"Nerve" - Jeanne Ryan

Choć Czytacz ani na jotę nie zna się na uprawie roli, zdaje się mieć jako-takie pojęcie na temat uprawy gruntu pod dobrą powieść. A motyw udziału w niebezpiecznej grze zdaje się być solidnym i bardzo żyznym gruntem. 

Na takim gruncie ma szansę powstać bohater doskonały, wielowarstwowy i wyrazisty. Bohater, który ewoluuje na naszych oczach i zmienia się wraz z upływem kolejnym słów, zdań i stronic. Bohater, którego – bez skrupółów – można odrzeć ze wszystkiego i uformować z niego zupełnie nową postać. To tylko kwestia ceny… 

Tym razem Czytaczowi przyszło sprawdzić, czy Jeanne Ryan należycie wywiązała się ze swojego literackiego zobowiązania i czy Vee, bohaterka zekranizowanego właśnie Nerve wystaje ponad książkę, czy też jest płaszczakiem, jakich w literaturze mamy na pęczki. 

Czas rozpocząć grę. 

JESTEŚ WIDZEM CZY GRACZEM?

Vee, otoczona popularnymi przyjaciółmi, zawsze pozostaje w cieniu. Któregoś dnia postanawia to zmienić i bierze udział w internetowej grze NERVE. Z przystojnym Ianem u boku żadne zadanie nie jest trudne. Początkowo gra wydaje się ekscytująca, jednak wkrótce przybiera zaskakująco niebezpieczny obrót…

Po kolei: nieśmiała dziewczyna, która zawsze trzyma się z boku i, dosłownie, nie pcha się na scenę, pod wpływem impulsu decyduje się wziąć udział w grze, która może zmienić jej życie. Teraz musi przełamać wszystkie swoje bariery, by zawalczyć o atrakcyjne nagrody… 

Łatwo to spieprzyć. W takim momencie łatwo chwycić za rękę płaszczaka i przeprowadzić go przez kolejne wyzwania, skupiając się przy tym na szokujących wyzwaniach. Ale Ryan nie idzie na łatwiznę – jej bohaterka jest na tyle ludzka, że łatwo wczuć się w jej położenie. Uruchamia się w niej relatywizm moralny i wewnętrzna walka o przesunięcie granic. Obserwowanie zmagań – nie tylko tych wynikających z udziału w grze – jest emocjonujące, ponieważ poznajemy inną Vee. Nową Vee, która rodzi się na naszych oczach. Jesteśmy świadkami tego, jak pieniądze i pokusa wpływają na człowieka. Jak bardzo człowiek jest w stanie nagiąć się, by osiągnąć cel. To przerażający obraz, ale jakże prawdziwy! 

Nerve to nie pierwsza książka opierająca się na motywie gry i walki o nagrody, jaką czytałem. To wyjaśnia, dlaczego poprzeczka dla niej była zawieszona tak wysoko. Powtórka z rozrywki mnie nie zachwyca – zawsze czuję głód czegoś nowego… 

Może i nowe nie jest dobrym określeniem dla Nerve. Kucharz ze mnie tylko nieco lepszy niż rolnik, ale pokuszę się o metaforę: każdy może ugotować rosół, ale dwie osoby nigdy nie ugotują takiego samego. Podstawa zawsze jest ta sama, ale diabeł tkwi w szczegółach: przyprawach, długości gotowania i innych kulinarnych detalach, o których pewnie nie mam pojęcia. Pewne jest jedno: mimo, że rosół pozostanie rosołem (chyba, że zrobimy z niego pomidorową), każdy będzie inny i zawsze znajdzie się ten jeden, który będzie się wyróżniał. 

Biorąc pod uwagę gatunek i motyw gry, Nerve nie jest niczym szczególnym. Ani nowym. Ale biorąc pod uwagę składniki (świetna kreacja głównej bohaterki, relatywizm moralny, przesuwanie granic) i mieszając je z bardzo dobrym i łatwo przyswajalnym stylem oraz realną wizją (chyba nikt nie zaprzeczy, że gra taka jak NERVE z pewnością przyjęłaby się w społeczeństwie) oraz dodając do tego iście diabelski wątek rodem z Piły (bez obaw: to jeden z tych niekrwawych wątków), otrzymamy książkę wyróżniającą się na tle innych. Nie pod każdym kątem lepszą (np. finał był dla mnie trochę naciągany, a samo zakończenie sztampowe), lecz z pewnością wartą tego, by została zauważona. 

Żądza pieniądza jest tutaj czynnikiem napędzającym akcję (której w książce nie brakuje) i z całości tworzy się spójny i przerażająco realny obraz. Wielu autorów podchodziło już do tego tematu. Na myśl rzuca mi się książkowa Panika czy filmowy Gamer. Każdy miał inną wizję i każdy w inny sposób podchodził do człowieczeństwa, ale dopiero Nerve zdaje się trafiać na tę najwłaściwszą nutę. A nuta to rozbrzmiewa w wyjątkowo złowieszczy sposób... 

Coraz częściej zdarza mi się trafiać na książki, które pod płaszczem przyjemnego stylu i porywających słów, zmuszają mnie do tego, bym stanął twarzą w twarz z wyimaginowanymi problemami i obserwował apogeum absurdu. Nerve przeraża, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że absurdalna gra znana z jego kart, nie miałaby najmniejszego problemu, by stać się elementem otaczającej nas rzeczywistości. Ta książka to świetna rozrywka, ale pozostawiająca na języku posmak goryczy. Bo prawda w oczy kole. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz