Dlaczego czytanie nie jest rozrywką?

Ostrzeżenie: tekst zawiera przekleństwa i dosadny język - jeśli ci to przeszkadza: nie czytaj go. 


Po raz kolejny przychodzi mi rzucić najbardziej oklepany slogan dotyczący czytelnictwa w naszym kraju, mianowicie: Polacy nie czytają. I po raz kolejny przybywam z ripostą na taki stan rzeczy, a zarazem jego uzasadnieniem. 

Dziś jestem mądrzejszy, ponieważ lektura poradnika Cyfrowi rodzice Yaldy T. Uhls otworzyła mi oczy na pewną sprawę. I nie mam tu na myśli zmiany mojego myślenia na temat wychowywania córki w dobie cyfry i elektroniki. Ten poradnik uświadomił mi pieruńsko ważną rzecz: kiedyś czytanie było modne. W swoim poradniku Uhls zwraca uwagę, że obawy o wychowanie potomstwa są czymś powszechnym. Dziś martwimy się o wychowanie w dobie Internetu, a pod koniec XIX wieku ówczesnym rodzicom sen z powiek spędzała… powieść. Bynajmniej, nie dlatego, że sami ją czytali, lecz dlatego, że zaczytywała się w niej młodzież. 

Choć trudno w to uwierzyć, powieść w swoich czasach była tym, czym później stało się kino i telewizja. Młodzi zaczytywali się w książkach, ulegali fantazji ich autorów i zapominali o bożym świecie dokoła. To dopiero była aspołeczność! 

Wracając do najważniejszego: powieść – książka – wówczas była modna. Czytało się dużo nie dlatego, że ktoś kazał, lecz dlatego, że samo czytanie stanowiło przednią rozrywkę

Ciekaw jestem, ilu dzisiejszych nastolatków stwierdziłoby, że czytanie to rozrywka… 

Myślę, że w tym tkwi problem. W poczuciu, że czytanie to szkolny obowiązek. W poczuciu, że książka jest dla ludzi inteligentnych. A wraz z tym te pieprzone farmazony o tym, jak to książki nas rozwijają, jak wspaniali się dzięki nim stajemy. 

Za przeproszeniem: w dupę sobie wsadźmy te ckliwe farmazony. 

Ale jak to tak - oburzą się niektórzy z was – żeby facet prowadzący blog recenzencki, namawiający do czytania, odzywał się w tak wulgarny i podwórkowy sposób? 

I na to opowiem: a srak. 
Bo jedną z przyczyn, dla których dzisiaj nie czytamy (mówię tu o ogóle) jest fakt, że ten czy inny debil przykleił książce łatkę: uczy

Co to zmieniło? 
Znacie inne popularne powiedzenie: chcesz, żeby ludzie znienawidzili daną książkę? Zrób ją lekturą szkolną!

Kiedy powieść zawitała na rynku nie dostrzegano w niej walorów. Uważano ją za niepotrzebnie rozwijającą fantazję, za nierealną, bezwartościową i zajmującą jedynie czas młodym ludziom. Dziś podobne zarzuty dotyczą sieci. 

Dawniej czytanie było rozrywką. 
Nie mniejszą i nie większą od radia czy telewizji. 

Książki zabija fakt, że panowie (lub panie) inteligenci postanowili odziać rozrywkę w szaty nauki. A ludzi zaczęto dzielić na mądrych (czytających) i głupich (nieczytających). Ileż to mądrości się w nich kryje! Jakiż to zbawienny wpływ mają one na nas! 

Szkoda, że dziś w porównaniu do radia czy telewizji praktycznie nie stanowią rozrywki. Pominę już fakt głośnego promowania tytułów, których przeciętny człowiek nie jest w stanie dotknąć (zastanawiam się, gdzie są ci wszyscy sympatycy Shantaram). Nie chcę się powtarzać: nadal uważam, że stawianie na książkę dla dorosłych, kiedy dorośli prawie nie czytają, to głupota. 

Telewizja ogłupia. Błagam, kto traktuje telewizję w sposób naukowy? Czy twoi rodzice powiedzieli ci kiedyś, że oglądając Pszczółkę Maję czy Atomówki stajesz się lepszym człowiekiem? Mądrzejszym? Ni chu, chu, bo telewizja jest dla idiotów. Każdy pustak może ją oglądać. 

Zdradzę wam pewną tajemnicę: z książkami jest tak samo.
Mam gdzieś, że książki uczą. Mam gdzieś to, że niektórzy kpią z tego, że mając prawie 30 lat czytam młodzieżówki. A wiecie dlaczego? Bo dla mnie książki to ROZRYWKA. Jeśli po drodze ta rozrywka mnie w jakiś sposób rozwija – fajnie. Ale szczerze – nie dbam o to. Czytuję również tytuły, które niczego nie wnoszą do mojego życia i nie śmieję się z ludzi, którzy czytają Pięćdziesiąt twarzy Greya

Czczenie książki jako coś lepszego od filmu. BZDURA.
Ubolewanie nad tym, że książki trafiają do koszów z przecenami. BZDURA. 

Książka to nie bóstwo. Nie potrzeba do niej białych rękawiczek. Nie trzeba spinać przed nią pośladków. Książka jest – przynajmniej w naszym kraju – czymś powszechnym, codziennym – dostępnym niemal wszędzie. I warto podchodzić do niej bez spiny. Bo książka jest dla WSZYSTKICH. Tymczasem funkcjonuje jakaś chora religia, która sprawia, że kiedy widzimy w sieci zdjęcie pogiętej książki, serce bije nam szybciej i mamy ochotę zwyzywać gnoja, który ośmielił się zbeszcześcić ów cud. 

A macie ochotę zgnoić kogoś, kto nie dba o swoje skarpetki? 
Co nam/wam do tego, jak ktoś traktuje SWOJE książki? 

Tak, jestem za tym, żeby zrzucić książkę z piedestału. Jestem za tym, żeby trafiła w sam środek gnojowiska. A wiecie dlaczego? Bo wtedy nikt nie poczuje się zbyt głupi na lekturę. Wtedy ludzie zrozumieją, że to wszystko jest dla nich. I być może wtedy zaczniemy czytać. Bo rozrywka jest dla wszystkich. 

Co ja pletę? 
Lubisz porno? Możesz je oglądać w sieci. Bez najmniejszego problemu. Możesz też czytać ostre teksty, pikantne książki, które nie są gorsze w zaspokajaniu tego typu potrzeb. Mocne rżnięcie nie jest czymś obcym dla powieści. Bo to funkcjonuje. Od dawna. Zanim pierwsza kobieta rozebrała się w telewizji, porno było czymś naturalnym w książkach. 

Każdy gatunek filmowy ma swoje odzwierciedlenie w książkach. I co ciekawe: tych książek jest dużo więcej. 

Seks, morderstwo, romans, baśń, bajka czy debilna komedia romantyczna. W książkach znajdziesz WSZYSTKO. 

Film i książka mają ze sobą więcej wspólnego, niż można się spodziewać. A jednak, film jest rozrywką, w dodatku gorszą od książki. No tak, bo książki są lepsze. Sam fakt, że składają się na nie literki zamiast obrazów, czyni je lepszymi. Co za bullshit

Utrzymywanie przekonania, że książka jest dla wybranych, dla lepszych, mądrzejszych to działanie na szkodę czytelnictwa. Podobnie jak ocenianie kogoś po tym, co czyta. To równie żałosne jak ocenianie ludzi po tym, jakie filmy czy muzykę lubią. Niestety, to powszechne, tyle że w przypadku książki generuje powstawanie idiotów, którzy uważają, że jesteś za głupi lub zbyt niedojrzały, by czytać wartościowe książki. 

Nieustannie stykam się z ludźmi, którzy wielce się dziwią temu, że w moim wieku nie czytam tego czy tamtego autora. Parskam śmiechem za każdym razem, kiedy czytam/słyszę: do tego trzeba dojrzeć. Szczególnie często spotykałem się z tymi słowami w kontekście Trafnego wyboru J.K. Rowling. Czyli co, nie można już nie lubić danej książki, bo to oznacza, że jest się zbyt niedojrzałym? Cóż, wychodzi na to, że niektórzy nigdy nie dojrzeją. Natomiast inni mogą się dzięki temu poczuć lepiej. Dojrzalej. Żałosne. 

Nieistotne jest, co lubisz. Czy jest to mordobicie, piłka nożna, czarodziejskie zamki, ckliwe romanse, porno czy hazard – WSZYSTKO znajdziesz w książkach. Różne style, różne języki, różny humor – nieistotne, czy kiblujesz w szkole piąty rok z rzędu powtarzając drugą klasę czy jesteś wykładowcą uniwersyteckim, nieważne czy posługujesz się nieskazitelną polszczyzną rodem z dzieł sienkiewiczowskich, czy rzucasz kurwami na prawo i lewo i napierdalasz tak soczystymi wiązankami, że wiedną od nich kwiaty w ogrodzie i pękają szyby w kościołach, nieistotne, w co wierzysz albo w co nie wierzysz i nieważne jakim jesteś człowiekiem. ZAWSZE znajdziesz książkę idealną dla siebie. I w tym tkwi magia czytania. KSIĄŻKA JEST DLA WSZYSTKICH. 

Dostrzegam wielką szansę na poprawę czytelnictwa w rozwoju technologii – skoro każdego dnia setki kanałów mogą emitować swoje programy czy filmy, w tym komercyjne, dlaczegóż nie jest możliwe, by dano nam w przyszłości taką możliwość na naszych telefonach, tyle że z książkami? Może dostaniemy wybór i tak jak oglądający seriale, będziemy mogli codziennie przeczytać nowy rozdział powieści? 

Chciałbym być w tym temacie optymistą, niestety obawiam się, że jeśli nie zerwiemy z błędnym przeświadczeniem o wyjątkowości książki, dopóki ideał nie sięgnie bruku, nawet darmowy dostęp do wszystkich książek świata nie sprawi, że zaczniemy czytać. Pierwszą zmianą na drodze ku poprawy czytelnictwa musi być zmiana mentalności. I zwrócenie książce statusu rozrywki.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

10 komentarze:

  1. Kolo, gadasz farmazony, bo z pewnością w XIX wieku książka była rozrywką, owszem, ale dla co najmniej średnich sfer tudzież mieszczaństwa. Tym bardziej u nas, gdzie chłopstwo, a stąd się wywodzi znaczna część polskiego społeczeństwa, czytać nie potrafiło w znakomitej większości. Więc jak chcesz szerzyć czytelnictwo wśród tych, którzy używają trzech słów, idź na bydgoski londynek i poczytaj tamtejszym dzieciom. Na pewno się dogadacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że twój komentarz najlepiej świadczy o tobie. Zwłaszcza, że przykład z czytelnictwem w XIX wieku przedłożyłem ze wzglęgu na to - o czym napisałem w powyższym tekście - że czytanie było MODNE. W tekście pomijam kwestię ekonomiczną, nie mówię o tym, kogo stać, a kogo nie stać na książkę.

      Z twojej wypowiedzi jasno wynika jaki masz stosunek do innych ludzi i wierz mi, ja przynajmniej zawsze starałem się i staram rozmawiać z każdym człowiekiem, niezależnie od tego kim jest, skąd się wywodzi i jakim słownictwem się posługuje. Możesz to samo powiedzieć o sobie, czy - jak sugeruje twój komentarz (pomijając, że praktycznie nie na temat) - wolisz patrzeć na innych ludzi z góry? Bo przecież jak tu się dogadać z "bydgoskim londynkiem", prawda?

      Usuń
    2. A ja myślę, że nic nie zrozumiałeś, a już na pewno nie to, co z mojej wypowiedzi jasno wynika. Mój stosunek do innych ludzi? To nie ja uważam, że wystarczy wrzucić parę wulgaryzmów i już jestes spoko ziom i tego własnie trzeba tym "innym" ludziom, bo niczego innego nie zrozumieją. Czytałes kiedyś dzieciakom z domu dziecka? Pomagałeś dzieciom w świetlicy środowiskowej? Robiłeś zbiórkę książek do takiej świetlicy czy biblioteki? Bo ja tak, wielokrotnie, i wiesz co, widziałem tam wielu ludzi, wolontariuszy, i jakoś żadnego pieprzonego blogera, który cały dzień przegląda książeczki, rozpakowuje paczuszki i kręci filmiki na youtube z rasowymi pieskami w tle, lansując swoją osobę bardziej niż te książki, które trzyma w łapce. Ok, rozumiem, lansuj siebie jak chcesz, ale nie wciskaj kitu, że jesteś zatroskany stanem czytelnictwa. Nikt tu na ten twój blog czy fanpage nie przyjdzie poza znudzonymi małolatami, bo czego inni mieliby szukać na fanpage'u, który służy wyłącznie marketingowi? W dupie masz czytelnictwo, bo inaczej interesowałyby ciebie książki, stare, nowe, używane czy nówki, a nie ich sprzedaż czy jak wyglądają na półeczce. Nie na tym polega moda na książki, panie Jacykowie literacki. Zatem zbieraj sobie lajki, pozuj do kamerki, ale nie pouczaj tych, którzy coś rzeczywiście ROBIĄ, jak sprawić, żeby książki stały się MODNE.

      Usuń
    3. Jedyne, co z twojej wypowiedzi wynika to głęboki uraz żywiony względem blogerów (a może tylko do mnie?) - czy to książkowych czy jakichkolwiek innych - nie mnie to oceniać, zresztą mam lepsze rzeczy do roboty od analizowania postawy kogoś, kto pluje jadem na prawo i lewo.

      Twój komentarz mojego tekstu wskazuje tylko na to, że podchodzisz do niego mając z góry w głowie jego obraz i na dobrą sprawę masz głęboko w nosie, co mam do powiedzenia. Poza tym - po co czytasz i oglądasz coś, co tak cię denerwuje? Potrzebny ci w życiu obrazek "blogera, który cały dzień przegląda książeczki, rozpakowuje paczuszki i kręci filmiki na youtube z rasowymi pieskami w tle, lansując swoją osobę bardziej niż te książki, które trzyma w łapce"? Pomijam już fakt, że twój hejt budzi we mnie jedynie litość - sam marnujesz swój czas śledząc tę stronę i jej kanały w sm, na co - jak widzę - marnujesz sporo swojego cennego czasu. Nie masz nic lepszego do roboty? Zrób coś konstruktywnego zamiast hejtować. Czujesz się lepiej po wyliczance tego, co robisz? Ja nie potrzebuję robić sobie takich wyliczanek - nie potrzebuję dowartościowywać swojego ego. Rozumiem, że coś o czym nie wiesz, nie istnieje.

      A co do pokazywania piesków rasowych - są popularniejsze od książek i jeśli uda mi się ich słodkimi mordkami kogokolwiek przyciągnąć do oglądania i sprawi to, że choć jedna osoba na tysiąc zainteresuje się o czym mówię, a nie co pokazuję, to będzie to dla mnie wielki sukces i gra warta świeczki. Stare metody promowania czytelnictwa - jak widać - nie spełniają oczekiwań. Wolę robić cokolwiek niż siedzieć i narzekać.

      Sorry, nie będę twoim ulubionym promotorem czytelnictwa i nie będę interesował się na twoje życzenie tytułami, które mnie nie interesują. Wolę dać zarobić i promować współczesnego autora, który musi zapracować na chleb, aniżeli promować tego, który nie cierpi już na problemy świata doczesnego. W tym kontekście interesuje mnie sprzedaż i jeśli książka jest dobra, będę ją promował. Niezależnie od tego, czy ci się to spodoba czy nie.

      Zresztą - masz prawo wyboru i miliony stron w sieci. Rozumiem jednak, że anonimowy hejt jest łatwiejszy. Ja nie boję się firmować tego, co mówię i robię swoim nazwiskiem. I nikomu nie ubliżam. Szkoda, że tego samego nie możesz powiedzieć o sobie, "znudzona małolato".

      Usuń
  2. Nie wiem, wśród osób, które znam i z którymi się spotykam na co dzień, czytanie wciąż jest bardzo modne. Dlaczego nie jest wśród innych? To pewnie składowa wielu czynników, szkoła nie jest tu jedynym elementem. Ale rozumiem Twój emocjonalny post, choć wulgaryzmy tu nic nie wnoszą. Chyba że ktoś nie potrafi wyrażać emocji inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie powoli zaczyna być modne - wśród młodzieży, co coraz częściej widać. Niestety to wciąż za mało i, co potwornie irytujące, książki czytane przez młodzież z reguły są traktowane z góry. Zamiast podsycać pasję czytania, dorośli nierzadko kręcą głową na to, co czytają ich dzieci.

      Ten post, wbrew pozorom, nie jest emocjonalny. Wulgaryzmy służą jedynie podkreśleniu tego, że w książkach również występują. To czysty zabieg - jakkolwiek to zabrzmi - "artystyczny". Punkt odniesienia do tego, co można spotkać w lekturze. Wiele osób nie czyta książek z wulgaryzmami, bo książkom "nie wypada" być wulgarnymi. Z drugiej strony - piękne gadanie o książkach tylko wzmaga poczucie, że nie są one dla wszystkich. I to punkt widzenia, z którym staram się walczyć. ;)

      Usuń
  3. W szóstej klasie podstawówki (ah to były czasy premiery HP i czary ognia) moja polonistka wpadła na taki pomysł:
    - Dzieciaki, jak przeczytamy i opracujemy wszystkie lektury, to obiecuję, że naszą lekturą na ten rok dodatkowo będzie Harry Potter. Obojętnie, którą część przeczytacie, znam wszystkie i każdy z was spokojnie będzie mógł w grupie opracować taką część Harrego jaką wybierze.
    Nawet nie wiesz jak szybko, chętnie i dokładnie zrobiliśmy wszystkie lektury, by jak najszybciej poświęcić czas lekcji języka polskiego na Harrego Pottera! Ba! Nawet każda z klas przedstawiała wybrany fragment książki. I tak, niektórzy z nas tę książkę znali na pamięć.
    Chciałabym aby otaczali mnie ludzie pracujący w swoich zawodach z powołania i pasji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie ma nic lepszego od nauczyciela z powołania. Sam miałem wielkie szczęście, że trafiłem na kilku takich nauczycieli i jestem przekonany, że nigdy ich nie zapomnę. :)

      Druga strona medalu jest taka, że czasami nie warto się wychylać - Twoja nauczycielka miała szczęście, że nie wpadli do niej rodzice, którzy nie życzą sobie omawiania "satanistycznej" książki, za jaką "Harry" bywa postrzegany. :/

      Usuń
  4. "...błędnym przeświadczeniem o wyjątkowości książki..." - książki są jak ludzie. Różne. I w naszym społeczeństwie znajdują się subkultury, radykałowie, szare myszki. Tak samo jest w literaturze: kanon książek, których znajomością powszechnie dobrze jest się chwalić to elita; ale nie samym kanonem człowiek żyje. Oczywiście, że znajdą się wśród książek te wyjątkowe, perełki. Ale pełno jest też w nich literatury "gorszego sortu", tzn. "guilty pleasures". I nie ma nic złego w tym, że są lżejsze, zabawne, niepompatyczne. Nie wszystko musi nieść ze sobą wielkie przesłanie. Każdy potrzebuje czasem oderwać się od rzeczywistości i wybiera lekką książkę dla rozrywki, jako alternatywę dla Internetu/telewizji.
    PS
    Jeśli spodobały Wam się "Rywalki", koniecznie musicie zapoznać się z "Akademią Wampirów"! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń