"Gregor i tajemne znaki" - Suzanne Collins

Sięgałem po tę serię z ciekawości. Bez większych oczekiwań. Ciekawiło mnie, co jeszcze ma do powiedzenia autorka uwielbianych przeze mnie Igrzysk Śmierci. Liczyłem, że w tej serii ujrzę zaczątek geniuszu, który wykreował jej najpopularniejsze dzieło (Kroniki Podziemia zostały napisane przed Igrzyskami). Tymczasem los i Suzanne Collins najwyraźniej sobie ze mnie zadrwili... 

Pierwsza książka, Gregor i niedokończona przepowiednia, była dobra. No, może nawet więcej niż dobra. I czuć było w niej collinsowy talent. Druga był jak pierwszy nokdaun – niespodziewany i błyskawiczny cios, który uświadomił mi jak bardzo byłem w błędzie nie dając tej serii większych szans. Trzecia powaliła mnie po raz kolejny, a w głowie zaświtała myśl, którą rzuciła moja zacna małżonka: nie wiem, czy Gregor nie jest nawet lepszy od Igrzysk. 

Jeżeli rozpatrywałbym starcie Igrzysk Śmierci z Kronikami Podziemia (co jest nieuniknione ze względu na tego samego autora) w kategorii mistrzowskiej walki bokserskiej, posłużyłbym się filmowym, fikcyjnym pojedynkiem: Apollo Creed kontra Rocky Balboa. Pretendentowi i amatorowi nikt nie dawał szansy. Podchodząc do czwartego tomu Gregora zastanawiam się na serio, czy ta seria nie okaże się być właśnie takim Rockym – który zdoła zdetronizować potężnego mistrza. 

To już nie jest walka Dawida z Goliatem, lecz bitwa najprawdziwszych tytanów, sposród których żaden nie zamierza ustąpić pola drugiemu. 

Wróć do Podziemia i sięgnij po IV tom serii „Gregor i tajemne znaki”.


Od wieków myszy – chrupacze – były zmuszone stale uciekać, przeganiane z zajmowanych przez nie terenów przez szczury. Teraz jednak chrupacze znikają, a młoda królowa Luksa, która zawdzięcza im życie, zrobi wszystko, by dowiedzieć się dlaczego.
Zaledwie kilka miesięcy wcześniej Gregor i Botka wrócili z Podziemia, gdzie musieli pozostawić chorą mamę. Teraz przyłączają się do wyprawy, której celem ma być jedynie zdobycie informacji – Gregor jest szczęśliwy, że tym razem nie ciąży na nim żadna przepowiednia. Kiedy jednak wychodzi na jaw, jaki los czeka myszy i być może ludzi, wyprawa okazuje się dużo bardziej dramatyczna, niż podejrzewali – a chłopak zaczyna rozumieć, jakiemu proroctwu musi jeszcze stawić czoło.
Moce Gregora zostają wystawione na śmiertelną próbę w tej pełnej napięcia i przygód przedostatniej części Kronik Podziemia „Gregor i tajemne znaki”.

Po raz ostatni takie emocje czułem, kiedy czytałem przedostatni tom Harry’ego Pottera. To uczucie, że ta historia się kończy i potworny smutek w sercu, ale i lęk oraz fascynacja. Suzanne Collins zaczyna z kopyta i ani myśli się zatrzymać. 

Czwarty Gregor rozpoczyna się kilka tygodni po zakończeniu trzeciego. Collins jest konsekwentna i nie ułatwia naszemu bohaterowi życia, wrzucając go znowuż na głęboką wodę. Tym razem wiąże się z tym powiew świeżości, ponieważ to nie kolejna przepowiednia wyciągnie Gregora z domu, lecz inne, niezbadane okoliczności. 

Już pierwszy rozdział przynosi pierwszą niespodziankę – pojawienie się bardzo charakterystycznego bohatera serii, który powoduje mocniejsze bicie serca. Oto Suzanne Collins, która już raz zadrwiła ze stereotypów, gotuje się do zrobienia tego po raz kolejny. Zdradzać fabuły nie zamierzam, ale jest gorąco. Bardzo gorąco. 

Tajemnice, spiski i knucia nawarstwiają się. W Podziemiu już nic nie jest proste, a Gregor i tajemne znaki już tylko pozornie pozostaje książką dla dzieci. Ta seria dorasta wraz z odbiorcą i ma wiele do zaoferowania również dużo starszemu czytelnikowi. Śmiało mogę stwierdzić, że jest pod tym kątem jak Harry Potter. Uniwersalna. 

Może i trudno w to uwierzyć, ale Suzanne Collins wydobywa ze swoich postaci jeszcze więcej. Może to zasługa większej ilości tomów, ale na tym etapie w Kronikach Podziemia spotykamy bohaterów dużo bardziej rozwiniętych i złożonych od tych z Igrzysk Śmierci. 

Fabuła też nie zwalnia, choć tym razem Collins zdecydowała się uczynić książkę ewidentnym wprowadzeniem do wielkiego finału, który rozegra się w piątym tomie. Napięcie sięga zenitu, a ponura aura wypełnia każdą stronicę książki. 

Trudne i bolesne tematy takie jak holokaust, walka o równouprawnienie czy rasizm to potężne podstawy tej serii, jeszcze wyraźniej dostrzegalne w Tajemnych znakach. Drastyczne, dramatyczne i potwornie bolesne sceny rozdzierają serce i myślę, że nawet Rowling w Harrym Potterze nie podeszła do powyższych tematów lepiej. 

Ta książka jest ponura i mroczna. Pełna niewiadomych, tajemnic i spisków. Kolorowa, bajkowa otoczka to już przeszłość, ponieważ Gregor i tajemne znaki skupia się na dużo poważniejszych tematach i nie stroni od pokazywania brutalności i bezwzględności. Taka jest wojna. A Collins zdecydowanie nie zamierza jej upiększać. 

Kolejne części Gregora nie przestają mnie zaskakiwać. Dobra seria stała się świetną, a czwarty tom stanowi sygnał, że może stać się wybitną. Staje się pierwszym prawdziwie znaczącym konkurentem dla Harry’ego Pottera prezentującym historię niemal równie fantastyczną, obrazową i zaskakującą. Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, ale po ostatniej części spodziewam się wprowadzenia znaczących zmian na szczycie mojej listy najukochańszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałem.


Obejrzyj też:
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz