"Remedium" - Suzanne Young

Czytacza nie trzeba było długo przekonywać, by sięgnął po tę książkę. Może była to sprawka dobrego nastroju, w którym taplał się wówczas Czytacz, a może podświadoma nadzieja na świetną lekturę. Tego nie wiem i chyba nawet najstarsi filolodzy tego nie wiedzą. Bo skąd mieliby to wiedzieć? 

Tak czy inaczej, Remedium Suzanne Young wpadło mi w ręce akurat w chwili, kiedy głębia mej czytaczowej persony liczyła na coś świeżego i oryginalnego. Nie, żeby inne książki, które czytam takie nie były, ale tym razem chciałem poczuć coś zupełnie nowego. Nowy smak i aromat. 

O taak – moje wymagania w stosunku do Remedium były z góry wygórowane! 
Czy książka, która jest zaledwie dodatkiem do serii, tomem zerowym, ma szansę podbić moje wymagające serduszko i orzeźwić mnie świeżuchnym powiewem nowości? 

Czy można wcielać się w różne postaci, nie tracąc swojej własnej tożsamości?

W świecie przed Programem…

Siedemnastoletnia Quinlan McKee ma niezwykły dar i od lat z powodzeniem go wykorzystuje – niesie pocieszenie rodzinom zmarłych nastolatków. Pomaga krewnym przetrwać żałobę, wchodząc na pewien czas w rolę tych, którzy niedawno odeszli. Nosi ubrania i fryzury zmarłych, a obejrzawszy filmy i zdjęcia z ich udziałem, przejmuje ich zachowania. Czasem nawet zdarza jej się mylić swoją własną przeszłość z losami tych, których role odgrywa. Jest tylko jeden warunek: nie wolno jej się angażować emocjonalnie.

Choć doskonale wie, że jest to surowo zabronione, to od kiedy stała się Cataliną Barnes, między nią a chłopakiem zmarłej dziewczyny zaczyna rodzić się więź. A to dopiero początek trudności. Bo gdy Quinlan poznaje prawdę o śmierci Cataliny, komplikacji przybywa. Ponieważ ta śmierć mogła nastąpić w wyniku epidemii…

Sięgnąłem po tę książkę ze względu na jej autorkę. A właściwie ze względu na to, że gdzieś mi się po mrocznych czeluściach umysłu obijało jej nazwisko. Poza tym, kto jeśli nie Young, miałby pisać powieści Young Adult? 

Tak, wiem. Marne uzasadnienie. Znowu wybierałem w ciemno kierując się intuicją, której jako facet rzekomo nie posiadam. I wierzcie mi lub nie, ale to był istny strzał w dziesiątkę!

Przede wszystkim Remedium nie brzmi jak dodatek. To dopracowana w każdym szczególe powieść poruszająca nietuzinkowy temat – godzenie się ze stratą bliskiej osoby. Niby nic szczególnego, zwłaszcza że wszyscy jesteśmy na to skazani, niemniej pomysł terapii polegającej na tym, że osoba trzecia wciela się w postać zmarłej i odgrywa jej rolę przed bliskimi, by ci mogli się pogodzić z jej odejściem, jest czymś bardzo nowatorskim. I kontrowersyjnym. 

Początkowo uważałem, że to naciągane. Kto by uwierzył w taką maskaradę? Remedium jest przygotowane na sceptyczne podejście. I wyjaśnia złożony problem w bardzo logiczny i przemawiający do rozumu sposób. Szybko zaakceptowałem tę niecodzienną formę terapii, a jeszcze szybciej zatraciłem się w historii opowiadanej przez Suzanne Young. 

Wiarygodni bohaterowie, złożona psychika głównej bohaterki – Quinlan – to elementy niezbędne do tego, by ta fabuła w ogóle mogła się obronić. Na szczęście wątki dotyczące poczucia własnej tożsamości i opis procesu terapii czynią Remedium całkiem wiarygodnym. To bardzo ludzka książka, bo i dotyka ludzkiego problemu. 

Napisana przystępnym i przyjemnym językiem, pochłania bez reszty. Trudno tu znaleźć jeden wątpliwy element. Jasne, wiem że dla chcącego nic trudnego i pewnie można by wytknąć Remedium kilka słabszych momentów, ale ja ich nie wskażę, ponieważ sam ich nie znalazłem. A może po prostu zbyt dobrze spędzałem z Remedium czas, by się go teraz czepiać? 

Jakby nie było, moje życzenie zostało spełnione: otrzymałem lekturę będącą powiewem świeżości, z oryginalną fabułą, dobrze nakreślonymi postaciami i wiarygodną. No i bliską sercu. Gdyby wszystkie dodatki do powstałych już serii utrzymywały taki poziom, jaki utrzymuje Remedium, świat byłby istnym rajem dla każdego czytacza. 

Pora zapoznać się z resztą serii.


ZA KSIĄŻKĘ DZIĘKUJĘ KSIĘGARNI INTERNETOWEJ


Obejrzyj też: 

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz