"Fangirl" - Rainbow Rowell

Masz prawo zachować milczenie. Cokolwiek powiesz, może zostać wykorzystane przeciwko tobie. 

Milczenie... pff, akurat! Czytacz nigdy nie może zachować milczenia, w przeciwnym razie, kto Wam powie, która książka jest fajna, a która to klump? 

Z drugim członem prędzej przyjdzie mi się zgodzić. W przypadku tej konkretnej książki, na temat której już za chwilę zacznę się uzewnętrzniać (gdy się już dobrze rozkręcę), muszę zachować szczególną ostrożność i uważać na to, co piszę. W przeciwnym razie sam sobie strzelę w kolano. Albo w stopę. 

Powód jest jeden: jestem fangirl. Pomimo, że nie postrzegam siebie inaczej niż rodzaju męskiego, tutaj nie mam wyjścia (bo jeśli napiszę fanboy, któż będzie wiedział, co autor miał na myśli?). 

Twórczość Rainbow Rowell długo pozostawała dla mnie tajemnicą. Jak tęcza. Choć niezaprzeczalnie ciągnęło mnie do jej książek. Początkowo nie była to żadna konkretna powieść, lecz z czasem w łepetynie wyklarował mi się Pożądany nr 1. Choć powinienem napisać: pożądana. Ale skoro ja mogę być fangirl, to ona może być pożądanym. A co! 

Tak, Fangirl ciekawiła mnie z kilku powodów. Początkowo były to dwa powody: Rowell i Moondrive. Potem przypałętał się trzeci. Myślę, że decydujący: liczne odniesienia do Harry’ego Pottera. To zaważyło, a przypadek sprawił, że książkę wygrałem w konkursie.

Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju i pisać fanfiction do książki, która zawładnęła całym jej światem. Jest fanką nastoletniego czarodzieja Simona Snowa. Wróć! Jest Prawdziwą Fanką, która… ma swoich własnych fanów, bo pisze fanfiki o Simonie.

Mimo że tak różne, dziewczyny są nierozłączne.

Gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Leviego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania (która wszelkie fanfiki uważa za plagiaty).

Tym, co mnie najbardziej ciekawiło w Fangirl była wierność, lub jej brak, względem realnych, pełnokrwistych osób, dla których fanfiction stało się całym światem. Do dzisiaj poznałem lepiej zaledwie grupę takich osób i, niestety, nie bardzo przypadły mi one do serca... Niemniej domyślam się, że z miłośnikami ff jest jak z wyznawcami danej religii – zawsze znajdą się jacyś ekstremiści. 

Na pierwszy rzut oka widać wyraźnie, że Rainbow Rowell podeszła poważnie do kreacji zagubionej w nieistniejącym świecie bohaterki. Dla podkreślenia jej inności, podarowała jej bliźniaczą siostrę. Skrajnie różną od niej. 

Cath staje się mistrzowską kreacją bohatera literackiego. Rowell z dużą starannością i lekkością skonstruowała skomplikowaną bohaterkę, pokazując jej wyobcowanie, aspołeczność czy oddanie fikcji. Na szczęście nie stworzyła tak bardzo radykalnej postaci, w przeciwnym razie trudno byłoby ją polubić. Cath po prostu kocha pisać i kocha książki. 

Nawiązania do Harry’ego Pottera – choć nie bezpośrednie – są jawne i cieszą oko. Zwłaszcza miłośnicy pairingu Harry – Draco, powinni być zachwyceni. Ale i ludzie nie przepadający za ff (jak np ja) również odnajdą w tej książce fantastyczną historię i być może zdołają nieco lepiej zrozumieć osoby wielbiące ten temat. 

Rainbow Rowell podjęła się trudnego wyzwania i postawiła na zabawną opowieść z dramatycznymi akcentami i bohaterkę, którą śmiało można określić słowami: dziwna lub osobliwa. Chwała jej za to, że uczyniła Cath też postacią, którą można lubić, której można kibicować i którą można – przynajmniej w pewnym stopniu – zrozumieć. Fangirl dotyka tematu obsesyjnego uwielbienia i wszelkich szaleństw związanych z byciem fanem. Ale pokazuje też realne zagubienie człowieka, któremu trudno wydostać się ze świata fikcji oraz wszelkie konsekwencje takiego stanu rzeczy. 

Powieść napisana z wielkim rozmachem, powiedziałbym wręcz, że momentami epicka. Każde małe zwycięstwo to wielki krok naprzód dla Cath. 

Zabawne, że czytając Fangirl – nawet jeśli nie zgadzam się z hierarchią wartości Cath – to właśnie głównej bohaterce kibicuję od początku do końca i to w ludziach, którzy chcą ją uspołecznić widzę problem. To szaleństwo, ale Rowell pozwoliła mi na jakiś czas wczuć się w położenie Cath i zrozumieć, co nią kieruje. Co samo w sobie jest mistrzostwem, jeśli chodzi o kreację bohatera. 

Fantastycznie napisana, pełna ciepła, ale i momentami irytująca (Wren, gdybym ja cię... WRRR!), Fangirl była boską opowieścią. Po prostu boską. Wciągającą, porywającą i bardzo oryginalną. Szykuję się na ciąg dalszy przygody z twórczością Rainbow Rowell. 


Obejrzyj też film:
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

3 komentarze:

  1. Och <3 Moje serduszko mocno bije dla Rainbow (w ogóle, medal dla jej rodziców za tak cudowne imię!)
    Przeczytałam jej dwie powieści i opowiadanie (trzecia właśnie czeka na urlop w walizce), lubię bohaterów, jakich kreuję, uwielbiam słowa, w jakie to ubiera. Niby to są zwyczajne perypetie, takie, które każdego z nas mogą spotkać, a jednak są wyjątkowe.

    Hm, może właśnie dlatego są wyjątkowe, że dotyczą codzienności, której nie doceniamy? Hm, nie wiem. Pomyślę o tym jutro ;D

    I uważam, że fangirlowanie to stan umysłu niezależny od płci ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w ogóle, to się zareklamuję, a co! :D
      https://www.youtube.com/watch?v=N6whjs9jwf8

      Usuń
  2. Uwielbiam Twoje recenzje, jak dotąd byłam cichym czytaczem, ale pora wyjść z ukrycia..😍

    Pozdrawiam
    paulabookfreak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń