Ilustrowany Harry powraca! "Komnata Tajemnic została otwarta"


Miałem powiedzieć, że na tę premierę czekał cały świat, ale w porę ugryzłem się w język. Nie chciałbym przecież skłamać w pierwszym zdaniu. Bo choć dziś swoją światową premierę celebruje ilustrowana edycja Harry’ego Pottera i Komnaty Tajemnic, mam nieodparte wrażenie, że mózg operacji – brytyjskie wydawnictwo Bloomsbury – podszedł do tej nowej publikacji niemal po macoszemu! Gdzie to świętowanie? Gdzie fajerwerki? 

Za dwa dni minie rok od premiery pierwszego ilustrowanego Harry’ego. Tamtą premierą zdawał się żyć cały świat, a Bloomsbury nikomu nie pozwoliło zapomnieć o zbliżającym się wydaniu książki zilustrowanej przez Jima Kaya. Obrazek tu, obrazek tam, tu gif czy animacja – radości i ekscytacji nie było końca. A w tym roku cisza. Zdaje się, jakby Brytyjczycy zaledwie przed paroma dniami przypomnieli sobie o premierze i rzucili kilka haseł, które miały rozgrzać tłum. 

Mnie nie rozgrzały. Poczułem, że ilustrowany Harry przegrał ten wyścig ustępując Przeklętemu dziecku czy filmowym Fantastycznym zwierzętom i jak je znaleźć. 

Dodając do tego fakt, że Bloomsbury to istny pies ogrodnika, fakt premiery drugiego tomu w tej niesamowitej edycji przeszedł niemal bez echa. Wystarczy mi reakcja małżonki mej najdroższej, która była wczoraj w wielkim szoku, że książka wychodzi już dziś… 

Ale nie ma co płakać nad promocją (a właściwie jej brakiem). Jak na zafascynowanego Potterem Czytacza przystało, z wielką niecierpliwością wyglądałem tego dnia. A choć smuteczek koli w serce, przygarniam tego mojego Kopciuszka z blizną na czole i sprawdzam, co tam w trawie piszczy i czy rzeczywiście warto było czekać na tę książkę. 

Rok temu stałem się ofiarą magii Jima Kaya, który bezsprzecznie zaczarował mnie i zachwycił swoim przedstawieniem Kamienia Filozoficznego. Tamte ilustracje miały w sobie klimat powieści i były świetnie dobrane do treści książki. Ale po Komnacie Tajemnic oczekiwałem czegoś więcej, niż tylko fajnych obrazków. 

Z ilustrowaną książką jest jak z filmem – o ile Kamień Filozoficzny przedstawia nam ten świat oraz jego bohaterów, o tyle już Komnata Tajemnic bardziej skupia się na samej treści i dynamice akcji. Łatwo przeoczyć ten punkt przejścia, ale na szczęście Jim Kay nie miał z tym najmniejszego problemu. 

Ilustrowana Komnata Tajemnic zdaje się bardziej dopieszczona. Te obrazki mówią, że ich twórca poznał już ten świat, dzięki czemu więcej w nich subtelności i odwagi. Znawca sztuki ze mnie żaden, ale potrafię dostrzec ewolucję artysty. A przynajmniej tak sobie wmawiam. 

Jakby nie było, Komnata Tajemnic dostarcza jeszcze barwniejszych obrazów i przedstawia ciekawe wizje. Jak to dobrze, że Jim tak daleko odchodzi od filmów i opiera się na własnej wyobraźni! Może i Gilderoy Lockhart za bardzo przypomina w jego wizji Nicolasa Cage’a, niemniej doceniam fakt, że na portrecie nie rozpoznaję rysów Kennetha Branagha. 

Motyw przewodni drugiego tomu to, oczywiście, pająki. I pełno ich w tej książce. A przyznać trzeba, że kayowe pająki są jedyne w swoim rodzaju. I wywołują odpowiednie emocje, co może poświadczyć moja córka, która na ich widok uciekła z okrzykiem: OOOO! MAMOK! [mamok – z języka dziamdukowego pająk]. 

Czytacz ośmieli się stwierdzić, że Komnata Tajemnic spodobała mu się bardziej od Kamienia Filozoficznego, choć w głowie wykluło mu się też kilka zarzutów. Po pierwsze: więcej tu pustych stronic. Bywa, że trzeba przebrnąć przez sześć stron, by odkryć kolejną ilustrację. Druga sprawa: gdzie jest Tom Riddle? O ile potrafię zrozumieć, że przedstawienie Voldemorta w Kamieniu Filozoficznym mogłoby być zbyt drastyczne, o tyle nie pojmuję, dlaczego zostaliśmy pozbawieni szesnastoletniego Toma. Dodam, że miejsce było, bo mamy tu kilka pustych, czarnych stronic. I ani grama Riddle’a. 

W książce występują elementy nawiązujące do ilustracji z jej poprzedniczki – m.in. dalszy ciąg ulicy Pokątnej. To fajne rozwiązanie, które pozwala mieć nadzieję na to, że w kolejnym tomie zostanie nam przedstawione Hogsmeade! I oby tym razem nie pominięto w ilustracjach portretów mało znaczących bohaterów typu Remus Lupin, Syriusz Black czy Peter Pettigrew… 

Na szczęście nie sposób się przyczepić do całości. Książka prezentuje się fantastycznie i z pewnością stanie się bramą do potteromanii dla nowego pokolenia fanów. Nie rzucam tych słów od czapy, lecz bazuję choćby na obserwacji roześmianej paszczy mojej latorośli, która z nadzwyczaj dużą ekscytacją przeglądała kolejne rysunki i malunki zachwycając się w odpowiednich momentach i krzywiąc z odrazy przy innych (MAMOOOOOK!). 

Ta edycja to również magiczne przejście pozwalające wrócić na chwilę do własnego dzieciństwa, do pięknych książek i niesamowitych historii. Dzięki ilustrowanej Komnacie znowu poczułem się jak dziecko i przypomniałem sobie czasy, kiedy tata czytał mi na dobranoc. To wspomnienie wywołało też uśmiech, ponieważ nie wyobrażam sobie, by był w stanie poprawnie wypowiedzieć większość nazwisk padających w książce i pewnie, jak zwykłem to robić jako dziecko, musiałbym go ciągle poprawiać. 

Jeśli ktoś poszukuje dobrego Zmieniacza Czasu i chciałby jeszcze raz wrócić do słodkich czasów dzieciństwa, ilustrowana Komnata Tajemnic nada się w zupełności. Z książką jak z bohaterką baśni – nawet ta najgorzej traktowana przez macochę ma szansę na piękne zakończenie. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

5 komentarze:

  1. Swój egzemplarz odbieram 6 października. Wielka szkoda, że Tom nie pojawił się na ilustracji, bardzo liczyłam na niego.

    P.S. Dziękuję za odpowiedź w sprawie angielskich okładek czarnej serii! Wszystkie w twardej oprawie stoją na regale! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam nadzieję, że wstawisz kilka fotek z ilustracjami. ;) Okładka wewnętrzna powala. :D Obiecałam sobie nie kupować nowych książek, jedynie w wyjątkowych przypadkach. I to jest właśnie ten przypadek. Ty utwierdziłeś mnie w przekonaniu, by zdobyć tę pozycję. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja Komnata ma przyjść dzisiaj :)
    A w zeszłym roku podobno do Kamienia dodawali plakat Pokątnej, dostałeś może? Jak tak, to czy mógłbyś pokazać? :P

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja jak małżonka Twa, jestem w szoku, że to już. Wydawało się, że nie da się doczekać, a tu proszę. Pewnie na Święta sobie sprawię, bo zbieram te ilustrowane wydania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też bardzo zawiodłam się jeśli chodzi o promocję. W dzień premiery poszłam do księgarni, w której rok wcześniej z okazji wydania ilustrowanego "Kamienia filozoficznego" była impreza. Przeczytałam też w internecie, że księgarnie współpracujące z wydawnictwem Media Rodzina, będą w dniu premiery dołączały do książki pocztówki z Ulicą Pokątną. I co usłyszałam? "Już mamy, ale jeszcze jest niewystawiona i niewprowadzona w system. Może jutro?" Bardzo niefajne podejście droga księgarnio... Na szczęście po wizycie w innej księgarni humor mi się poprawił. Książka zdecydowanie mnie nie zawiodła. Nie mogę się doczekać następnych.

    OdpowiedzUsuń