"Srebrny chłopiec" - Kristina Ohlsson

Z niemałą ciekawością powróciłem do krainy wykreowanej przez Kristinę Ohlsson. Krainy duchów, zabobonów i tajemnic, z dobrze wyważoną szczyptą zjawisk paranormalnych. 

To największa radocha dla Czytacza, gdy może zagłębić się w kontynuację historii zaraz po przeczytaniu wcześniejszego tomu. Wtedy to, gdy emocje nie opadły, a pamięć kipi od szczegółów, czytanie ciągu dalszego ma największy sens i daje najwięcej radości. 

Ale nie o zwyczajach i upodobaniach Czytacza będę tu rozprawiać, lecz o rzeczonej książce – kontynuacji Szklanych dzieci, która skrywa się pod równie intrygującym tytułem: Srebrny chłopiec. 

Dwunastoletni Aladdin wraz z rodzicami przeprowadza się do wieży ciśnień, w której znajduje się ich rodzinna restauracja. Interes idzie słabo. W dodatku z kuchni zaczyna znikać jedzenie, a Aladdin w różnych miejscach zauważa dziwnego chłopca ubranego mimo mroźnej pogody w szorty. Co łączy te dwie sprawy z legendarnym skarbem, skradzionym niegdyś z okolic wieży?

Jak wiele w książce potrafi zmienić prezentacja fabuły z innego punktu widzenia! O ile Szklane dzieci – ze względu na stosunkową powtarzalność schematów i brak bomby, która rozsadziłaby umysł czytelnika na kawałki – oceniłem jako książkę dobrą, o tyle moja ocena Srebrnego chłopca jest zupełnie inna. A to niewątpliwa zasługa nowego narratora opowiadania, Aladdina. 

Lektura tej książki nie mogła się obyć bez refleksji poliyczno-społecznych, a to za sprawą… uchodźców. Temat, którym żyje cała Europa na przestrzeni ostatnich miesięcy, odciska się mocnym piętnem na fabule i odbiorze Srebrnego chłopca. Potęguje to fakt, że nasz bohater jest… imigrantem. 

Paradoksalnie, to sytuacja Aladdina i status jego rodziny jako imigrantów, stały się dla mnie sercem Srebrnego chłopca. Fakt, że przybycie uchodźców rujnuje życie tych imigrantów, którzy od lat zamieszkują w innym państwie, jest bardzo poruszający i mocno zmusza do refleksji. Podobnie, zresztą, jak podejście do trudnego tematu chłopca, który sam – jakby na to nie patrzeć – jest uchodźcą. 

Srebrny chłopiec porusza i zmusza do refleksji jeszcze zanim wystartuje jego fabuła. A i ona zdaje się być dużo świeższa od tej ze Szklanych dzieci. Nowa legenda miejska, nowe okoliczności i niewytłumaczalne zdarzenia – wszystko składa się na ciekawą i spójną opowieść, która mocno dystansuje swoją poprzedniczkę. 

Przede wszystkim, jest ten wątek refleksyjny. Aktualny problem, opatulony kocykiem fantazji i duchami. Narracja staje się dzięki temu bardziej żywa. 

Czytając Srebrnego chłopca odnajdywałem w nim to, co było dobre w pierwszej książce, a jednocześnie nie odnajdywałem tego, co tamtą usilnie ciągnęło w stronę przeciętności. Ta opowieść jest lepsza pod każdym kątem i to wyraźnie widać. Wszystko jest w niej takie, jak być powinno i utrzymane w stonowanych barwach – zdaje się, jakby autorka starała się pozostawić problemy poruszane w Srebrnym chłopcu otwartymi, by nie narzucać własnych interpretacji, opinii i odpowiedzi. 

Potwierdzam to, co powiedziałem już w przypadku Szklanych dzieci – w obliczu tej serii Scooby Doo wymięka!

KRÓTKA RECENZJA RÓWNIEŻ W FILMIE: 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz