"Blackout" - Marc Elsberg

Nie jest tajemnicą, że Czytacz najbardziej lubi czytać wieczorami. Po swojej stronie łóżka (tzn. to strona małżonki Czytacza, ale zdarza się, że Czytacz zdoła ją zająć przed niedobrą kobietą) ma fantastyczną lampkę nocną (no dobra, ta lampka wcale taka fantastyczna nie jest, bo jest już stara i zużyta, a do tego stanowi dom schadzek dla much, ale lepszej nie mam, więc nie narzekam) przy której może czytać do późna. Wyobraźmy sobie teraz ten niezwykle traumatyczny moment, kiedy Czytacz jest w połowie zaskakująco dobrego rozdziału i nagle… puf! Gaśnie światło! Awaria trwa i nie mija. A Czytacz leży w tym łóżku z książką. A obok niego małżonka. Też z książką. W tych swoich zabawnych, pomarańczowych brylach. I co mają teraz robić, kiedy nie da się czytać? 

Taka sytuacja mogłaby poważnie zagrozić państwu polskiemu, bo przecież 500 złotych miesięcznie piechotą nie chodzi, co nie? 





Powyższa przerwa w tekście to nie wynik błędu w htmlu, lecz celowa przerwa porządkowa. Bo Czytacz musi się doprowadzić do porządku, by móc poważnie podejść do bardzo poważnej lektury, z którą się zmierzył. 

Zaiste, bardziej od Zera Marca Elsberga polubiłem samego Marca Elsberga, którego spotkałem na Warszawskich Targach Książki. Pisarz okazał się być bardzo sympatycznym i zabawnym człowiekiem, toteż nie dziwota, że Czytacz postanowił dać mu – niemal po znajomości, a co! – jeszcze jedną szansę. Druga szansa dana Marcowi Elsbergowi nosi tytuł Blackout. Zapytacie o co chodzi? Pewnie nie, dlatego sam wszystko wyjaśnię. 

Pewnego zimowego dnia w całej Europie następuje przerwa w dostawie prądu – pełne zaciemnienie. Włoski informatyk i były haker Piero Manzano podejrzewa, że może to być zmasowany elektroniczny atak terrorystyczny. Bezskutecznie próbując ostrzec władze, sam zostaje uznany za podejrzanego. W próbie rozwiązania zagadki stara się mu pomóc dziennikarka Lauren Shannon. Im bliżej będą prawdy o przyczynie zaistniałej sytuacji, tym większe ich zaskoczenie oraz niebezpieczeństwo, na jakie się narażają.

Tymczasem Europa pogrąża się w ciemności. Ludzie muszą zmagać się z brakiem podstawowych środków do życia: wody, jedzenia i ogrzewania. Wystarczy kilka dni, by zapanował chaos na niespotykaną skalę. Ta pasjonująca powieść przedstawia prawdziwie czarny scenariusz wydarzeń, których prawdopodobieństwo jest tym większe, im bardziej nasze codzienne życie uzależnia się od elektroniki. Czy jesteśmy przygotowani na blackout?

Blackout okazało się dla mnie wielkim zaskoczeniem. Rozpocząwszy lekturę, nie mogłem się od niej oderwać i tylko zdrowy rozsądek (czyt. lęk przed zaniedbaniem żony i córki) nakazywał mi odrywać się od niej, by sprawdzić czy wszyscy wokół żyją. Tym razem widać, że Marc Elsberg jest w swoim żywiole. To niesłychanie dobra książka i bardzo wstrząsająca – wstrząsające jest zwłaszcza to, że jest taka prawdziwa. I realna. 

Historię poznajemy z perspektywy kilku osób, które rozlokowane są w różnych miejscach Europy, w tym nierzadko w miejscach strategicznych dla zapanowania nad katastrofą, która wisi nad starym kontynentem. To daje nam dobry ogląd na całość. A przy okazji serwuje koszmary senne. Blackout zagnieździł się w mojej łepetynie i nawiedzał mnie nawet w nocy, kiedy to stawałem się uczestnikiem wydarzeń opisanych w książce. 

Na blisko 800 stronach Marc Elsberg zmieścił genialną fabułę, która nawet przez minutę nie jest nudna. Niemal każda strona pobudza produkcję adrenaliny, a im bliżej końca tym serce bije mocniej (w sensie w piersi – żeby ktoś nie pomyślał, że np. po twarzy!). 

Świetny styl pisania, bardzo wdzięczny problem do opisania i olbrzymia dbałość o szczegóły oraz szeroki punkt widzenia poparty rzeczywistymi analizami czy wynikami badań. To po prostu majstersztyk!

Największe obawy miałem względem bohaterów. W Zerze to oni najbardziej mnie zawiedli. Byli wtórni i płytcy. A do tego tło kreowane wokół nich zdawało się być zbyt przejaskrawione. Mówiąc krótko: byli papierowi. A tutaj żyją. Najprawdziwszym życiem, jakie autor mógł im ofiarować. 

Nie spodziewałem się takiej dawki wrażeń i tylu emocji – Blackout przekroczył moje wszelkie wyobrażenia i zaniepokoił mnie nie na żarty. Czytacz pada przed tą książką na kolana i prosi o więcej. Byle na tym samym (lub podobnym) poziomie. 


Obejrzyj też: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Genialna książka. Ogromnie mi się podobała i dała powód do wielu przemyśleń.

    OdpowiedzUsuń