"Zadurzenie" - Eve Ainsworth

Czytacz nie do końca wiedział, jak zabrać się za Zadurzenie. Pierwsza książka Eve Aisnworth robiła wstrząsające wrażenie i uruchamiała wiele wspomnień, których ów najchętniej by się pozbył. Pytanie, w jakim stopniu kolejny twór tej samej autorki okaże się trafny… 

Will jest przystojny i kochający. O takim chłopaku zawsze marzyła Anna. Jest także humorzasty i nieprzewidywalny. Miota się między obsesją, a czymś znacznie mroczniejszym…

Czy Anna rozpozna znaki, póki nie jest za późno?
Przejmujący obraz toksycznego związku.

Na szczęście – podkreślę to jeszcze raz: NA SZCZĘŚCIE – nigdy nie miałem bezpośredniej styczności z zadurzeniem miłosnym. O ile 7 dni odnosiło się do tego, co było mi znane (co też z góry czyniło tę książkę w pewien sposób wyjątkową dla mnie), o tyle Zadurzenie to dla mnie kompletna fikcja. Coś, co mogę oceniać jako czytelnik. Na podstawie treści, stylu, bohaterów i wszystkich tych elementów, które powieść czynią dobrą lub złą. Zachwycony przez 7 dni wreszcie mam możliwość stwierdzenia, czy Eve Ainsworth to naprawdę dobra autorka. 

Zacznę od tego: dawno żadna książka nie wywoływała we mnie takiej wściekłości jak Zadurzenie. W trakcie lektury serce szybciej pompowało gorącą krew, a dłonie mimowolnie zaciskały się w pięści. Cholerny snajper z tej Ainsworth. Potrafi uderzyć w czułe struny i wzburzyć krew. Potrafi też potwornie wkurzyć słowem…

Bohaterowie są koszmarni. Nie dlatego, że są nierealni. Dlatego, że są aż nazbyt realni. Z tą ich głupią naiwnością czy ślepą zazdrością. Z doświadczenia wiem, że nikt tak nie wkurza jak prawdziwy człowiek. I Zadurzenie to potwierdza. Zarówno Anna, jak i Will są postaciami, które najchętniej wpakowałoby się do rozpadającego się wozu i zepchnęło do wąwozu. A potem dla pewności zrzuciło na ich resztki olbrzymią skałę – taką jaka zwykle spadała na łeb nieudolnego kojota ścigającego Strusia Pędziwiatra. Ślepota i naiwność ludzka nie zna granic. Ta książka to podkreśla. Stety i niestety. Niestety, ponieważ druga książka Ainsworth znowuż razi przytłaczającą prawdą… 

To historia opowiedziana w bardzo prosty i bezpośredni sposób. Od początku wiadomo, czego będzie dotyczyła i bez zbędnych upiększeń czy ulepszeń brnie do celu nie bacząc na nic innego. Brak tu zbędnych słów czy scen. Odnoszę wrażenie, że Zadurzeniu bliżej do broszury ostrzegawczej, aniżeli powieści. Ale w tym tkwi magia książek Aisnworth. W totalnie prostej i nieskomplikowanej prostocie. Tak, wiem – ambitne zdanie. 

Na pewno na plus zasługuje ciekawe odniesienie do 7 dni. Uwielbiam tego typu smaczki w książkach. 

Wady? Podnoszenie ciśnienia. Nawet pisząc tę recenzję i wspominając fabułę Zadurzenia czuję jak krew się we mnie gotuje. Nadal mam ochotę zrzucić ich z tego wąwozu. I ją, i jego. Dobrze, że nie jestem monarchą, bo kiepski byłby ze mnie władca. Karanie za naiwność czy głupotę szybko zdziesiątkowałoby naszą populację… 

Może wobec tego lepiej będzie zakończyć już teraz? 
Myśl końcowa: ta książka robi pieruńskie wrażenie i jest mocna. Prawdziwie mocna. 

Obejrzyj też film: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz