"Jedyna" - Kiera Cass

Głosem Dżoany K.: pora dowiedzieć się, kto zostanie Illea’s Next Princess
Ależ emocje! Ależ emocje! Nie jestem dziewczynką, toteż nie będę podskakiwał z ekscytacji, ale nie mogę udawać, że mnie to nie rusza. Rywalki Kiery Cass to fenomen, który nieoczekiwanie podbił moje serce. Seria zaskakuje mnie tym, że pomimo, iż mnie nie zaskakuje, to sprawia, że nieustannie czuję się zaskoczony. No i jest cudnie napisana. 

Jedyna to ostatni tom głównej (?) trylogii, choć nie ostatni tom serii. Niemniej, to właśnie tutaj poznajemy zakończenie historii zapoczątkowanej w Rywalkach, dlatego nie ma się co dziwić, że traktuję tę książkę jako najprawdziwszy finał. 

Czaicie? To już FINAŁ! AAAAAAAA! 

America jest jedną z czterech dziewcząt, które utrzymały się w ścisłej czołówce Eliminacji. Ukochana przez zwykłych ludzi, znienawidzona przez obecnego króla, dziewczyna wciąż nie jest pewna swych uczuć. A jednak nadchodzi moment ostatecznego wyboru, tym trudniejszego, że cały los Illei może spoczywać właśnie w rękach Ami.

Czy dziewczyna powróci do swej dawnej miłości, czy zdecyduje się zostać królową i podjąć walkę o lepszy świat dla siebie i wszystkich mieszkańców Illei?

Znowuż powinienem rozpocząć recenzję od kopiuj - wklej. Jedyna w żaden sposób nie odstaje od Rywalek czy Elity. Jeśli ktoś pokochał dwa pierwsze tomy, bez wątpienia polubi też trzeci.

Ale finał to finał i rządzi się swoimi prawidłami. W Jedynej jest więcej akcji, więcej emocji i więcej niepewności. Aż do samego końca nic nie jest pewne, z kolei samo zakończenie jest jak grom z jasnego nieba. Jedno jest pewne: ta trylogia nie mogła się skończyć bez silnego akcentu na zakończenie. 

Stylistycznie nic się nie zmienia. Wbrew pozorom Kiera Cass jest jednym z niewielu autorów, których znam i których styl praktycznie się nie zmienia z książki na książkę. Z reguły język w kolejnych tomach serii nieco się różni między sobą – widać nowe ulubione słowa czy wyrażenia, jakieś nowe tendencje czy inne przywary językowe. Wynika to z tego, że język żyje i stale go zmieniamy. Tym bardziej dziwi, że u Kiery nic się nie zmienia. Bynajmniej, nie uznałbym tego za wadę. Fajnie, że styl i sposób prowadzenia narracji pozostaje niezmienny – taki jaki polubiłem od pierwszego tomu. 

Bohaterowie też się nie zmieniają. Ci, którzy wkurzali, wkurzają nadal. Ci, których chciałoby się kopnąć w tyłek, chciałoby się teraz rozstrzelać. Generalnie jest ok. Ale jakkolwiek trudno doszukiwać się zmian w naszych ulubionych postaciach, wreszcie dowiadujemy się na ich temat nieco więcej, a portrety psychologiczne zostają odrobinę pogłębione. Ale tylko odrobinę. Jedyna to nie typ książki, w której znajdziemy zawiłe i dogłębnie skonstruowane osobowości. To dużo prostsza i mniej wymagająca rozrywka. 

Nie łudzę się: wiem, że po Jedyną sięgną tylko ci, którzy przeczytali i polubili poprzednie tomy. Wówczas ten, trzeci i domykający historię, nikogo nie powinien zawieść. Drugą stroną medalu jest, że Jedyna również nie powali na kolana. Wielkich i nieprzewidywalnych zwrotów akcji tu nie uświadczymy. Nie szkodzi. To i tak pierwszorzędna rozrywka i cudowna lektura na wolną chwilę. Niewymagająca, ale czarująca. Uwielbiam ją.

Obejrzyj też: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz