Finał "Niezgodnej" odwołany! Czy ludzie mają dość adaptacji filmowych?

Wytwórnia Lionsgate wycofała się z planów produkcji czwartej odsłony Niezgodnej (The Divergent Series: Ascendant). Po klapie finansowej poniesionej przez Wierną, prace nad kinowym zakończeniem serii zostały odwołane. Czyżby nadchodził zmierzch filmowych hitów powstałych na podstawie książek? 

Przyznajmy to otwarcie: w ostatnich latach kino opiera się głównie na adaptacjach książek. Spora część produkcji, które możemy oglądać na wielkim ekranie to praca odtwórcza, bazująca na popularnych powieściach. Za sprawców takiego stanu rzeczy z pewnością możemy uznać Władcę Pierścieni i Harry’ego Pottera. Świat wstrzymywał oddech, kiedy te dwie produkcje rozpoczynały podbój światowych kin, nabijając kabzę swoim twórcom. Dolary lały się strumieniami, kasy pękały w szwach. 

Nie znaczy to, oczywiście, że przed sfilmowaniem trylogii Tolkiena i septologii Rowling, nie robiło się ekranizacji książek! Robiło się, tyle że rzadko miały one zadatki na prawdziwe hity gotowe podbić światowy box office. 

Zdaje się, jakby sukces WP i Pottera zapoczątkował modę na tworzenie ekranowych hitów z książek. I po kilkunastu latach od debiutu tamtych gigantów widać, że Hollywood bardzo lubi opierać się na sprawdzonych wzorach, czy też pierwowzorach. Bazowanie na gotowym materiale możnaby uznać za pójście na łatwiznę, tyle że ostatnie poczynania twórców filmowych ujawniają zupełnie nową tendencję…

Kiedy Harry Potter wchodził na ekrany kin, film nazywano zamiennie ekranizacją lub adaptacją. Wtedy nie miało to większego znaczenia. A choć nie brakowało głosów narzekających na to, że w książce było inaczej, bez cienia wątpliwości mieliśmy tu do czynienia z ekranizacją. I to dość wierną książce, w przeciwieństwie do powstających obecnie adaptacji, które charakteryzuje luźny stosunek do oryginału. Starczy spojrzeć na drugą odsłonę Więźnia labiryntu – Próby ognia, które z książką mają wspólnych bohaterów (przynajmniej z nazwiska) oraz tytuł. Podobnie sprawa wygląda z kontynuacjami Niezgodnej, które miast wizji autorki, Veroniki Roth, prezentują bujną wyobraźnię twórców filmowych… 

I wygląda na to, że takie działanie wreszcie doczekało się stosownej reakcji ze strony fanów, którzy w przypadku trzeciej odsłony Niezgodnej powiedzieli: PAS!

O ile twórcy filmów życzyliby sobie takich zarobków, jakie zanotowano przy Harrym Potterze (najmniej zarobił Więzień Azkabanu - tylko798 mln dolarów, a najwięcej Insygnia Śmierci cz. 2 – 1 mld 342 mln dolarów; cała seria filmów zarobiła łącznie 7 mld 723 mln dolarów), o tyle realia bywają różne, a wyraźne spadki zarobków niewiernych adaptacji zdają się jasno pokazywać, że fani nie życzą sobie majstrowania przy ich ukochanych dziełach. 

Skoro do napisania tego artykułu nakłoniła mnie ciekawa sytuacja Niezgodnej, to na niej się oprę: pierwszy, najbardziej zgodny z książką, film zarobił 289 mln dolarów, co skłoniło fanów do pójścia do kina na Zbuntowaną (297 mln dol.) Tyle, że Zbuntowana okazała się całkiem ciekawą historyjką, tyle że słabo związaną z książką. W konsekwencji trzecia, przedostatnia część filmu, Wierna, zanotowała sromotną porażkę zarabiając jedynie 179 mln dolarów. Patrząc na ilość i jakość efektów specjalnych wykorzystanych w filmie oraz na nazwiska w jego obsadzie, nie zdziwiłbym się, gdyby produkcja w ogóle nie zarobiła na Wiernej. Stąd nie dziwi decyzja o wstrzymaniu produkcji (aczkolwiek Lionsgate zapowiada film i serial w TV stanowiące finał serii oraz jej spin-off). Na razie nie wiadomo, czy gwiazdy kinowej produkcji wystąpią w wersji telewizyjnej.

Oczywiście, głupotą było twierdzenie, że sukces kasowy zapewni filmowi wierność wobec książkowego oryginału – nie każda książka przyjmuje się na ekranie, co z pewnością potwierdzą producenci Piątej fali. Ekranizacja, jakkolwiek wierna książce, nie oczarowała fanów. Film zarobił na świecie zaledwie 110 mln dolarów, co po odjęciu kosztów produkcji (ponad 38 mln) i promocji, raczej nie przekłada się na imponujący wynik… 

W tym momencie warto zadać sobie pytanie, czy nadchodzi zmierzch popularności filmów bazujących na książkach? Coraz częściej słychać głosy, że Hollywood jest odtwórcze i w kinie brakuje świeżości i niezależnych projektów na podstawie oryginalnego scenariusza. 

Nie wiem, jakie są realia kina, ale jako czytacz mogę stwierdzić, że przerabianie ukochanych książek, tudzież ich całkowita zmiana, nie sprawi, iż będę chętnie chodził do kina na ich ekranizacje czy adaptacje. W trakcie seansu Prób ognia, których pierwowzorem była moja ulubiona część Więźnia labiryntu, mogłem zmusić się jedynie do tego, by zdjąć okulary umożliwiające mi oglądanie filmu w 3D i odwrócenia wzroku od ekranu. Ciekawy film, tylko co z moją ukochaną książką? 

Sytuacja z Niezgodną pokazuje, że nie tylko ja mam taki stosunek do filmowej papki, którą robi się z książek. Z drugiej strony coraz bardziej przejadają mi się reklamy kolejnych i kolejnych filmów, które żywią się książkami. Kiedyś ekranizacja była wyróżnieniem, którym mogły się pochwalić pojedyncze książki. Dziś normą jest, że wytwórnie masowo wykupują prawa do sfilmowania książek, nawet jeśli daleko im do hitów. Nie ma już wyróżnień. Jest chleb powszedni. 

Podsumowując temat: książka była lepsza. 
Chyba, że mowa o Zmierzchu – dziękuję za finalne sceny akcji z Przed świtem cz. 2 – w tym temacie filmowcy okazali się lepsi od autorki. Najwyraźniej wyjątek potwierdza regułę. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

5 komentarze:

  1. Zaskoczyłeś mnie tą informacją o odwołaniu finału "Niezgodnej"!
    Może rzeczywiście pójście w stronę serialu będzie lepszym pomysłem. Dobrym przykładem jest ekranizacja "Darów Anioła" - pierwszy tom, "Miasto kości" został sfilmowany, ale był raczej krytykowany przez fanów. Za to serial "Shadowhunters" (pomimo słabych efektów specjalnych i 'drewnianych' głównych bohaterów) odniósł sukces i szykuje się kolejny sezon.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepszą ekranizacją książek (według mnie) są filmy z serii Igrzyska Śmierci. Co prawda było kilka rażących błędów ale całość bez zarzutów. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Film lepszy niż książka: oprócz Zmierzchu znam jeszcze jeden, a mianowicie Opowieści z Narnii. Pewnie wiele osób może się ze mną nie zgodzić ale dla mnie książka przynudzała. Co do artykułu zgadzam się całkowicie: co prawda nie oglądałam jeszcze wiernej, ale zbuntowana to dobry film, a nie ekranizacja. Spieprzyli to tak jak Morze Potworów :-(

    OdpowiedzUsuń
  4. Przede wszystkim - nie ma jeszcze potwierdzonych informacji o odwołaniu Niezgodnej 4. Lionsgates to rozważa, ale prawdopodobnie zamiast kinowej wersji do fanów trafi film telewizyjny i będzie to początek serialowego spin-offu. Robić coś inaczej, a nie robić czegoś w ogóle... no chyba znacząca różnica.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podrzucę jeszcze jeden film, który jest lepszy niż książka: "Atlas Chmur" Wachowskich. Książka sama w sobie się nie broni. Ale jako dodatek do filmu - jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń