"Szklane dzieci" - Kristina Ohlsson

Znowu muszę się tłumaczyć. Bo przecież to nielogiczne i niepojęte: dlaczego dorosły facet czyta książki dla dzieci? Toż to musi być pedofil, lump lub dementor! 

Nie pytajcie skąd ten dementor, bo sam nie wiem. 

Czytam książki dla dzieci, bo lubię bo mam małą córeczkę, dla której pragnę wybierać książki jak najlepsze i najbardziej wartościowe. Kieruje mną przede wszystkim egoistyczna nostalgia za dzieciństwem altruizm względem mojego dzieciątka, dla którego poświęcam się czytając historyjki dla dzieci.

Skorośmy wyjaśnili już sobie najważniejsze, teraz mogę - bez obaw o oskarżenia, że lubię książki dziecięce – uzewnętrznić swoją inteligencję i przedstawić niezwykle trafną analizę krytyczno-pochwalną utworu literackiego zwącego się Szklane dzieci, a napisanego przez Kristinę Ohlsson. 

Nastoletnia Billie nie wierzy w duchy. Ale z jej domem naprawdę jest coś nie tak! Czasem słychać dziwne odgłosy, stukanie w okno, a lampa w salonie buja się tam i z powrotem bez żadnego powodu… Billie, szukając wraz z przyjaciółmi poprzednich lokatorów domu, wpada na trop niewiarygodnych wydarzeń sprzed lat.

Ta okładka jest fantastyczna. Niby wiem, że należy kichać na okładkę, bo liczy się treść, ale kiedy tak urodziwa książka wpada w oko, trudno się nią nie zachwycać. 

Dlatego się zachwycam. 

I jeszcze trochę. 

I jeszcze…

Jako dziecko nie przepadałem za opowieściami o duchach, a Scooby Doo był dla mnie złem koniecznym. Były to zamierzchłe czasy, kiedy kablówka dopiero się rozwijała i nie można było wybrzydzać. Teraz wszystko stanęło na głowie, a ja coraz częściej łapię się na tym, że z ciekawością sięgam po tytuły, w których znajdę duchy, zjawiska paranormalne czy inne upiory, stwory i maszkary różnorakie. 

Dobra, przyznaję. Szklane dzieci Kristyny Ohlsson oczarowały mnie najpierw okładką. Liczyłem, że treść również zdoła mnie uwieść. I tak się poniekąd stało. Przeczytałem ciekawą historię z paranormalną tajemnicą i starym domem w tle. Fajnie opowiedzianą, ale jednak trochę sztampową. Duchy z reguły kojarzą się ze starymi budynkami. I na ogół lubią w nich straszyć. Na tym polu zaskoczeń nie ma. 

Nie ma też większych zaskoczeń, jeśli chodzi o bohaterów. Mamy trójkę odważnych dzieciaków, które są zdeterminowane, by rozwiązać zagadkę. To mocno poprawne postaci, ale fajerwerków nie ma. Relacje są proste. Takoż i motywacja. 

Gdzie szukać ratunku? 
W klimacie. Klimat Szklanych dzieci jest świetnie wyważony, dobrze doprawiony i w należyty sposób przyrządzony. Tajemnica tytułowych szklanych dzieci, atmosfera niepewności i masa wątpliwości – to wszystko składa się na sukces tej książki. Tło i bohaterowie pozostają sztampowi, ale historia mocno staje w jej obronie. Może i to nie jest książka, którą zapamięta się na całe lata, jednak stanowi barwną i ciekawą odskocznię od rzeczywistości. Szklane dzieci to fajna książka, która przywodzi na myśl wspomnienia dzieciństwa. Mądra, logiczna i zaskakująca. Nie spodziewałem się takiego finału! 

Cokolwiek bym nie powiedział, cieszę się, że mogłem przeczytać Szklane dzieci. Przy czym muszę wspomnieć o jeszcze jednej – najbardziej znaczącej – wadzie tej książki. Krótka. Za krótka. Coś z czym spędza się tak fajnie czas, nie powinno się tak szybko kończyć. Dobrze, że od razu miałem pod ręką drugi tom. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. wow, wasza Lili już jest taka duża? pamiętam jeszcze, jak się cieszyłeś, gdy się urodziła :)! śliczna dziewczynka z niej rośnie.

    OdpowiedzUsuń