"Silver. Pierwsza księga snów" - Kerstin Gier

One, two - Freddy's coming for you
Tree, four - better lock your door
Five, six – grab your crucifix
Seven, eight – gonna stay up late
Nine, ten – Never sleep again

Freddy Krueger towarzyszył mi od wczesnego dzieciństwa. Na szczęście nie w snach. Co zresztą widać. Choćby po tym, że jeszcze żyję. 

To właśnie Koszmar z ulicy Wiązów otworzył mi oczy na niewyobrażalne i niepojęte możliwości, jakie niesie ze sobą konwencja oniryczna. Sen. Sen, który jest pozbawiony granic, w którym może się zdarzyć absolutnie wszystko i nie ma rzeczy niemożliwych. 

Z drugiej strony tych dwadzieścia parę lat, które przeżyłem, niejednokrotnie pokazało mi jak łatwo jest spieprzyć coś, co teoretycznie – jakby to powiedzieli Anglicy po ichszemu – jest niespieprzalne. Bo tam, gdzie brakuje granic, jedyną granicą pozostaje wizja artystyczna. A ta może się położyć cieniem nawet na najlepszym pomyśle. 

Incepcja, Naznaczony czy pierwsze części rzeczonego Koszmaru to zaledwie mała garstka tworów wykorzystujących sen, które mógłbym określić mianem dobrych. Ciekawe podejście do tematu, trochę grozy i fajna, spójna wizja. Z drugiej strony zwala się na łeb masa nieudanych prób podjęcia trudnego tematu, jakim jest sen. 

I co zrobić, kiedy w sercu drzemie sentyment? 

Zapowiedź wydania Silver. Pierwszej księgi snów Kerstin Gier była jak iskierka nadziei. Jak światełko w ciemnym tunelu. Nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać po tej książce, ale wiedziałem, że chcę ją przeczytać. Najwyżej będzie kolejny tytuł na stercie innych z etykietką Rozczarowanie. 

Liv zawsze przywiązywała dużą wagę do snów. Ale odkąd zamieszkała w Londynie, znalazły się w centrum jej zainteresowań. Tajemnicze zielone drzwi. Gadające kamienne posągi. Niania z tasakiem w schowku na miotły… Tak, ostatnio sny Liv stały się bardzo dziwne. A szczególnie ten: czterech chłopaków, łacińskie inkantacje, dziwny rytuał, a wszystko to w nocy pośrodku cmentarza. No tak, Liv zna tych chłopaków z nowej szkoły – i zawsze, gdy spotykają się na jawie, oni zdają się wiedzieć o niej więcej, niż powinni… Chyba że… śnili ten sam sen, co ona?

W przypadku takich tworów, zawsze ma dla mnie znaczenie: co, jak i dlaczego? Skąd się biorą te osobliwe sny? Jakie mają znaczenie? I czemu one służą? Sorry, ale historie jesteś wybrańcem! i tego typu bzdety mnie nie przekonują. Chyba, że w grę wchodzą jakieś powiązania krwi czy technologia. Bo np. czemu taki Lechu mieszkający w sąsiedztwie może sobie dowolnie wędrować w snach i przeżywać wspaniałe przygody, dołączać się do snów innych, a ja, Czytacz, muszę śnić o tym, że jakiś pies narobił mi klumpa do kapcia? Bez jaj! 

Kerstin Gier może nie do końca wyjaśnia okoliczności, ale prezentuje przekonujący punkt widzenia, podszyty fantazją. Nie jestem wymagający. Lepsze takie wytłumaczenie niż żadne. Tyle, że autorka jest konsekwentna i nie zamierza mi sprzedać klumpa owiniętego w srebrny papierek po czekoladzie. Jest uczciwa i tworzy uczciwą wizję, która dla mnie gra i trąbi. 

Jako Czytacz staję się coraz bardziej wampirem. Lubię, kiedy bohaterowie książki są świeżutcy i krwiści. Z papierowych dziadów nie wycisnę nawet kropli życia, a książka bez życia jest... tak, martwa. Po prostu. Zero głębszej ideologii. 

Gier na szczęście gasi moje pragnienie, bo jej postaci są fajne i potrafią zaskoczyć. Znany i sztampowy wątek w stylu: mój rodzic się żeni, teraz zamieszkamy razem z jego partnerem/partnerką oraz jego/jej dzieciakami w ich wspaniałym domu, w którym będę tylkointruzem nie ma tutaj odzwierciedlenia. Co nie znaczy, broń Boże!, że mamy bandę papierowych bałwanów, którzy wszystko akceptują:

- Moczę się w łóżku, mimo że mam 16 lat.
- Spoko. 
- Nie używam papieru toaletowego. 
- Fajnie. 
- Zamieszkam w twoim pokoju, a ty przeprowadzisz się do piwniczki z winami. 
- Nie ma sprawy. 

Nie, nie i jeszcze dziesięć razy NIE!

W Silver. Pierwszej księdze snów nie spotkamy się ani z jednym, ani z drugim. Jakby na przekór konwenansom uparta autorka chciała pokazać coś, co nie będzie odbiciem stereotypowego i/lub sztampowego klumpa. Duży plusik dla niej!

Drugi plusik za wątki komediowe (śmierdzący ser!), które są nie tylko śmieszne, ale i nie absurdalne. Oraz za ironię, którą wykazuje się Liv (zresztą nie tylko ona). 

I za bohaterów też, a co – taki rozrzutny będę! 

To teraz fabuła, wątki miłosne, wątki dramatyczne i horror. 
Może i nie ma tu szczególnych fajerwerków, ale spirytystyczne rytuały, demony i wiara (lub jej brak) stanowią fajny element tej książki. A zarazem i jej spoiwo. Czy demony istnieją? Czy we śnie jesteśmy bezpieczni? Dodając do tego zakończenie jak z dobrego thrillera, jest dobrze. A nawet więcej niż dobrze. 

I wreszcie sen. Czyli gwóźdź programu. Bo cóż nam po bohaterach, kreacji świata i fajnym stylu pisania, jeśli najważniejsze okaże się być sklumpione do granic możliwości? 

Nie powiem, Kerstin Gier nie zaserwowała mi najciekawszej wizji snów, z jakimi się zetknąłem, ale mimo wszystko – balansując w bezpiecznej odległości od przepaści – udało jej się utrzymać konwencję w ryzach i nie przedobrzyć. Może czasami brakuje tego czegoś, ale z drugiej strony nie dziwi mnie fakt, że autorka nie chciała ryzykować przesady. 

W ogólnym rozrachunku mamy fajny motyw snów i wspólnego ich przeżywania, świetnych bohaterów, bardzo dobre wątki młodzieżowo-szkolne i zaskakujący wątek rodzinny, co daje nam bardzo dobre książkowe danie (tudzież bardzo dobry książkowy dań), po którego pożarciu nie zamierzam kazać Kerstin Gier oddawać pióra. 

Ciekawe, co dobrego czeka mnie w drugim tomie? 


Obejrzyj też:
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

4 komentarze:

  1. Aaa, już dwóch mężczyzn dziś poleciło mi tę książkę xD Coś w niej musi być :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Co to jest "po ichrzemu"? Recenzja pełna gładkich ogólników, czyli jak powiedzieć dużo nie mówiąc nic. No i po raz tysiąc sto pięćdziesiąty siódmy "klump" i "sztampowy" - może czas na jakieś nowe słówko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dorzucę po raz tysiąc sto pięćdziesiąty siódmy: czy jesteś masochistą? Czytasz bloga, który Ci się ewidentnie nie podoba, teksty pełne mankamentów, ogólników i z oklepanym słownictwem. O ile wiem, na tę stronę nie została nałożona klątwa sprawiająca, że nigdy nie można przestać jej czytać, kiedy się zaczęło, więc błagam o odpowiedź: PO CO?

      Nie podoba Ci się to, co robię i to, jak to robię? W Internecie są miliony stron, blogi recenzenckie/książkowe również są bardzo popularne. Wybacz, nie zmienię dla Ciebie swojego stylu i zapewniam, nadal będę używał oklepanych słów, a to z prostego powodu - lubię je. I nie przepraszam za oschłą odpowiedź, ale Twoje nagminne, anonimowe komentarze również są nudne. Może czas na jakieś nowe? I jeszcze jedno: ja mam odwagę podpisać się pod swoimi słowami, a Ty?

      Usuń
  3. Ja akurat lubię książki o wybrańcach (Harry, Percy Jackson itp.), ale Silver jest rzeczywiście niczego sobie. Może nie jest to uwieńczenie mojej biblioteczki, ale podoba mi się. Przede wszystkim chcę się dowiedzieć kim jest Secrecy! Czekam na wrzesień (2. część) :)

    OdpowiedzUsuń