"Wybacz mi, Leonardzie" - Matthew Quick

Najchętniej przytoczyłbym tu cały wstęp z recenzji Niezbędnika obserwatorów gwiazd, coby w należyty sposób nakreślić tragizm sytuacyjny. Albo sytuację tragicznę. A może tragedię sytuacji? 

W skrócie: Czytacz nie czyta książek kojarzących mu się z zielonym. Z Greenem w sensie. Johnem, żeby dokreślić. Tym od Gwiazd naszych wina i innych absolutnie genialnych książek. 

Na początku był Green. I Green był/jest dobry (choć się opieprza i bardzo wolno pisze). Potem był Levithan. I Levithan był zły. Jak kiepska kopia Greena. Bez koloru, bez wyrazu. I wreszcie przypadek sprawił, że ofiarowałem szansę Szybkiemu. Quickowi w sensie. Bo zdołał szybko mnie przekonać, bym skorzystał z promocji. To i skorzystałem, bo kto bogatemu zabroni? 

Bogatemu… pff! 

I Czytacz przeczytał Niezbędnik obserwatorów gwiazd i w pomyślunku zrodziła mu się niejasna myśl, że całkiem możliwe, iż Wybacz mi, Leonardzie będzie równie dobre. Albo chociaż na podobnym poziomie. 

Ależ się Czytacz pomylił w swych pomyślunkowych prognozach! 

Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!

„Wybacz mi, Leonardzie” – jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka – to książka o szukaniu zrozumienia i buncie przeciwko zasadom, którymi kierują się dorośli.

Tym razem Quick daje nam bohatera jeszcze bardziej nietuzinkowego, niepodrabialnego i jeszcze bardziej zapadającego w pamięć. Leonard to bardzo skomplikowana postać, wielowarstwowa i złożona. Nawet Shrek mógłby mu pozazdrościć ilości warstw. I cebula też. Facet ma ostro poplątane w głowie, zresztą lektura bardzo dokładnie wyjaśnia, skąd to poplątanie. Żeby nie zastukać klawiszy klawiatury na śmierć, podsumuję krótko: bohater jedyny w swoim rodzaju. 

W parze z bohaterem idzie równie pokręcona i niesamowita fabuła. Fabuła przemyślana, inteligentna i nie pozwalająca oderwać się od książki. A choć tematyka jest nieco cięższa niż ta z Niezbędnika obserwatorów gwiazd, podobnie rozluźniają ją żarty sytuacyjne i spora dawka humoru. W tym czarnego humoru. I niedorzecznego humoru. Ale trafnego jak strzała Robin Hooda.

Twórczość Quicka – ha, znawca się znalazł, od siedmiu boleści! – mocno skupia się na ważnych sprawach i problemach. Autor Wybacz mi, Leonardzie nie unika trudnych tematów i podchodzi do nich w sposób najlepszy z najlepszych. 

W Wybacz mi, Leonardzie nie ma przypadków i nie ma wpadek. Bohaterowie, fabuła, styl i poruszane tematy – wszystko składa się na całość, której nie idzie ocenić inaczej niż na celujący z plusem. Albo i dwoma. 

Bez cienia wątpliwości stwierdzam, że nawet świetny Niezbędnik obserwatorów gwiazd blednie w obliczu geniuszu Wybacz mi, Leonardzie. Ta książka wzrusza, porusza, bawi i fascynuje. Cholernie mocna książka ostro walcząca o miano najlepszej, jaką do tej pory przeczytałem w tym roku. I na tę chwilę jest moim faworytem. John Green ma potwornie silnego konkurenta. Matthew Quick jest jedyny w swoim rodzaju. 


O książce mówię też w filmie: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

4 komentarze:

  1. Właśnie wczoraj ją sobie zamówiłam, bo doszłam do wniosku że nadszedł jej czas, a znowu była fajna promocja haha xD
    A co do Green'a. Wczoraj przeczytałam "Gwiazd naszych wina" i jestem zachwycona. Tak jak usiadłam i zaczęłam ją czytać, tak nie przestałam aż nie skończyłam.
    W mojej sytuacji plusem jest to, że wszystkie inne książki Green'a jeszcze przede mną :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Poczekaj aż dorwiesz Prawie jak gwiazda rocka.
    To dopiero będzie jazda <3

    I zgadzam się, że Levithan jest gorszą kopią Greena. I niestety tych kopii robi się coraz więcej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Chociaż wszystkie książki Quicka są dobre, to jednak najbardziej moje serce skradła "Prawie jak gwiazda rocka". Jest absolutnie genialna i daje naprawdę ogrom pozytywnej energii. To zdecydowanie najlepsza książka "szybkiego" autora.
    Pozdrawiam! :))

    OdpowiedzUsuń