Czytacz na Coperniconie!

Wiem, że fast foody szkodzą, aczkolwiek to, co przytrafiło mi się, kiedy ostatnim razem zawitałem w McDonaldzie, nadal nie mieści mi się w głowie. Otóż oddawałem się w ciszy i spokoju spożywaniu Chikkera, kiedy to przed moimi oczami wyrósł… diabeł. 

Czarny, kosmaty i z czerwonymi rogami. Jak malowany. Popatrzył na mnie leniwym wzrokiem, ja popatrzyłem na moją kanapkę, a potem znowuż podniosłem wzrok. Diabeł nadal tam był. Ponownie skupiłem się na kanapce, bacznie się jej przyglądając w poszukiwaniu szkodliwych, diabłogennych czynników. Nie znalazłszy ich, dokończyłem posiłek i z duszą na ramieniu opuściłem restaurację modląc się w duchu, by diabeł za mną nie podążył.

Nie podążył. Zapewne w środku pozostali więksi grzesznicy, dla których 2 for U to za mało. Uff, miałem szczęście! Dobrze, że nie wziąłem BigMaca! 

Wędrując po toruńskiej starówce nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ktoś pokroju Vernona Dursleya dostałby tutaj świra. Na ulice wyległo mnóstwo poprzebieranych ludzi. Pal licho, gdyby byli w pelerynach! Oni mieli rogi! I ogony! Berła, miecze, topory… I całą masę najbardziej fantazyjnych przebrań, których we własnej szafie nie uświadczę (nad czym mocno ubolewam). 

Masowa ucieczka z psychiatryka? Nie! Copernicon
Kolejna edycja Festiwalu Gier i Fantastyki odbyła się w weekend 16 – 18 września.

Czytacz jako bywalec konwentowy to zjawisko bardzo rzadko spotykane. Stworzenie to cechuje się olbrzymią skłonnością do leniwienia się i wylegiwania. Często z książką. By stwór ów zechciał podnieść swoje cztery litery, musi wyczuć coś epickiego. Ewentualnie głód. 

Udział w Coperniconie wynikał z epickich zapowiedzi i obietnicy genialnej zabawy. Ciekawość zwyciężyła. Czytacz przybył do Torunia, by móc się przekonać na własnej skórze o świetności (lub jej braku) jednego z największych konwentów organizowanych w Polsce. 

Satysfakcjonujący udział w konwencie w sporej mierze opierał się na względnej znajomości Torunia. Mapa była pomocna, jednak nie wystarczająca, by w odpowiednim czasie dotrzeć z punktu A do punktu B czy, nie daj Boże, punktu E. Na teren konwentu składało się w sumie osiem lokalizacji i początkowo fakt, że mam zaledwie kwadrans na przemieszczenie się w inne miejsce, budził moją wielką frustrację. Jako człek niezaznajomiony z topografią Torunia, miewałem problemy z wyrobieniem się w czasie i dotarciem do punktu docelowego… Być może to z tego powodu sporą część moich konwentowych wspomnień wypełnia bieg przez miasto z mapą.

Z drugiej strony, była to ciekawa okazja do rzucenia okiem na miasto - lokalizacja w centrum to niewątpliwy atut. Pomijając już fakt, że można przebierać i wybierać w restauracjach, knajpach czy budkach z żarciem na wynos, obecność cosplayerów na ulicach miasta dodatkowo wzmagała poczucie, że w Toruniu dzieje się coś wyjątkowego. 

Pomiędzy przebieżkami przez miasto, Czytaczowi udało się wziąć udział w kilku ciekawych atrakcjach, spośród których warto wyróżnić choćby prelekcję podcastu Myszmasz – Panie tłumacz, pan się tłumacz. Okazuje się, że życie tłumacza filmowego wcale nie jest takie proste i zdarzają się kłody (czasami nawet i dosłownie!).

Wielkie wrażenie robiły też spotkania organizowane w Wielkiej Sali Dworu Artusa, a decyzję o udziale w spotkaniu autorskim z Mają Lidią Kossakowską uważam za jedną z lepszych. 

Tym, co mnie bardzo zaskakiwało była niewielka (żeby nie powiedzieć tyciuteńka) frekwencja uczestników konwentu w atrakcjach, na których Czytacz się pojawił. Starczy powiedzieć, że na podpisywanie książek przez brytyjską pisarkę, autorkę m.in. Pierwszych piętnastu żywotów Harry’ego Augusta, Catherine Webb, przybyło jakieś pięć – sześć osób. 

I to poczucie pustki dominowało. Nie udało mi się wziąć udziału w żadnym punkcie programu, gdzie sala byłaby choć w połowie pełna. Rozumiem – z jednej strony świadczy to o dużej różnorodności i wielu możliwościach wyboru, ale z drugiej rodzi się pytanie o sens przygotowywania tak wielu atrakcji, skoro brakuje na nie chętnych…

Pochód cosplayerów, który odbył się w sobotę, był bez wątpienia jednym z najciekawszych punktów programu i – co ważne – dostępnym dla wszystkich, ponieważ odbywał się na ulicach Torunia, ku uciesze jego mieszkańców (i turystów). 

Podchodząc krytycznie do samej organizacji, trudno mi znaleźć coś, do czego mógłbym się przyczepić, a Bóg mi świadkiem, że Czytacz to zwierz złośliwy i lubiący wytykać błędy innym. Ale do czego się tu przyczepić, skoro byłem świadkiem świetnie przygotowanej akredytacji, która odbywała się w błyskawicznym tempie, a uczestnicy dostawali naprawdę fajny pakiet startowy z książkowym informatorem na czele, w którym znalazły się nie tylko opisy wszystkich konwentowych atrakcji, ale i krótkie wywiady z gośćmi Coperniconu?

Dodatkowo, każdy zdawał się znać swoje miejsce. Gżdacze byli bardzo pomocni i pewnie wykonywali swoje zadania (choć lekką wpadką było, kiedy nikt nie otworzył sali, gdy Catherine Webb przybyła na swój autografowy dyżur – dopiero po chwili, gdy autorka przygotowywała się już do podpisywania książek na korytarzu, zjawił się strażnik kluczy). 

Ciekawym pomysłem było też ulokowanie wszystkich wystawców w CSW – organizatorzy nie marnowali miejsca, a i dało się bez większego problemu przejść. 

Czytacz jest przekonany, że plusów i minusów Coperniconu jest dużo więcej, ale brak Zmieniacza Czasu uniemożliwił mu poznanie wszystkich tajemnic imprezy. To zawsze jest kwestia wyboru: gdzie iść? Czego posłuchać? Co teraz robić? Niektóre wybory są lepsze, inne gorsze, niemniej nie mogę powiedzieć, bym czegokolwiek żałował (choć nogi bolały). 

Zbierając wszystko zusammen do kupy Czytacz może stwierdzić z niekwestionowanym ukontentowaniem, że Copernicon spełnił jego oczekiwania, a nawet przeskoczył je w wielu przypadkach! Świetna impreza, czekam na kolejną edycję!

Obejrzyj też: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Hej, dzięki za wzmiankę o naszym podcaście. Jakby co, to prelekcję, o której wspominasz nagrywaliśmy i dzisiaj ją opublikowaliśmy :)

    http://myszmasz.pl/myszmasz-152-panie-tlumacz-pan-sie-tlumacz/

    OdpowiedzUsuń