"Ponad wszystko" - Nicola Yoon

Paranoja i tyle! 
Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że czekasz na książkę, której polskie wydanie może nigdy nie powstać?

Nicola Yoon i jej Everything, Everything skutecznie zaprzątali mój czytaczowy umysł, powodując – za każdym razem, gdy natrafiałem na zagranicznych portalach na wzmiankę o książce – bolesną nostalgię. W sensie kłucie. W sercu. Zabarwione tęsknotą. 

Ale na logikę: jak można tęsknić za czymś, czego nigdy się nie miało? 

To niewytłumaczalne. 
Dlatego nawet nie będę się starał tego tłumaczyć. 
Bo nie. 

W pewnym momencie stwierdziłem, że nie będę czekał w nieskończoność i po prostu kupię sobie angielską wersję, jeśli planów wydania polskiej nadal nie będzie. 

Teraz powinienem wyjaśnić, jakaż była moja radość, gdy dowiedziałem się, że wydawnictwo Dolnośląskie planuje wydanie tej książki. Ale to chyba oczywiste, prawda? 

(Radość była olbrzymia). 
(Dodatkowo wzmagał ją fakt, że wydawnictwo zdecydowało się zachować oryginalną okładkę). 

Choroba nastoletniej Maddy jest bardzo rzadka. Ma alergię na cały świat. Od siedemnastu lat jest uwięziona w domu. Kontaktują się z nią wyłącznie mama i pielęgniarka. Pewnego dnia Maddy wygląda przez okno i widzi... jego. Jest wysoki, szczupły, ubrany na czarno. Ich spojrzenia się spotykają. Obserwuje go z oddali. Już wie, że jej życie właśnie się zmieniło. Nieodwracalnie. I wie, że to będzie katastrofa.

Mój największy problem z tą książką polega na tym, że mój mózg – po miesiącach znania tej książki pod tytułem Everything, Everything – nie przyjmuje do siebie wiadomości, że może on brzmieć inaczej. W związku z tym ciągle zapominam jej polski tytuł. Ponad wszystko. Ponad wszystko, ponad wszystko, ponad wszystko… PONAD WSZYSTKO. Może w końcu zapamiętam. 

W swoim debiucie Nicola Yoon kreuje bardzo trudną postać. Postać nastolatki, która niemal całe swoje życie spędziła w zamknięciu i odosobnieniu. Nastolatki, która nie zna szkoły, nie ma przyjaciół – ba, nawet znajomych! – wśród rówieśników, a najbliższą przyjaciółką jest jej pielęgniarka. Trudność w kreacji takiej bohaterki polega na tym, że trudno jest rozgryźć funkcjonowanie normalnego nastolatka, a co dopiero nastolatka, którego życie jest tak różne od życia jego rówieśników. Autorka miała przynajmniej kilkadziesiąt okazji do tego, by popełnić potworne faux pas. Kolejne rozdziały dokładały dodatkowe piętra do wysokiego już domku z kart – wystarczyłby jeden błąd, chwila nieuwagi, by skrzętnie budowana całość została zburzona. 

Największym zaskoczeniem jest, że autorka zdołała utrzymać budowlę w całości. Może i w finale zdecydowała się na bezpieczniejsze rozwiązanie, jednak całość została dopracowana niemal perfekcyjnie. 

Ponad wszystko to typowa nietypowa historia młodzieńczej miłości. Typowa w najbardziej podstawowym znaczeniu, a nietypowa, jeśli przyjrzeć się wszystkim częściom składowym i komplikacjom fabularnym. To piękna opowieść o dojrzewaniu i ryzyku, a także życiu i szaleństwie. Główną tezą stawianą przez autorkę jest stwierdzenie, że życie bez ryzyka nigdy nie będzie kompletne. Żeby żyć, trzeba podejmować ryzyko. 

Rozumiem punkt widzenia osób, które będą zawiedzione zakończeniem – niemniej sam uważam je za genialne. Genialne, bo poruszające dodatkowy problem. I co najważniejsze: ta książka mogła mieć tylko dwa zakończenia. Nicola Yoon dała jej trzecie, czyniąc tym Ponad wszystko jeszcze bardziej zaskakującym. 

Na koniec stwierdzam, że miałem wielkie szczęście. Bo co by się stało z moją biedną psychiką, gdyby książka, której wyczekiwałem tak długo i niecierpliwie, okazała się totalną klapą? Byłby to niezbity dowód na to, że męska intuicja nie istnieje. Na szczęście Ponad wszystko Nicoli Yoon jest świetne. I chwała jej za to, bo to niepodważalny dowód na to, że faceci też mogą mieć intuicję!

MINI RECENZJA W FILMIE: 

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz