"Harry Potter and the Cursed Child"/"Harry Potter i Przeklęte Dziecko" Jack Thorne

Źródło: www.telegraph.co.uk
Czytaj bez obaw - tutaj NIE ma spoilerów! 

Pamiętam niewiarygodną atmosferę oczekiwania na kolejne tomy Harry’ego Pottera. Wykreślanie kolejnych dni w kalendarzu i ogień w sercu. Pamiętam drżenie rąk, kiedy dorwałem ostatni – jak go wówczas nazywano – tom: Harry Potter i Insygnia Śmierci. 

Czytając siódmy tom, zawaliłem noc i spłakałem się tak, jak absolutnie nie wypada się spłakać 18-latkowi. Zwłaszcza płci męskiej. A potem? Potem pogodziłem się z końcem i z niegasnącą radością oddawałem się pasji i spędziłem kolejne lata na eksplorowaniu magicznego świata. Wszystko było dobrze. 

Na ósmą część nie czekałem. Jakkolwiek nie miałem nic przeciwko sztuce, która miałaby być spin-offem czy prequelem serii, tak kontynuacja budziła we mnie mieszane uczucia. Dla mnie ta opowieść została już zakończona. Po tylu latach miałem jeszcze raz zanurzyć się w świecie, który zmienił moje dzieciństwo i młodość. Jako zupełnie inny człowiek - dorosły, mąż i ojciec – mam odrzucić to, co znane i poznać zupełnie nowe zakończenie serii, która – jakby nie było – ukształtowała mnie. 

Bałem się. Potwornie się bałem. W jednej chwili to, co pokochałem mogło obrócić się w perzynę. A wszystko dlatego, że ja nie potrafię oderwać się od czegoś, co jest określane jako oficjalne i kanoniczne i udawać, że tego nie ma. Wiedziałem, że ewentualna porażka Przeklętego Dziecka zabije we mnie część mojego zamiłowania. Brzmi patetycznie, prawda? 

Jakiś tydzień temu zbudowałem wokół siebie mur. Był on nie do przebicia. Przestałem zwracać jakąkolwiek uwagę na to, co inni piszą o sztuce i jej fabule. Nade wszystko nie chciałem uprzedzać się do czegoś, czego nie poznałem. Obawy pozostały, ale musiał do nich dołączyć czysty umysł. Oczyszczenie go było potwornie trudnym wyzwaniem. 

Nadszedł czas, by zmierzyć się z przeznaczeniem… 

Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym.

Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, które nigdy nie było jego własnym wyborem. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.

TO NIE JEST POWIEŚĆ. I trzeba to powtarzać głośno i wyraźnie. W scenariuszu Harry’ego Pottera i Przeklętego Dziecka nie odnajdziemy talentu pisarskiego J.K. Rowling, ani też jej stylu – materiał na sztukę pochodzi od niej, ale scenariusz został napisany przez Jacka Thorne’a. 

Podchodząc do Przeklętego Dziecka trzeba się nastawić na to, że tej historii bliżej jest do filmów o Harrym, aniżeli do książek. Czas jest tu głównym ograniczeniem – bogatej w szczegóły i rozwlekłej historii nie dałoby się przenieść na scenę.

Osobiście nie miałem najmniejszego problemu z formą tej książki. Szybko przywykłem do tego, że fabułę poznajemy tu z dialogów i didaskaliów. Nie miałem też problemu z przejściem do porządku dziennego ze scenicznymi środkami wyrazu. 

Dialogi są barwne i często pełne humoru. Znani z serii bohaterowie zmienili się – w sztuce, jakby nie patrzeć, mamy do czynienia z czterdziestolatkami! Ale choć widać w nich te zmiany (Ronowi wyostrzyło się poczucie humoru, Harry stał się bardziej zdystansowany i nieco zgorzkniały, a Hermiona… Hermiona pozostała taką, jaką ją znamy!), bez cienia wątpliwości są to te same postaci, które pożegnaliśmy w epilogu Insygniów Śmierci. 

Ale to nie starzy napędzają fabułę, lecz ich dzieci. I tutaj Jack Thorne dał prawdziwy popis swoich umiejętności tworząc wiarygodne i ciekawe dialogi. Albus Severus, Scorpius czy Rose są fajnie wykreowani i idealnie pasują do świata z książek J.K. Rowling. 

Skoro już pochwaliłem to, co wszyscy chwalą, czas na fabułę… 
Nim zasiadłem do pisania tej recenzji, potrzebowałem dwóch dni, by móc poukładać sobie wszystko w głowie. I by móc odnaleźć w Przeklętym Dziecku logikę. 

Tak, muszę zgodzić się z najbardziej powszechną opinią: to brzmi jak fanfik. 
Ale myślę, że tak byłoby niezależnie od tego, jaka historia zostałaby tu opowiedziana. Twórcy fanfiction wyprodukowali od premiery siódmego tomu miliony tekstów – szansa na wymyślenie czegoś innego jest w tym momencie znikoma. 

Zgadzam się też, że główny trzon jest bardzo oklepany. To, co zobaczyłem w Przeklętym Dziecku widziałem już niejednokrotnie. I nie było w tym nic zaskakującego. Poza logiką podjęcia decyzji o właśnie takim poprowadzeniu fabuły. Chcemy tego, czy nie, J.K. Rowling właśnie ucięła nieskończoną ilość możliwych spekulacji i domysłów. I myślę, że patrząc na fabułę Przeklętego Dziecka w ten sposób, można dostrzec w tej historii prawdziwy wypełniacz dziur i luk. Właśnie setki memów związanych z fabułą powieści o Harrym Potterze przeszły do lamusa. 

I wreszcie gwóźdź programu. Tożsamość Przeklętego Dziecka. To był ten moment, kiedy w mojej głowie powstały najbardziej kwieciste wiązanki przekleństw, jakie w życiu wpadły mi do głowy. Moment, w którym wszystko zaczęło brzmieć jak wyjątkowo durny żart. 

Poświęcenie kilkudziesięciu godzin na przemyślenia po lekturze, okazało się dobrym krokiem. Przeanalizowałem w tym czasie całą historię Pottera i wszelkie normy obowiązujące w tym świecie. I – możecie się ze mną nie zgodzić – ale w odniesieniu do poprzednich książek, to ma sens. NAPRAWDĘ ma sens. Odzyskałem spokój. Choć nadal jestem w szoku. 

Konkludując: podświadomie spodziewałem się, że Przeklęte Dziecko zabije we mnie fana Pottera. Miałem przeczucie, że scenariusz sztuki okaże się trzęsieniem ziemi, które zburzy moje zamiłowanie małym/młodym/dorosłym czarodziejem. Ale tak się nie stało. Fakt, trudno mi nazwać Przeklęte Dziecko kontynuacją – bliżej mu na pewno do potencjalnych tekstów publikowanych na Pottermore, niemniej – jako odpowiedź na bardzo wiele pytań – ma sens. I wydaje mi się, że jedynym celem tej banalnej fabuły jest ukrócenie domysłów i zabicie memów. 

Skoro to nie jest powieść, trudno tu mówić o walorach stylistycznych. Obraz goni obraz, akcja goni akcję – to coś, do czego nie przywykliśmy w temacie książkowego Harry’ego. Może i taka forma przedstawienia jest mało zadowalająca, ale na to wpływu nie mamy, a głupotą byłoby czepianie się scenariusza za to, że ma formę scenariusza… Z drugiej strony to historia, która mogłaby nigdy nie powstać, ale znowuż stanowi odpowiedź na wiele dręczących pytań. Na pewno Przeklęte Dziecko odstaje od wcześniejszych siedmiu tomów i na pewno nie można ich ze sobą porównywać - przede wszystkim dlatego, że tamte książki to powieści, a to scenariusz. Abstrahując od formy, jest to zupełnie inna i nowa opowieść z nowymi bohaterami – nowym pokoleniem. Jest ciekawym, acz nie niezbędnym dopełnieniem znanej nam od lat serii. Ale też trzeba pamiętać o tym, że to wciągająca lektura, która nie pozwala się od siebie oderwać, aż do ostatniej strony. I to jest największa siła tego tekstu - nadal wciąga. Poza scenami i relacjami, które – przynajmniej na początku – można skomentować jako: „wtf!?”, mamy tu ciekawy wgląd do życia Harry’ego i jego przyjaciół, tego jak ono wygląda po upadku Voldemorta i jak świat czarodziejski reaguje na tamte wydarzenia. Nie zabraknie też smutniejszych momentów, bowiem nie wszyscy bohaterowie, których znaliśmy z poprzednich tomów, pozostali przy życiu… 

Wreszcie mogę odetchnąć z ulgą. Euforii nie ma, ale lepsza zdrowa ulga niż bezbrzeżna rozpacz.

Na dziewiątą część nie czekam. Za dużo stresów.

Proszę o nie zamieszczanie w komentarzach żadnych spoilerów! 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

11 komentarze:

  1. Fajnie, że nie ma spojlerów:) Ale może warto też napisać wersję spojlerową?:) Interesuje mnie co myślisz o niektórych wątkach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie wersja spoilerowa - możliwe, że już jutro. ;)
      Tyle, że nie jako recenzja, a luźne podejście do tego, czy "Przeklęte Dziecko" ma sens w kontekście tego, co wiemy z poprzednich tomów. Mam nadzieję, że będzie ciekawie. :)

      Usuń
    2. Czekam z niecierpliwością :)

      Usuń
  2. Zestresowałeś mnie zdaniem, że nie wszyscy bohaterowie żyją...
    Ale czekam niecierpliwie na polskie wydanie! Muszę je przeczytać, dla samej zasady Potterhead'a <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie wiem czy chcę to czytać. Nie jestem z tych, którzy odgradzają się ścianą od wszystkiego co nowe w HP. Na pewno wybiorę się do kina na Fantastyczne Zwierzęta, jednak tutaj sprawa jest trochę inna. Do października będę się zastanawiać xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę! Bez spoilerów. ;) Najprawdopodobniej jutro wrzucę tekst ze spoilerami i wtedy będzie można komentować fabułę do woli. :)

      Usuń
  5. Czyli jednak spoilery były prawdziwe? Ech, miałam jeszcze trochę nadziei, że nie... cóż, zaczekam na tekst ze spoilerami, ale już widzę, że Przeklęte Dziecko to nie moja bajka. Na szczęście nie mam problemu z uznaniem sztuki za alternatywę - od lat robię to z epilogiem, i mi dobrze :) uwielbiam JKR, ale nie wszystko, co od niej wyszło jest do przełknięcia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj rozumiem twój stres ja bede miała to samo jak w końcu będę miała książkę i nawet Twoje zapewnienia mnie nie uspokoiły ;) no ale jestem bardzo ciekawa! Spoilerów nie czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam... Przeczytałam script dwa razy: a nuż za drugim razem dojdę do wniosku, że się myliłam i naprawdę nie jest tak dobrze, jak oczekiwałam? Ale nie miałam racji - było nawet lepiej. I, na Merlina, dziękuję za to, że ta książka powstała. Za powrót do przeszłości. Za miesiące fascynującego oczekiwania. Za drżenie rąk, gdy dotknęłam okładki. I za akt 3, scena 4-9 -kto czytał, domyśli się, o co i kogo chodzi <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akt 3 drugiej części, oczywiście :)

      Usuń