"Fobos" - Victor Dixen

Witaj Daniel. Gratulacje! Zostałeś wybrany jako uczestnik programu GENESIS, pierwszej próbie kolonizacji Marsa – takimi słowami do Czytacza zwrócił się Victor Dixen, człek odpowiedzialny za Fobosa. I nie, Czytacz nie upadł na głowę i nie majaczy. Autor Fobosa naprawdę przekazał Czytaczowi wiadomość. SERIO. 

Zabawne jak zdanie: nie lubię książek, ani filmów, których akcja dzieje się w kosmosie ewoluowało w czasie w zdanie: chcę następną książkę, której akcja dzieje się w kosmosie. I to nie zasługa Gwiezdnych wojen czy innych Star Warsów (nie bijcie – lubię GW!), lecz pierwszej kosmicznej książki, którą Czytacz własnymi oczętami pochłonął. A było to Iluminae (oby ta książka wkrótce pojawiła się w Polsce – będziecie zachwyceni!). Później był Marsjanin, który jeszcze bardziej utrwalił Czytacza w przekonaniu, że kosmiczne książki mogą być zacne. Potem niezapomniane W ramionach gwiazd i wreszcie w czytaczowe rączki wpadł Fobos. Fobos, nadmienię we wstępie, miał trudniejszą i bardziej krętą drogę do serca mego, czytaczowego. A to dlatego, że nie był pierwszy, ani jedyny. Był kolejną kosmiczną książką w moim życiu i żeby zapisać się w pamięci, musiał okazać się wyjątkowy. I cudowny. I boski. I kosmicznie zajebiaszczy. 

(Czytacz czasami lęka się tego, co sam pisze, bo bywa, że niektóre akapity brzmią jak napisane przez małą dziewczynkę, która dostała jednorożca...). 

I żeby nie było – wiadomość od autora książki, jakkolwiek strasznie nieoczekiwana, zaskakująca i potwornie miła, nie została potraktowana jako łapówka i nie miała wpływu na końcową ocenę Czytacza. Czytacz jest nieprzekupny. Prawie zawsze. 

Odmów... – szepcze mi do ucha cichy głos. – Wiesz, że nie nadajesz się do tej misji z tym, co masz do ukrycia. Wiesz, że jeśli polecisz, będziesz cierpiała tak, jak jeszcze nikt dotąd nie cierpiał. Odmów w tej chwili...

Léonor wchodzi na pokład statku kosmicznego. Doskonale pamięta moment, w którym zobaczyła ogłoszenie o naborze do programu „Genesis”, pierwszego reality show w kosmosie. Sześć dziewczyn i sześciu chłopaków wybranych w ogólnoświatowym castingu ma założyć pierwszą ludzką kolonię na Marsie. Będą poznawać się podczas sześciominutowych randek, by zdecydować, z kim założą rodzinę, gdy dotrą do celu.

Léonor uważa, że to jej jedyna szansa nie tylko na zdobycie sławy, ale i na lepsze życie. Przez całe dzieciństwo przechodziła od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Nie ma nic do stracenia i zamierza rozegrać tę grę po swojemu.

Książka zaskoczyła mnie już jedną z pierwszych stron. W każdej historii jest taki moment, kiedy bohater może powiedzieć tak lub nie, gdzie – oczywiście! – zawsze powie tak, bo w przeciwnym razie fabuła nie mogłaby się rozwinąć. I kiedy tak doszedłem w Fobosie do momentu wyboru, pomyślałem sobie – we mnie, w Czytaczu – że ciekawie byłoby, gdyby nasza bohaterka powiedziała NIE. 

I wyobraźcie sobie minę Czytacza, kiedy to zrobiła. 
O ja pier... niczę. 

To było zaskakujące. I wstrząsające. I jeszcze bardziej zaskakujące. Pomyślałem wówczas, że niezłe ziółko z tego Dixena i byłem ciekaw, czym mnie ta historia zaskoczy. 

Jako pokolenie pamiętające (oglądające i uwielbiające) pierwszą edycję Big Brothera uznaję pomysł reality show w kosmosie za genialny. Może to kiepsko o mnie świadczy, ale chętnie bym takie oglądał. Gulczas, a jak myślisz? – zapytała Karolina unosząc się w kostiumie astronauty i starając się pomalować paznokcie lakierem, który w małych kropelkach unosił się z maleńkiej buteleczki, podczas gdy Gulczas gorączkowo kontemplował, czy na Marsie będzie mógł pojeździć na swoim wysłużonym, acz wiernym, Komarze. 

OK, to było słabe. Ale i tak hahaha. 

Fobos jest mocny. I kolejne rozdziały konsekwentnie potwierdzają inność tej książki. To więcej niż dobre reality show. W tej książce jest wszystko: tajemnice, intrygi, a nawet i walka o miłość. Na szczęście brakuje jacuzzi (pamiętacie Big Brothera?). 

Gra, którą cały świat śledzi na ekranach to jedno. Znacznie głębiej – w sercu organizacji odpowiedzialnej za show – rozgrywa się zupełnie inna gra. O znacznie większą stawkę. Czyli dramatu nie brakuje. 

Victor Dixen z dużą lekkością i łatwością kreuje wielowarstwowe postaci oraz rzuca im pod nogi kłody. Z historii, która mogła być słabym, jednowątkowym romansidłem w kosmosie, uczynił opowieść na miarę Truman Show. Z tą książką nie da się nudzić. Działa jak dobry pobudzacz – pikawa (serce w sensie) nie ma zbyt wielu chwil na odpoczynek. 

Fantastycznie napisany, fabularnie pokręcony i zakręcony, charakterologicznie zróżnicowany – Fobos jest wyjątkowy na wiele sposobów. 

Historię poznajemy z kilku punktów widzenia, przy czym tylko z perspektywy Léonor (uczestniczka programu) jest ona opowiedziana w pierwszej osobie. Poza nią rzucimy okiem na to, co się dzieje w dowództwie czy też poniuchamy w poszukiwaniu spisku z innymi bohaterami. Wielowarstwowość to jedna z największych zalet tej powieści, dzięki której mamy kompletny obraz wydarzeń. 

Fobos to nie tylko lektura pełna akcji i dramatycznych zwrotów, ale też bogata mentalna wędrówka i obraz człowieka poszukującego akceptacji. Co może skłonić człowieka do tego, by zechciał na zawsze opuścić planetę? Co świadczy o naszej determinacji? Victor Dixen w cudowny sposób lawiruje pomiędzy trudnymi pytaniami i w fantastycznie rozrywkowy sposób dotyka głębi ludzkiej natury. Jest tylko jeden moment w książce, za który można znienawidzić jej autora: zakończenie. Tak bardzo niespodziewane, że jeszcze po lekturze szuka się brakujących stronic. Niestety, bezskutecznie. 


W filmie możecie zobaczyć, co autor książki ma do przekazania Czytaczowi oraz posłuchać, co Czytacz ma jeszcze do powiedzenia na temat Fobosa. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Jak tylko Moondrive zaczął mówić, że wydaje tę książkę to od razu poczułam zaciekawienie. Zachęcał mnie kosmos, ale również fakt, że tytuł brzmi tak samo jak imię pierwszego złego bohatera w komiksach W.I.T.C.H, którego uwielbiałam i który wypełniał moje dzieciństwo (tak, wiem, że to nie ma związku)! No i nie zapominajmy, że Big Brothera to oglądałam z zapartym tchem xD Przy najbliższym polowaniu na książki, na pewno to będzie moja główna zdobycz :D

    OdpowiedzUsuń