"Pamiętnik lesbijki" - Eryk Edwardsson

Czytacz odważny jest (a przynajmniej stara się być… czasami), dlatego zamiast lękać się sloganów takich jak powieść obrazoburcza oraz prowokująca, są one dla niego tym, czym miód dla misia. Trudno się zatem dziwić, że Pamiętnik lesbijki Eryka Edwardssona kusił go niemiłosiernie i wodził na pokuszenie (tudzież kusił na wodzenie?). 

Piszę bez składu i ładu, powiadacie? Nie dziwcie mi się, drogie ludzieńki, gdyż moja psychika doświadczyła gwałtu dokonanego na niej przez książkę… 

Powieść obrazoburcza oraz prowokująca, pełna skrajności – z jednej strony pokazująca w sposób bezkompromisowy życie współczesnej młodzieży, z drugiej zaś traktująca o kwestiach filozoficzno-społecznych – tolerancji, stereotypach, samotności, a także sensie istnienia.

Sceny erotyczne i romantyczne przeplatają się tutaj z krwawymi oraz wulgarnymi, a wszystko jest pokazane oczyma niezwykle inteligentnej, choć nadwrażliwej i przeintelektualizowanej, dziewczyny, którą problemy z przystosowaniem do otoczenia spychają na krawędź depresji.

Wyalienowana Nati, niemal wpędzona przez „typowych” facetów w mizoandrię, zafascynowana tajemniczymi gothami oraz zniesmaczona swoimi znajomymi dresiarzami, trafia na fanatyków wampiryzmu i stopniowo popada w wielki konflikt pomiędzy przyjaźnią a miłością.

Od czego tu zacząć? Mam twardy orzech do zgryzienia, zwłaszcza że teraz po raz pierwszy przeczytałem opis Pamiętnika lesbijki i w mojej głowie rodzi się pytanie: wtf!? Bo, po pierwsze, książka nie porusza tematu życia współczesnej młodzieży, lecz jej niewielkiej części, a poza tym nie odnalazłem w niej ani jednej sceny czysto erotycznej. A pocałunku nie uznałbym za scenę erotyczną… 

Do rzeczy. Pierwszym co rzuca się w oczy jest język tej książki. Przeczytawszy zaledwie trzy strony Pamiętnika lesbijki moje rozbiegane myśli złożyły się w proste i jakże wiele wyrażające: o kurwa. Skomplikowany język, trudne wyrażenia i refleksyjne tsunami. Ucieczka była kuszącą perspektywą. Ale postanowiłem dać książce Edwardssona szansę. I czytałem. Na szczęście. Wkrótce, bowiem, okazało się, że mocno specyficzny język mocno łączy się z mocno specyficzną bohaterką. A moja psychika była mocno nadwerężona. Po pierwszych stronach doszedłem do wniosku, że do Pamiętnika lesbijki powinno zostać dołączone ostrzeżenie: nie czytać w samotności – grozi samobójstwem. Przez mój umysł przeszło tsunami. 

I kiedy począłem zastanawiać się, gdzie znajdę żyletkę, odkryłem w tej lekturze coś, co zostało zakopane pod toną mądrych i niezrozumiałych słów oraz filozoficznych wynurzeń. Tym czymś była logika i względny realizm. Bo kiedy już udało mi się zaakceptować dziwaczną osobowość Natalki i jej sposób wyrażania siebie, odkryłem w Pamiętniku lesbijki świetnie dopracowane i naturalne dialogi oraz ciekawie nakreślonych bohaterów. 

Ubolewam nad tym, że walka ze stereotypami zakończyła się w przypadku Pamiętnika jedynie ich potwierdzeniem. A z drugiej strony stanowiło to ciekawy zwrot akcji. Tyle, że to i tak za mało, by skraść moje serce. Za dużo było tu wynurzeń (nie powiem z czego) i za mało dynamiki. Pojedyncze dialogi szybko były urywane, by umożliwić wylew kolejnych refleksji. I proszę mi nie mówić, że taki już jest pamiętnik, ponieważ ta książka z pamiętnikiem jako takim nie ma nic wspólnego! Nawet ciekawsze momenty zostały zabite nudą, zwłaszcza że Natalka nie byłaby dla mnie interesującym rozmówcą. Nie było między nami tej chemii. A to musiało przełożyć się na mój odbiór tej książki…

Wyciągnięcie logicznych wniosków z lektury Pamiętnika lesbijki jest trudne. To nie była ani obrazoburcza, ani prowokująca książka. Chyba, że uznamy te słowa za synonimy znacznie lepiej dopasowanego do książki epitetu: IRYTUJĄCA. Irytująca bohaterka, irytujący sposób narracji, irytujące słownictwo, irytujące pozostawanie w sferze uprzedzeń… 

I teraz podsumowanie, którego nawet ja nie pojmuję. Podobała mi się ta książka. Hmm… powiem to jeszcze raz, ale głośniej: PODOBAŁA MI SIĘ TA KSIĄŻKA. Była, przede wszystkim, inna i nieprzewidywalna. Eryk Edwardsson nie tyle przełamuje schematy, co w ogóle z nich nie korzysta – a to utrudnia krytyczne podejście do Pamiętnika lesbijki. Bo jak ocenić coś, czego nie da się z niczym porównać? To była zarówno koszmarna, jak i świetna książka. Piekło i Niebo. 

Na pewno długo nie zapomnę tej książki. Bo czytanie jej było na swój sposób przeżyciem traumatycznym, a to że ostatecznie ją polubiłem dowodzi jedynie temu, że istnieją na tym świecie dziwy, które się nawet fizjologom nie śniły. Idealnym podsumowaniem będzie cytat z Nowego Drapieżnika Zbigniewa Zborowskiego: psycha spękana jak nagrobek pradziadka. Czy jest na sali psychiatra? 

Obejrzyj też film: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz