"Korona" - Kiera Cass


Time to say goodbye… Znowu. 
Raz już żegnałem się z Rywalkami. Z trylogią. Teraz nadchodzi czas, by pożegnać się z dylogią zamykającą serię. 

Dwadzieścia lat minęło od wydarzeń z „Jedynej”. Córka Americi i Maxona – księżniczka Eadlyn nie sądzi, że uda jej się znaleźć prawdziwego partnera wśród konkursowych trzydziestu pięciu zalotników, nie mówiąc już o prawdziwej miłości . Ale czasami serce znajdzie sposób, aby nas zaskoczyć. Eadlyn musi dokonać wyboru, który okaże się trudniejszy niż ktokolwiek się mógł spodziewać… 

Dwutomowa seria Następczyni swoją budową bardzo przypomina trylogię Rywalek. I tutaj Eliminacje nie mieszczą się w jednej książce, wobec czego trzeba czytać kolejną, by poznać ich finał. 

Zaczyna się dramatycznie – zakończenie Następczyni stało się dobrym punktem rozpoczynającym Koronę. Jest napięcie, jest dramat. Nie brakuje też smutku, a nasza bohaterka rozkwita niczym kwiat. Początek Korony jest jak dobre przyspieszenie w samochodzie – przynosi wiele emocji i adrenaliny. Ale podobnie jak w zasuwającym aucie, trzeba uważać na drzewa… 

Mimo wszelkich starań podejmowanych przez Kierę Cass, Korona nie dorównuje dramatem Jedynej. Jest spokojniejsza i, niestety, pomimo wielkiego potencjału, finał jest bardzo przewidywalny. Boleśnie przewidywalny. Okrutnie wręcz. Czy ktokolwiek obstawiał inne zakończenie? 

Jak to mówią, najlepiej w pamięć zapada początek i koniec. Koniec był słaby. Średni. Przeciętny. Nijaki. Na szczęście początek był mocny i w jakiś sposób zrównoważył plusy i minusy tej książki. Bohaterowie również wykonywali na jej stronicach mrówczą pracę walcząc o uznanie i zapamiętanie. I okazało się, że prawda na temat drugoplanowych postaci jest dużo ciekawsza, od samego rozwiązania głównej opowieści. Pewna szokująca rewelacja uratowała Koronę, tak że żaden brylant z niej nie odpadł. 

O stylu nie będę się wypowiadał. Robiłem to już cztery razy. Kopiować nie ma sensu. Kiera Cass może i nie jest najbardziej wnikliwą czy drobiazgową pisarką, może i brakuje jej pomysłów na zaskoczenie czytelnika, ale z całą pewnością potrafi czarować słowem. 

Eadlyn – nasza droga Eadlyn. Jej przemiana jest cudowna, ale i czyni naszą bohaterkę bardziej skapciałą. Lwica została ujarzmiona, a jej pazurki mocno przycięte. 

Ogólnie jest OK. Takie dobre, solidne OK. Nie takie na odwal się. Po czterech książkach przywykłem do wszystkich wad Rywalek, w związku z czym Korona mnie nie zawiodła. Podobnie jak nie zawodzą bajki Disneya. 

Fajna historia, acz z przewidywalnym zakończeniem. I prostoliniowa. Ale kolorowa i zyskująca uznanie dzięki niuansom, drobiazgom, temu co stanowi tło powieści. 

Co mogę powiedzieć na zakończenie mojej przygody z Rywalkami
Nadal nie rozumiem, co mnie w nich zachwyca, ale wciąż czuję się mocno oczarowany tą serią. Czy to jakieś czary? 


Obejrzyj też: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Może Czytacz zna podobne książki lub o zbliżonej tematyce oprócz Igrzysk Śmierci

    OdpowiedzUsuń
  2. Albo książki o tematyce księżniczek ale dziejące się współcześnie lub w przyszłości? Przepraszam za dwa posty :-)

    OdpowiedzUsuń