"Plaga samobójców" - Suzanne Young

Na ogół sięgając po pierwszy tom serii, Czytacz zwykł odczuwać niepokój. Lekkie ukłucie strachu, lęku i widma potencjalnie zmarnowanego czasu, jeśli książka ta okaże się gniotem. Strach ten panoszy się w czytaczowych bebechach rywalizując jedynie z ułomnym poczuciem ciekawości i tą, co ją zwą matką głupich. 

Ale nie tym razem. 
Sięgając po Plagę samobójców obawy były nikłe, zaś nadzieje hajcowały się w trzewiach niczym drewno wesoło strzelające w kominku. Znak to, że ogień już został rozpalony, więc i strachu nie ma, że zapałki zamokły… 

Choć zabrzmieć to może bez mała absurdalnie, nie ma się co dziwić, że Czytacz ze spokojem podszedł do pierwszej części Programu Suzanne Young, a powodem tego jest znajomość poprzednich książek cyklu. 

To skomplikowane. 

Nim Czytacz ślepia swe łaknące czytania wlepił w Plagę samobójców, miał już na koncie przeczytane dwa wcześniejsze tomy (choć napisane i wydane później) – tom nr 0 i tom nr 0,5. Mówiąc krótko: prolog tej historii. Stąd też wiedział już, czego może się spodziewać, a i talent Suzanne Young do snucia fantastycznych historii nie budził w nim najmniejszych wątpliwości. 

Ale nawet podchodząc do książki bez strachu i patrząc na nią przez pryzmat poprzednich/kolejnych/innych tomów, można się sparzyć. Bo myśleć sobie, jaka ta książka może być cudowna, to jedno. A zupełnie inne jest to, czy rzeczona faktycznie okaże się taka dobra. Bo jeśli nie, to czart bombki strzelił. 

Nastolatki masowo popełniają samobójstwa. W niektórych szkołach władze wprowadzają więc pilotażowy program przeciwdziałania tej epidemii. Wszelkie objawy depresji są skrupulatnie notowane, a ci, którzy się załamują, są poddawani leczeniu w odizolowanych klinikach. Leczenie wydaje się skuteczne, ale każdy, kto brał udział w programie, wraca do zwykłego życia kompletnie pozbawiony wspomnień.

Rodzice Sloane stracili już jedno dziecko i są gotowi na wszystko, by tylko ją uratować. Dziewczyna tłumi więc swoje prawdziwe uczucia. Jedyną osobą, przy której czuje się swobodnie, jest James, jej chłopak. Obiecał jej, że ich dwojgu nic się nie stanie, a Sloane jest pewna, że ich miłość przetrwa wszystko. Lecz z tygodnia na tydzień oboje stają się coraz słabsi. Coraz trudniej im zachowywać twarz, bo dopada ich depresja. A później Program.

Mroczna, dystopijna powieść z romansem w tle.

Lubię dystopie. Wielbię je i nieustannie poszukuję kolejnych ciekawych historii, które będą podtrzymywały ten płomień szalejący w moim serduchu. Ale też coraz częściej na wierzch wypływa myśl nucąca smętnie i bezlitośnie: Ale to już było… No tak: ileż można czytać historii i liczyć na to, że każda z nich będzie czymś zupełnie nowym i oryginalnym? Nierealne to marzenie! 

A jednak zdarza się jeszcze trafić na małą, czarną perełkę, która gdzieś się zapląta we wzburzonym, krwistym morzu, które niejedną już katastrofę czy koniec świata widziało na własne… fale (?). 

Jedną z tych perełek jest – bez najmniejszego wątpienia – seria Suzanne Young, a Plaga samobójców podkreśla to na każdy sposób. Powieść jest świeża, pachnąca nowym i nieznanym. Zbudowana na motywach znanych od stuleci: nieszczęśliwa miłość, poszukiwanie miłości, poszukiwanie siebie – oferuje przy tym coś nowego i niepowtarzalnego: motyw choroby prowadzącej do samobójstw i lekarstwo wymazujące wspomnienia. Ta cała otoczka to serce Plagi samobójców nieustannie pompujące krew w białe stroniszcza zabarwione czarnym drukiem. Wchodzi pomiędzy zakochanych, przeszkadza w poszukiwaniu siebie, dostarcza adrenalinkę i szczyptę niepewności. 

Czego spodziewałem się po tej książce? Motywu ucieczki. Nie miałem złudzeń – w przypadku takiej treści bez ucieczki nie ma zabawy. I co? Zostałem wyrolowany! Fabuła mnie zaskoczyła, a to co stało się z naszymi bohaterami sprawiło tylko i wyłącznie, że nie mogłem oderwać się od tej książki aż do ostatniej strony. A w głowie tłukło się jedno pytanie: no ale jak to tak? 

Budowanie ciekawych postaci, które mają w sobie autentyczne życie to już chyba znak rozpoznawczy Suzanne Young. A przyznać trzeba, że w obranych przez nią realiach, wykreowanie wiarygodnego bohatera to sztuka nieprosta. Trudna wręcz! 

Na Sloane (główna bohaterka) ciąży olbrzymi ciężar. Wystarczający, by dziewuszka zginęła zmiażdżona ponad 400-oma stronicami. A jednak walczy dzielnie – autorka stworzyła jej dobre podwaliny i motywację do której nie idzie się przyczepić. Wbrew skomplikowanej fabule, Sloane utrzymuje się na powierzchni i dopełnia fantastyczny obraz Plagi samobójców. 

I nawet do stylu czy języka nie można się przyczepić. Suzanne Young pisze dobrze i dostosowuje język do wieku odbiorcy – zdaje się, że nie ma nic gorszego niż na siłę ugrzeczniane wyrażenia czy, nie daj Boże, dialogi w książkach young adult. 

Co tu dużo mówić – Plaga samobójców jest świetna. I pewnie podsumowanie byłoby dłuższe, gdyby na półce nie czekał ostatni tom serii, Kuracja samobójców. Ciężko skupić się na czymś innym, kiedy potencjalnie fantastyczna książka domaga się uwagi Czytacza. A jeszcze ciężej pisać, kiedy ręce drżą z przejęcia… 


Książkę można kupić na:



Obejrzyj też:
 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz