"Simon oraz inni homo sapiens" - Becky Albertalli

Nie zawsze byłem tolerancyjny. Jeszcze kilka lat temu chwytało mnie obrzydzenie na myśl o gejach (jak na faceta przystało, z lesbijkami nigdy nie miałem problemu). Wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (trafne wyrażenie, biorąc pod uwagę ciąg dalszy tego zdania), kiedy J.K. Rowling ogłosiła, że Albus Dumbledore, dyrektor Hogwartu (gdybyście nie wiedzieli: Harry Potter) był gejem. 

Pierwszą reakcją była wściekłość i rozżalenie. JAK ONA MOGŁA!? 
Drugiego dnia przyszło olśnienie. Zrozumienie, że wszyscy jesteśmy tacy sami, niezależnie od orientacji seksualnej. Rowling wyleczyła mnie z uprzedzeń i homofobii. 

Dlatego, gdy tylko usłyszałem (no dobra – przeczytałem) o Simonie oraz innych homo sapiens, poczułem, że jest to książka, którą bezsprzecznie muszę przeczytać. Ba, stawiałem na to, że będzie to prawdziwie zacna lektura. 

Sorry, nie wierzę w psychologów. Ci, których znam osobiście poszli na psychologię, bo chcieli mieć studia. Etykieta najprostszego kierunku robi swoje. I potem łażą po ziemskim padole domorośli magistrowie (żeby nie powiedzieć domorosłe magistry) i zadzierają nosa. A w głowie jak nic nie było, tak nie ma. 

Wobec powyższego nie dziwcie się, że fakt, iż autorka Simona, Becky Albertalli była psychologiem klinicznym pracującym z dziećmi i młodzieżą (w tym LGBT ), nie zrobił na mnie wrażenia. Wręcz przeciwnie – miałem lekkie obawy, że książka może okazać się pseudoliterackim bełkotem pani uczonej, która pozjadała wszystkie rozumy. Obawy prysły, kiedy odwiedziłem jej stronę internetową i przeczytałem FAQ. Odpowiedzi Becky przedstawiły mi osobę skromną, kochającą swoją pracę i młodzież, potrafiącą słuchać i mającą prawdziwą frajdę z tego, co robi. To był moment, w którym w głowie zapaliła mi się lampka: ta książka może być genialna. 

Ukrywający swoją orientację seksualną szesnastoletni Simon Spier uważa, że miejsce dramatów jest na scenie teatralnej. Jednak kiedy napisana przez niego wiadomość mailowa wpada w niepowołane ręce, pojawia się ryzyko, że jego wielki sekret ujrzy nagle światło dzienne. Simon pada ofiarą szantażu: jeśli nie zostanie swatem dla klasowego błazna, Martina, wszyscy dowiedzą się, że jest gejem. A co gorsza, w niebezpieczeństwie znajdzie się także Blue, chłopak, z którym Simon wymienia maile.

W wąskiej grupce przyjaciół Simona pojawiają się coraz częstsze spięcia, korespondencja mailowa z Blue z każdym dniem robi się coraz gorętsza, a spokojne dotąd życie Simona zaczyna się dziwnie komplikować. Niechętny wszelkim zmianom chłopak musi znaleźć sposób na wyjście ze swojego bezpiecznego kokonu, zanim zostanie z niego brutalnie wypchnięty – i to tak, żeby nie zrazić do siebie przyjaciół, uniknąć kompromitacji i nie zepsuć tego, co rodzi się między nim a najcudowniejszym i najbardziej tajemniczym chłopakiem, jakiego dotąd spotkał.

I zaczęła się jazda. Becky Albertalli – debiutantka – od pierwszych stron Simona dała popis swojej znajomości psychiki nastolatka, udowadniając, że faktycznie potrafi słuchać, ale i rozumieć, co się do niej mówi. Simon jest bardzo pozytywną postacią i jednym z najlepiej wykreowanych bohaterów książkowych, z jakimi kiedykolwiek się zetknąłem. Gdyby autorem tej książki był facet, stwierdziłbym bez cienia wątpliwości, że to autobiografia. Tak dobrze jest skonstruowana ta postać. Tak bardzo przypomina żywego człowieka. I Albertalli w kreacji swoich bohaterów nie myli się ani razu, przedstawiając bohaterów prawdziwie złożonych i zaskakujących. Sam motyw głównego złoczyńcy jest wielką niespodzianką. To kolejna z wielu postaci, które wyglądają jak z życia wzięte. 

Historia opowiada o chłopcu, który bardzo chciałby, ale boi się ujawnić swoją orientację seksualną. Obawia się reakcji rodziny, otoczenia, jak i konsekwencji. Jest zagubiony, nieufny i nagle otwiera się przed innym chłopakiem, poznanym w Internecie. Chłopakiem, który chodzi do tej samej szkoły, co Simon. 

W Simonie oraz innych homo sapiens znalazłem piękną historię o dojrzewaniu, a także o oswajaniu się ze swoją tożsamością. Do tego jest to bardzo ciepłe (wiem, że nie powinienem w tym wypadku używać słowa ciepłe) love story. Opowieść o pierwszej miłości. 

Na domiar dobrego Simon oraz inni homo sapiens został bardzo dobrze napisany. Bardzo przystępnym stylem i – to kolejna gigantyczna zaleta – nie odbiegającym od stylu nastolatków. Kiedy w tej książce gadają ze sobą młodzi, widać, że te dialogi są żywe i realne. Bohaterowie nie różnią się od innych nastolatków – nie różnią się też ich rozmowy, słownictwo czy sam sposób rozmawiania. Świetną wstawką są liczne odniesienia do Harry’ego Pottera oraz do fan fiction – w tej książce pojawia się motyw homoseksualnych Harry’ego i Dracona oraz wyjaśnienie slashu. Myślę, że to czyni książkę jeszcze bardziej przystępną, a jej bohaterów jeszcze bardziej (o ile to możliwe!) ludzkimi. 

Mógłbym z dumą podkreślić, że spodziewałem się tego, że ta książka będzie dobra. Ale skłamałbym, ponieważ nie spodziewałem się, że będzie ona aż tak dobra. Z bezbłędnie stworzonymi postaciami, idealnym stylem i fascynującą historią pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji. Simon oraz inni homo sapiens urzekł mnie i oczarował na każdym polu, nie pozostawiając nic do dodania. Z kolei Becky Albertalli stała się jedną z moich ulubionych autorek książek młodzieżowych, mogącą śmiało stawać w szranki z Matthew Quickiem czy nawet Johnem Greenem.

O KSIĄŻCE MÓWIĘ TEŻ TUTAJ:
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Grrrrr...
    "Sam motyw głównego złoczyńcy jest wielką niespodzianką." Mam nadzieję, że to przenośnia, a nie spoiler...
    "Chłopakiem, który chodzi do tej samej szkoły, co Simon." A to już spoiler jak nic... (podejrzewam nawet kto ;))
    Ale to mnie tylko zaciekawiło, więc punkt dla ciebie. Miałam zamiar jako następne kupić "Miasto Kości", ale w tej sytuacji to chyba zrozumiałe. Lubię czytać o tego typu paringach (Drarry <3) i nie, to nie fetysz. Po prostu cieszę się, że ludzie jednak mogą pozbyć się uprzedzeń, dorosnąć i zacząć tolerować innych. Cieszę się, że Ty też zmieniłeś zdanie. Nawet jeśli stało się to pod wpływem Jo, to każdy powód jest dobry do zmian na lepsze.
    Acha, zapomniałabym. Recenzja. W końcu to ją komentuję. Fajnie napisana, muszę przyznać, że rzadko kiedy coś zaciekawia mnie od pierwszego zdania. A ta książka na pewno ma w sobie COŚ. Moim skromnym zdaniem, zazwyczaj oceniasz to dobrze.

    OdpowiedzUsuń