdzięczna za ten post, bo byłam nieco zdezorientowana. Rzeczywiście dobrze jest myśleć o "Nie poddawaj się" jako o dodatku do "Fangirl", jest wtedy zabawniej! Dzięki, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń