"Efekt Rosie" - Graeme Simsion

Według Graeme’a Simsiona, autora Projektu „Rosie”, pojęcie happy-ever-after jest bardzo mało realne. Jednakże pisarz, na przekór opinii fanów, postanowił udowodnić, że nawet tak bardzo osobliwy człowiek jak Don Tillman jest w stanie utrzymać swoje małżeństwo, a nawet o nie zawalczyć. Choć sposoby tej walki będą równie osobliwe i nietypowe jak sam Don… 

Z czystym sumieniem nałogowego Czytacza mogę powiedzieć, że Projekt „Rosie” nie był typową komedią romantyczną. To była książka jedyna w swoim rodzaju, podobnie jak jej bohaterowie. Trudno byłoby znaleźć drugą taką powieść. 

Bardzo wysoko zawieszona poprzeczka to wielkie ryzyko dla autora w razie podjęcia się stworzenia kontynuacji. Don Tillman w kontynuacji Projektu „Rosie” – Efekcie Rosie –  często dotyka pojęcia absolutu, dotyczącego czegoś idealnego, doskonałego – czegoś, czego nie da się przebić. Ja w podobny sposób podchodziłem do Efektu "Rosie". Serce Czytacza trawił lęk, że jeśli nie da się wyżej wskoczyć, pozostają dwie opcje: albo nie skoczyć wystarczająco wysoko, albo odbić się od sufitu i spaść. W każdym wypadku Efekt Rosie musiałby okazać się słabszy od pierwszej książki…

Don Tillman powraca! Niesztampowy bohater „Projektu Rosie”, genetyk ze zdiagnozowanym zespołem Aspergera, podejmuje wysiłek, by przyswoić sobie protokół norm i zachowań dotyczących ojcostwa. Inicjuje więc projekt „Dziecko”: ustala nowy system posiłków, by dostarczyć swojej żonie Rosie odpowiednią ilość substancji odżywczych, projektuje najbezpieczniejszy wózek świata (w komplecie z kaskiem dla niemowląt) - krótko mówiąc, doprowadza Rosie do szału. Na szczęście jego najlepszy przyjaciel Gene jest w pobliżu i służy mu nie zawsze dobrą radą...

„Efekt Rosie” to niebanalna komedia z ujmującymi bohaterami, pierwszorzędnym humorem i wartką akcją.  

Don Tillman. Człowiek, któremu cały świat – łącznie z blurbem książki! - wmawia cierpienie na zespół Aspergera, podczas gdy Graeme Simsion konsekwetnie tej tezy nie potwierdza. Świat realny i fikcyjny naciskają na bohatera, bo przecież normalni ludzie nie są tacy jak on! 

I trudno się z tym nie zgodzić. Panujący nad swoimi emocjami, podchodzący do każdego tematu naukowo i wiecznie zorganizowany – Don Tillman to zdecydowanie najbardziej osobliwa postać, którą poznałem na kartach książki. Niezwykle inteligentny i jeszcze bardziej odrealniony – po prostu, człowiek wyjątkowy. Aczkolwiek obawiam się, że w realnym świecie ciężko byłoby mi dojść z nim do porozumienia – wrząco-gorąca i parująca krew i emocjonalność kontra chłodna logika i nauka. Romantyzm i oświecenie w jednym pomieszczeniu! Barok i renesans! Średniowiecze i antyk! Dramat! Dramat! Dramat! 

Zgadzam się, że Projekt „Rosie” był komedią romantyczną. Nie zgadzam się, natomiast, że jest nią Efekt Rosie. W kontynuacji znajdziemy wątki komiczne, jednakże – w mojej opinii – ustępują one wątkom dużo bardziej poważnym. Dramatycznym. 

Jeśli przyjmiemy tezę, że Don cierpi na zespół Aspergera, pierwsza książka może rodzić mylne pojęcie na temat choroby. Bo co to za choroba, kiedy człowiek jest genialny i ma zabawny stosunek do świata? Efekt Rosie kładzie nacisk na drugą stronę medalu, na wady hipotetycznej choroby. Człowiek potrzebuje emocji i spontaniczności. Człowiek nie może być jak komputer, musi być ludzki. A Donowi tej cechy bardzo brakuje. 

Efekt Rosie jest z pewnością cięższą lekturą od Projektu „Rosie”, ale jednocześnie stanowi jego uzupełnienie. Śmiech często przeradza się w niepokój, a komizm bywa niezręczny. Widzimy Dona jego oczami oraz oczami jego otoczenia. Rozumiemy jego i jego otoczenie. Ta książka wywiera mocny nacisk na sposób myślenia jej odbiorcy. Zrywając po części z zabawną aurą, prezentuje dramat człowieka, który – co dla większości z nas pozostanie niezrozumiałe – nie do końca potrafi być człowiekiem. Jego umysł go ogranicza. Otwiera go na naukę, a zamyka na ludzkie bodźce. Dzięki temu Efekt Rosie to najsmutniejsza komedia romantyczna, z jaką kiedykolwiek miałem styczność. 

Ale jest to też piękna książka. Inna od Projektu „Rosie”, ale tworząca z nim logiczną całość. Graeme Simsion nie przeskakuje Projektu „Rosie”, bo trudno porównywać komedię z dramatem. To dwie różne historie, dwa różne podejścia, ale myślę, że każde z nich w swojej dziedzinie osiąga absolut. 

Pierwszy tom budził śmiech, drugi budzi niepokój. 
Pierwszy tom jest o poszukiwaniu miłości, drugi o walce o jej przetrwanie. 
Pierwszy tom to wiosna, drugi jest zimą. 

Wszystko jest spójne. 
Wszystko jest jak należy. 
Efekt Rosie to godna i wyjątkowa kontynuacja Projektu „Rosie”, niemniej czuję olbrzymi lęk i niepewność, jeśli chodzi o tom trzeci… 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz